RECENZJA #12: OneRepublic – Oh my my (2016)

Moja „przygoda” z zespołem OneRepublic rozpoczęła się w 2014 roku, kiedy to wydana została reedycja ich albumu Native. Spodobały mi się single Something I need i Love runs out – postanowiłam więc zapoznać się z całą płytą. Niedługo potem znalazła się ona na mojej półce obok pozostałych pozycji i był czas, kiedy bardzo często do niej wracałam. Ucieszyłam się więc na wieść, że grupa wydaje nowy krążek. Zapowiadające go Wherever I go było bardzo zachęcające. Czy jednak cały krążek Oh my my spełnił moje oczekiwania?

 

Krążek otwiera bardzo przyjemna, podniosła ballada Let’s hurt tonight, będąca jedną z moich ulubionych pozycji na Oh my my. To mocny start – utwór porusza, zarówno muzycznie jak i tekstowo:

They say love is pain, well darling, let’s hurt tonight.

Wsród spokojniejszych, balladowych utworów na Oh my my znajdziemy również podniosłe Choke. Podoba mi się jego refren, w którym słychać genialny chórek. Przywołuje to klimat niektórych kompozycji z Native (Something I need, Preacher). Jednak moim największym faworytem jest dojrzała, melancholijna kompozycja Fingertips, oparta na gitarze.

Poza tym na albumie OneRepublic proponują nam raczej popowe melodie. Wśród nich wyróżnia się chociażby Future looks good – to bardzo przyjemna piosenka, w której na początku słyszymy jedynie gitarę, a z czasem dochodzi coraz więcej instrumentów. Średnio podobają mi się w niej elektroniczne dźwięki pod koniec utworu, ale jestem w stanie to przeboleć. Lubię również wracać do tytułowego Oh my my, w którym podobają mi się zwrotki, gdzie na pierwszy plan wysuwa się gitara basowa. Natomiast refren tej kompozycji na długo zostaje w głowie. Warto zwrócić też uwagę na Dream, z mroczniejszymi zwrotkami i bardziej melodyjnym, nieco zwolnionym refrenem. Jednym z ciekawszych momentów wydawnictwa jest też utwór All these things.

Co poza tym? Znajdziemy tu również pierwszy singiel zapowiadający płytę – Wherever I go, który lubię i chętnie po niego sięgam; Born i Human, których refreny mi się podobają;  Lift me up charakteryzuje się użyciem gitary i chwytliwym refrenem, ale to raczej typowy, popowy utwór.

Nie wszystko na Oh my my jest jednak przyjemne. W singlu Kids bardziej przekonują mnie zwrotki niż refren z użyciem elektronicznych dźwięków. Próbowałam przekonać się do A.I. – to jeden z dwóch duetów na krążku, w którym udziela się Peter Gabriel. Niestety, nie podchodzi mi ta propozycja. Ciekawym zabiegiem w niej jest użycie wyraźnego zwolnienia pod koniec, ale poza tym nic więcej. Od OneRepublic oczekuję raczej czegoś lepszego. Podobne odczucia towarzyszą mi co do Better. Średnio wyróżnia się również przeciętne Heaven.
Zdecydowanie bardziej od duetu z Peterem Gabrielem podoba mi się ten z Santigold. NbHD to fajny, chwytliwy numer z tym razem mądrze użytą elektroniką. Głos wokalistki ładnie się w niego wpasowuje.

Gdybym miała opisać Oh my my jednym zdaniem, powiedziałabym, że to zbiór popowych, chwytliwych refrenów, uniwersalnych i przystępnych dla każdego. Lubię raz na jakiś czas wrócić do tego wydawnictwa i znajdziemy tu kilka perełek, natomiast brakowało mi elementu zaskoczenia. Duża liczba utworów (jest ich aż 16) sprawia też, że trochę zlewają się ze sobą. To dobra płyta, ale w moim prywatnym rankingu nie przebiła swojej poprzedniczki, jaką jest Native.


Najlepsze: Let’s hurt tonight, Choke, Fingertips
Najgorsze:  Kids, Heaven, A.I. 

4 Komentarze

  • Bardzo spodobało mi się „Wherever I Go”. Na razie znam tylko „Dreaming Out Loud”, ale może kiedyś sięgnę po ten album.
    Pozdrawiam. 🙂

  • Przyznam szczerze że moja wiedza na temat tego zespołu jest zerowa. Jakoś się nie mogę przekonać… Może kiedyś sięgnę po ich muzykę.

    Przy okazji zapraszam na nowy wpis. 🙂

Dodaj komentarz