RECENZJA #9: Madonna – Ray of light (1998)

Nigdy szczególnie nie ciągnęło mnie do zapoznawania się z muzyką Madonny. Najpopularniejsze single, które znałam z radia niespecjalnie mnie poruszały i nie zachęcały do sięgania po całe albumy. Jednak tkwiąc w postanowieniu, że zrecenzuję wszystkie zgłoszone mi na tym blogu płyty, włączyłam Ray of light – siódmy krążek artystki – i było to moje pierwsze dłuższe spotkanie z Królową Popu. Czy było warto?

 

Rozpoczyna się bardzo dobrze. Pierwszą propozycją, którą serwuje nam Madonna na Ray of light jest Drowned world/Substitute for love. To delikatna, spokojna kompozycja, która z czasem nabiera więcej podniosłości. Zostaje ona w głowie długo i to jedna z najlepszych pozycji na krążku. Kolejny utwór jakim jest Swim również rozpoczyna się zachęcająco – przyjemnymi dźwiękami gitary. Całość to chwytliwy, rytmiczny utwór. Podoba mi się w nim głośniejsze wejście perkusji w połowie, która zaraz cichnie ustępując na chwilę miejsca gitarze.

Utwór tytułowy – Ray of light podobnie jak jego poprzednik, rozpoczyna się gitarą. Już po chwili przechodzi onajednak w popową, taneczną kompozycję. To bardzo energiczna piosenka, która na początku w ogóle mi się nie podobała. Teraz natomiast patrzę na nią bardziej przychylnym okiem. Doceniam to, że nie jest to bezmyślny popowy twór, jaki serwuje się nam w pierwszej lepszej stacji radiowej. Dalej dostajemy Candy perfume girl, które wbrew temu co podpowiada nam tytuł, nie jest słodką, cukierkową piosenką. Prędzej można ją nazwać surową, ale dojrzałą kompozycją, w której użyto całego mnóstwa ciekawych dźwięków.

Nie sądziłam, że taki utwór jak Skin może mi się spodobać. A jednak. Jest on podszyty elektronicznym bitem, ale mimo to w jakiś sposób poruszający. Podobnie zresztą jak Nothing really matters z wpadającym w ucho refrenem, czy surowe Sky fitz Heaven.
Frozen to z kolei jedna z najbardziej znanych piosenek Madonny. Kiedyś nie podobała mi się ona, natomiast dzisiaj doceniam jej klimat i lubię do niej raz na jakiś czas wrócić – tak samo jak do kolejnego utworu jakim jest The power of good-bye.

Jedną z moich ulubionych kompozycji z Ray of light jest Shanti/Ashtangi. Jest bardzo wyrazista i wyróżnia się na tle innych przede wszystkim językiem, w którym śpiewa artystka. Tekst tego utworu pochodzi bowiem z tradycyjnych pism wedyjskich.
Poza tym mamy jeszcze podniosłą, dość mroczną kompozycję, jaką jest To have and not to hold. Jest ona bardzo klimatyczna, nastrojowa, z wpadającą w ucho frazą „paparapapapa”.
Przedostatnim utworem jest Little star. To dowód na to, że możliwe jest stworzenie piosenki delikatnej i poruszającej, a jednocześnie wpadającej w ucho, podszytej elektronicznym bitem. Mer girl jest dobrym zamknięciem wydawnictwa (a capella pod koniec!). Za minus natomiast uważam jej długość. Trwa ona ponad 5 minut i słuchanie jej bardzo się dłuży.

Sięgając po Ray for light nie miałam żadnych oczekiwań w stosunku do krążka. Nie spodziewałabym się, że wydawnictwo spodoba mi się aż tak bardzo. Uwielbiam jego klimat, a sposób śpiewania Madonny w tych kompozycjach wręcz pokochałam. To bardzo dobra, dopracowana płyta. Mam nadzieję, że wkrótce zawita w mojej prywatnej kolekcji. Przyznaję, że teraz nie podchodzę już tak sceptycznie do muzyki Królowej Popu, a nawet chętnie zapoznam się z pozostałymi pozycjami w jej dyskografii. Ray of light polecam każdemu.


Najlepsze: Shanti / Ashtangi, Drowned world / Substitute for love, Swim
Najgorsze:

3 Komentarze

  • Madonna w jednym ze swoich najlepszych wydań. Nic nie musiała, niczego nie oczekiwała a i tak ludzie ją za ten album pokochali na nowo. Marzy mi się dziś jej płyta podobna do tej. Niekoniecznie elektroniczna, ale podobnie dojrzała.

    Dwie nowe recenzje na http://the-rockferry.blog.onet.pl/

  • Nic dodać nic ująć. Cieszę się, że mimo upływu tylu lat, ten album dalej się broni. William Orbit w swojej najlepszej odsłonie.

    Pozdrowienia,
    Bartek

  • Uważam, że „ROL” powinien przesłuchać każdy kto uważa Madonnę za autorkę jedynie łatwych i przyjemnych popowych piosenek. Zawsze chętnie wracam do tego albumu, a „Ray Of Light” i „Nothing Really Matters” należą do ścisłego grona moich ulubionych piosenek M..
    Pozdrawiam. 🙂

Dodaj komentarz