RECENZJA #5: LemON – Tu (2017)

LemON jest zespołem, który określiłabym jako… komercyjno-niekomercyjny. Z jednej strony słuchając ich kompozycji czegoś mi brakowało, ale z drugiej pośród innych niekoniecznie ambitnych piosenek serwowanych przez radio, miło było usłyszeć coś bardziej ambitnego. Na tle typowych popowych artystów polskiej sceny muzycznej wypadają naprawdę dobrze. W tym roku z zaskoczenia, bez żadnych wcześniejszych zapowiedzi, że cokolwiek nagrywają – nagle podali informację o czwartej płycie Tu i ujawnili kompozycję o tym samym tytule.

Utwór tytułowy okazał się być bardzo emocjonalną, klimatyczną kompozycją, opartą na pianinie z charakterystycznym stukaniem w tle. Słuchając jej wiedziałam już, że zespół przygotował coś zupełnie innego niż poprzednie dokonania. Słychać w niej dojrzałość, zarówno pod względem muzycznym jak i tekstowym.
Następnie dostajemy Myśl – to jeden z moich ulubionych utworów na płycie. Uwielbiam w nim refren i charakterystyczne granie gitary elektrycznej w zwrotkach. Dobre jest też zakończenie – mam tu na myśli śpiew Igora, wprowadzający do całości nutę niepokoju.

Ciężko było mi wybrać z albumu największego faworyta, ale gdybym miała wskazać jedną ulubioną kompozycję z całego Tu, byłaby nią chyba Kalka. Jest świetnie zaśpiewana, uwielbiam w niej też pogrywającą w tle gitarę i mieszankę instrumentów akustycznych z mocniejszymi brzmieniami.

Wyróżnia się też Ostatni walc – to najdłuższa kompozycja na płycie (trwa ponad 8 minut). To nieco psychodeliczny, emocjonalny utwór. Pomysłowym zabiegiem było przejście pod koniec z mocnej, rockowej muzyki w spokojniejsze tony, jednak jej minusem jest moim zdaniem zbyt długi instrumental. Podobnie zresztą jak w Full moon – ten kawałek jest genialny i wpadający w ucho, ale tak długi instrumentalny mostek sprawdziłby się lepiej na koncertach niż na studyjnej płycie.

Poza tym znajdziemy tutaj bardzo dobry, rytmiczny utwór jakim jest Sowa; gitarowy Akapit będący również jednym z moich ulubionych nagrań; czy Papier, w którym mamy spokojniejsze zwrotki i mocny, rockowy refren. Grupa bardzo zaimponowała mi poruszającą, mroczną balladą Pollock, w której połączono gitarę elektryczną z pianinem – taki duet daje niesamowity efekt końcowy.

Od wszystkich nagrań odbiega trochę Tak nie nie – to dobry utwór, chociaż wypada dość blado na tle innych. Zyskuje jednak na przejściu w mocniejszą muzykę podczas końcówki oraz swoim tekstem.

Utkwiłaś gdzieś w moim „tak” i „nie”, w okolicach „nie wiem”, w jakimś bylegdzie

Na zakończenie przygody z albumem zespół przygotował balladę Po opartą na pianinie i perkusji, z genialną końcówką. Kompozycja świetnie zamyka płytę.

Słuchając całego albumu, przy każdym utworze nasuwało mi się to samo słowo: emocjonalne. Bo każdy z nich porusza, w każdym słychać emocje i każdy jest dopracowany w najmniejszym szczególe. To wydawnictwo bardzo dokładnie, rzetelnie przygotowane, poruszające, mroczne i wręcz intymne. To nie muzyka, która będzie dobrym tłem do codziennych czynności. Kiedy się go słucha, skupia na sobie całą uwagę. Jesteśmy tylko tu.
Tak dobrej muzyki od zespołu LemON jeszcze nie dostaliśmy. I myślę, że grupie należą się za ten krążek brawa.


Najlepsze: Tu, Kalka, Po
Najgorsze: 

3 Komentarze

  • Niby niczego im nie brakuje, bo wokalista umie śpiewać i przekazywać emocje; mają niezłe teksty a sama muzyka nie należy do tandetnej. Ale samo zachowanie Igora działa mi na nerwy. Niby taki skromny, ale w rzeczywistości zapatrzony w siebie, nie znoszący krytyki koleś.

    Nowa recenzja http://the-rockferry.blog.onet.pl/

  • Znam kilka piosenek z tej płyty i mi się podobają,z całą płytą zapoznam się w weekend 🙂

  • Moim zdaniem muzycznie zespół daje radę, jednak jakoś nie do końca jest w moim guście. Utwór tytułowy bardzo mi się podoba.
    Pozdrawiam. 🙂

Dodaj komentarz