RECENZJA #11: Tom Odell – Wrong crowd (2016)

Właściwie już po pierwszym przesłuchaniu albumu Long way down Tom Odell wpisał się na listę moich ulubionych wykonawców. Zakochałam się w jego muzycznej wrażliwości, barwie głosu i wyraźnym brytyjskim akcencie. Ten skromny wokalista, który proponował nam poruszające utwory oparte przede wszystkim na pianinie, skradł moje serce. Kiedy w 2016 roku na świat wypłynęła już oficjalna informacja o jego drugim albumie, byłam niesamowicie podekscytowana. Nie mogłam się doczekać, aby usłyszeć nowe emocjonalne ballady od tego chłopaka. On natomiast zaprezentował nam coś zupełnie odmiennego niż dotychczas. Czy równie dobrego?

 

Kompozycje na Wrong crowd można przypisać do dwóch kategorii: żywsze, energiczne utwory i ballady. Zacznę od tych pierwszych.
Kiedy pierwszy raz usłyszałam tytułową kompozycję, byłam przerażona i zawiedziona. Czułam, że to już nie ten sam Tom, co na debiutanckim Long way down. Zastanawiałam się gdzie jest pianino, gdzie ten charakterystyczny klimat? Dzisiaj natomiast kocham ten utwór. Jest dość mroczny, ale mimo to wpadający w ucho. Zaryzykowałabym nawet stwierdzenie, że to najdojrzalszy w karierze Toma. Jedną z najlepszych kompozycji jest również Concrete, którą – w przeciwieństwie do Wrong crowd – pokochałam od pierwszego usłyszenia. Uwielbiam jej rytmiczne zwrotki, śpiew artysty w refrenie i podniosły mostek.
Jedną z bardziej energicznych kompozycji jest też chwytliwe, wpadające w ucho Here I am.

Tom Odell proponuje nam też Silhouette. Kiedy ten utwór pierwszy raz rozebrzmiał w moich głośnikach… wybuchnęłam śmiechem. Zastanawiałam się co ta piosenka robi na takim albumie. Dzisiaj uważam jednak, że ma ona swój urok. Rozpoczyna się łagodną muzyką graną przez smyczki, a potem nabiera energii.
Najmocniejszym utworem z całego Wrong crowd jest jednak Daddy. Jego spokojniejsze zwrotki przechodzą w ostry, rockowy refren. Ta kompozycja zdecydowanie wyróżnia się spośród wszystkich innych zaprezentowanych nam dotychczas przez Toma – jednak nawet tutaj nie zapomniał on o swoim pianinie!

Jedyna propozycja na wydawnictwie, która mnie nie przekonuje to Magnetised. Wprawdzie nie przeszkadza mi bardzo słuchanie jej, ale uważam, że artystę stać na coś o wiele lepszego. Ta piosenka jest zbyt popowa i nie wyróżnia się bardzo spośród innych z tego gatunku. Plusem jest to, że muzyk nie zapomniał tutaj o żywych instrumentach (pianino, perkusja), ale jest tu też dość dużo elektroniki. Bardziej wolę akustyczną wersję tego utworu.

Jeśli chodzi o ballady na Wrong crowd, to są one zupełnie inne niż na poprzednim wydawnictwie Toma Odella. Chociażby w pierwszej, którą dostajemy – Constellations, możemy usłyszeć smyczki, co dodaje jej podniosłości i elegancji. Bardzo dojrzałą kompozycją jest również Sparrow, charakteryzujące się cudownymi wstawkami instrumentalnymi, w których użyto wielu ciekawych dźwięków.
Do moich ulubieńców zdecydowanie należy Still getting used to being on my own. Zasługa w tym cudownego wykonania Toma i charakterystycznego rytmu – podobnie jak w utworze Jealousy.
Całość zamyka utwór Somehow – to niesamowita, piękna, podniosła ballada, w której użyto mnóstwa instrumentów (gitara, perkusja, pianino, smyczki!). Słyszymy tu też świetny chórek, nadający całości cudownego klimatu. Ta poruszająca kompozycja jest najdłuższą ze wszystkich na albumie (trwa ponad 6 minut). Nie lubię przesadnie długich utworów, ale ten w żadnym wypadku mnie nie nuży. Na samo zakończenie dostajemy tutaj jeszcze cudowny instrumental. Nie wyobrażam sobie lepszego zakończenia tej płyty. Tom żegna się z nami poruszającymi słowami:

No, I don’t know what happens when you die. Just the thought, you know, it kind of blows my mind. When I look, when I look up to the sky, somehow, somehow I know that it will be alright. Somehow, somehow I know that you will be beside.

Mimo, że na początku album Wrong crowd wzbudzał we mnie mieszane uczucia, po głębszym zapoznaniu się z nim, mogę śmiało stwierdzić, że ani trochę nie zawodzi. Podoba mi się to, że Tom Odell stworzył coś nowego, zaskakującego. Nie chciał nagrywać kolejnego Long way down – i dobrze. Bardzo cenię artystów, którzy pragną się rozwijać, a nie tkwić wciąż w takiej samej stylistyce. W przypadku tego wokalisty, Wrong crowd to duży krok naprzód i odważne posunięcie.  Czy jest więc tu coś, co zostało z dawnego Toma Odella? Tak. Szczerość, wrażliwość i autentyczność. To mimo wszystko wciąż ten sam skromny chłopak przy pianinie – jedynie w akompaniamencie nowych instrumentów i głosów.

Najlepsze: Concrete, Still getting used to being on my own, Wrong crowd
Najgorsze: Magnetised

4 Komentarze

  • Słuchałem tej płyty w okolicy premiery i już mi się trochę zatarła w pamięci. Wrażenia ogólnie pozytywne, chociaż z drugiej strony, żadna melodia mi w głowie nie została. Dzięki za przypomnienie, w każdym razie, chyba sięgnę po Toma jeszcze raz 🙂

    Pozdrowienia!
    Bartek

  • Jak to możliwe, że nie wiem o istnieniu bloga z recenzjami tak różnorodnej muzyki (i z tak świetną szatą graficzną)?
    Co do samego Odella – dla mnie gość jest tragiczny. Zaskoczyło mnie, że udało mu się stworzyć płytę nudniejszą i bardziej wtórną niż debiut…

    W wolnej chwili zapraszam również do siebie.

    • To miłe, że ktoś docenił tą różnorodność u mnie! Po prostu nie boję się sięgać po nowe gatunki. Na pewno do Ciebie zaglądnę!
      Co do Toma, ile ludzi tyle opinii, ja jestem nim oczarowana 😀

Dodaj komentarz