RECENZJA #17: Bebe Rexha – All Your Fault: Pt. 1 (EP, 2017)

Czy w końcu będzie nam dane usłyszeć debiutancki długogrający album Bebe Rexhy? – fani tej wokalistki muszą już chyba przebierać nogami. Bleta – bo tak w rzeczywistości ma na imię piosenkarka – zdaje się wystawiać ich cierpliwość na próbę. Pomimo, że działa w branży muzycznej już od 2010 roku, nadal światła dziennego nie ujrzał jej debiutancki krążek. Zamiast tego wydała 2 lata temu epkę I don’t wanna grow up i udzielała się tworząc utwory dla innych artystów (spod jej ręki wyszły m.in. The monster Rihanny i Eminema, Some girls Madonny czy Jersey Belli Thorne). I kiedy wszystko już wskazywało na to, że jej debiut jest już blisko, Bebe postanowiła jednak podzielić jedną płytę na dwie części. Tę pierwszą dostaliśmy już na początku tego roku. Jak przedstawia się All your fault: Pt. 1?

 

Już od pierwszych dźwięków wiemy, że to co serwuje nam Bebe Rexha to po prostu pop – taki, z którym spotykamy się na co dzień w typowym, komercyjnym radiu, chociaż – przyznaję szczerze – spodziewałam się czegoś gorszego. Tymczasem Atmosphere jest całkiem miłym zaskoczeniem. To dość spokojna, elektroniczna kompozycja z dobrym, podniosłym refrenem i rapowanymi zwrotkami. Wpada w ucho i myślę, że to najlepsza propozycja na All your fault: Pt. 1. Drugim takim spokojnym momentem epki jest utwór Small doses. Podoba mi się ta piosenka, jej dobrze zaśpiewane zwrotki i – podobnie jak w Atmosphere – podniosły, elektroniczny refren. Całość prezentuje się naprawdę przywoicie.

Wśród tych żywszych utworów z krążka najbardziej spodobało mi się F.F.F., będący duetem Bebe z G-Eazy’m. To wpadająca w ucho piosenka, której najmocniejszą stroną jest tekst – artystka krytykuje w nim fałszywą przyjaźń:

Fuck fake friends, we don’t need them. Only thing they’re good for is leaving.

Co poza tym znajdziemy na wydawnictwie? Nie mogło zabraknąć singla I got you, który mi osobiście nie do końca przypadł do gustu, a z biegiem czasu zaczął mnie wręcz irytować. To co jednak mi się w nim podoba to głos piosenkarki. W tym utworze wyraźnie pokazuje swoje umiejętności wokalne. Średnio podeszło mi również Gateway drug. Jej początek jest obiecujący, rytmiczny i przyjemny, jednak po chwili kompozycja zmienia się w typową popową, niczym nie wyróżniającą się piosenkę. Podobnie jak słabe Bad bitch z irytującym refrenem.

Muzyka, którą proponuje nam Bebe Rexha ani ziębi ani grzeje. Słuchanie jej nie przeszkadza mi, ale nie sprawia też większej przyjemności. Zawartość All your fault: Pt. 1 zaskoczyła mnie, ponieważ nie miałam wobec tej artystki żadnych oczekiwań. Bardziej chyba podobały mi się jej wcześniejsze poczynania, chociażby z singlem I’m gonna show you crazy na czele. Zadajmy sobie jeszcze pytanie, czy twórczość Bebe Rexhy wyróżnia się czymś szczególnym wśród innych popowych wokalistek? Raczej nie. I w tym sęk.


Najlepsze: Atmosphere, Small doses, F.F.F.
Najgorsze: Gateway drug, Bad bitch

5 Komentarzy

Dodaj komentarz