RECENZJA #4: Bridgit Mendler – Hello my Name Is… (2012)

Bridgit Mendler to aktorka znana przede wszystkim z takich produkcji jak Powodzenia, Charlie! czy Lemoniada gada, dlatego nieco obawiałam się sięgać po jej debiutancki album. Pierwsze poczynania innych gwiazd Disneya raczej zawodziły i były to niedojrzałe piosenki, pop w najbardziej banalnym tego słowa znaczeniu. Czy Brigdit Mendler staje z nimi na równi? Żeby się o tym przekonać nie pozostaje nam nic innego, niż włączyć Hello my name is….

Krążek otwiera utwór, który obił mi się już wcześniej o uszy – Ready or not. To chwytliwa, wpadająca w ucho piosenka, chociaż nie podoba mi się w niej bridge i nagłe zakończenie. Druga kompozycja, którą znałam jeszcze przed przesłuchaniem całego albumu to singlowe Hurricane będące typowo popowym utworem z rapowanymi przez Bridgit zwrotkami. Gdybym miała wybierać pomiędzy nimi, wyżej postawiłabym chyba Hurricane.

Na Hello my name is… znalazłam trzy utwóry, które są moim zdaniem najlepszymi na krążku i za które mogę bić Bridgit brawa. Pierwszy z nich to piękna ballada All I see is gold – moim zdaniem najdojrzalsza pozycja na wydawnictwie, zarówno pod względem tekstu i jak i muzyki. Następnie mamy The fall song – pozytywną, bardzo przyjemną kompozycję ze świetną melodią w zwrotkach i chwytliwym, trochę podniosłym refrenem. Moim trzecim faworytem z płyty jest zamykające wydawnictwo Hold on for dear love. To dobra ballada oparta na pianinie i umieszczenie jej na pożegnanie z krążkiem było moim zdaniem prawidłowym posunięciem.

Poza tym niewiele utworów na debiucie Bridgit Mendler się szczególnie wyróżnia. Dostajemy Forgot to laugh, które ma całkiem przyzwoite zwrotki, ale zbyt popowy refren; Top of the world, które byłoby w porządku, gdyby nie trochę irytujące wyśpiewywane oooo; przyjemne City lights i 5:15, czy przeciętne Blonde.
Natomiast za największy minus wydawnictwa uznaję piosenkę Rocks at my window, które brzmi jak rodem wyjęta z jakiegoś kiczowatego serialu Disneya.

Krążek Bridgit Mendler pozostawia wiele do życzenia. Z jednej strony piosenki nie ranią uszu i większość z nich nie jest specjalnie irytująca, natomiast ich monotonność i niekiedy banalność może nudzić. Z drugiej doceniam to, że artystka brała udział w tworzeniu utworów, a nie wyłącznie nagrała to, co zostało jej podane. I – odpowiadając na pytanie z pierwszego akapitu – mimo wszystko, na tle koleżanek z Disneya wypada dobrze. O wiele bardziej jednak podoba mi się jej nowa twórczość (epka Nemesis jest naprawdę udana) i cieszę się, że disneyowskie klimaty i nagrywanie pod szyldem Hollywood Records ma już za sobą.


Najlepsze: All I see is gold, The fall song, Hold on for dear love
Najgorsze: Rocks at my window, Blond, Top of the world


Z dedykacją dla Dawida M.

3 Komentarze

Dodaj komentarz