RECENZJA #3: Nat & Alex Wolff – Public Places (2016)

Zaczynali w serialu The Naked Brothers Band, do którego, będąc jeszcze dziećmi wydali trzy soundtracki podpisując się jako tytułowi The Naked Brothers. Młodzieżowy sitcom musiał jednak się kiedyś skończyć i wtedy właśnie bracia zaczęli działać muzycznie jako duet o prostej nazwie – Nat & Alex Wolff. W 2011 roku ukazał się ich album Black sheep, natomiast w 2014 wydali serię „podwójnych singli”, które równie dobrze można było połączyć w jedną, 6-trackową epkę.

 

 

Jednak w ubiegłym roku Nat i Alex powrócili z nowym materiałem. Public places to właściwie nie album długogrający, ale epka – zawiera 8 ścieżek, z czego 2 to przerywniki, a więc konkretynch utworów znajdziemy tu w rzeczywistości 6.

Całe wydawnictwo otwierają ciche dźwięki, które po chwili przeistaczają się w utwór Passing through opierający się na pianinie i perkusji. Najlepszym pozytywnym zaskoczeniem w utworze jest użycie trąbki w bridge’u.
Pierwsza kompozycja płynnie przechodzi w kolejną, jaką jest tytułowe Public places. O ile zakochałam się słysząc pierwszy raz premierowe koncertowe wykonanie tej piosenki, tak jej wersja studyjna nieco mnie zniechęciła. Średnio podoba mi się spobób śpiewania Nata podczas przejścia ze zwrotki w refren – jego głos sprawia wrażenie nieco przerobionego komputerowo, co było niepotrzebnym zabiegiem.

Po tych dwóch utworach otrzymujemy pierwszy przerywnik – Joke, który – jak wskazuje tytuł – jest rzeczywiście żartem opowiadanym przez pewną osobę na tle spokojnej muzyki. Dobrze wprowadza on do pierwszej ballady na krążku, jaką jest Tenderly. Uważam, że to przepiękny, wzruszający utwór. Mogę zaryzykować nawet stwierdzenie, że to najdojrzalsza kompozycja w karierze duetu.

Warto zwrócić uwagę na utwór Rolling around – to najbardziej chwytliwa piosenka na wydawnictwie. Zaczyna się spokojnie, przy dźwiękach pianina, jednak wraz z refrenem rozkręca i na długo zostaje w głowie.
Should I see you again jest natomiast przyjemną balladą, choć nie tak zaskakującą jak Tenderly.
Na zakończenie epki dostajemy jeszcze drugi przerywnik zatytułowany Silly game, w którym słyszymy przekomarzanki braci z czasów gdy byli młodsi. Ostatnia kompozycja to gitarowe The way it seems, które przypomina nieco klimatem muzykę duetu z 2014 roku (single Rules, Where I’m going).

Można było zarzucać braciom infantylność. Można było zarzucać brak konkretnego pomysłu na twórczość. Jednak wydając Public places Nat & Alex Wolff pokazali nam, że dorośli do tego aby świadomie tworzyć swoją muzykę. I chociaż wiele osób liczyło jednak na cały album, ja nie gniewam się na duet. Oddali nam najdojrzalsze i najbardziej dopracowane wydawnictwo w swojej karierze.


Najlepsze: Passing through, Tenderly, Rollin’ around
Najgorsze: Public places

2 Komentarze

Dodaj komentarz