RECENZJA #20: Rachael Yamagata – Happenstance (2004)

Kim jest Rachael Yamagata? Ja też zadałam sobie to pytanie, kiedy zobaczyłam jej krążek w zakładce ze zgłoszeniami. Szybko jednak odnalazłam informację o tej amerykańskiej wokalistce. Okazało się, że ma ona japońskie, włoskie i niemieckie korzenie, jej muzyka obraca się w akustycznych i folkowo-rockowych klimatach, a Happenstance, którym się dzisiaj zajmę to jej debiutancki krążek. Sprawdźmy więc, czy warto było w ogóle po niego sięgać.

 

Wydawnictwo otwierają dźwięki perkusji rozpoczynające kompozycję Be be your love. To bardzo przyjemny, rytmiczny utwór z ciekawym mostkiem. Mocniejsze jest natomiast wyraziste Letter read, w którym dosadne uderzenia w klawisze pianina dodają mroku całej piosence. To jedna z lepszych propozycji na krążku. Wyróżnia się również I want you, piosenka energiczna, o pozytywnym brzmieniu, spoglądająca trochę w stronę jazzu. Podoba mi się również jej tekst:

My friends are telling me I shouldn’t waste my time but I can’t concentrate until I make you mine.

Całkiem dobrze słucha się też Paper down – to delikatna propozycja, której brzmienie gitary elektrycznej i perkusja dodają jednak trochę rockowego zacięcia. Wśród ballad natomiast najbardziej spodobała mi się Reason why. Jest melodyjna i poruszająca. Z następnym, a zarazem ostatnim utworem na płycie – Quiet (ładnie zaśpiewanym i wyciszającym, ale jednak trochę za długim) – łączy ją instrumentalne Moments with Oliver. Ten przerywnik to krótka, trwająca nieco ponad minutę kompozycja oparta na smyczkach. Instrumenty te usłyszeć możemy również w klimatycznym I’ll find a way.

Poza tymi pozycjami, niestety na Happenstance niewiele się wyróżnia. Chociażby Worn me down – jest całkiem przyjemne, ale nieco banalne. Miło słucha się też 1963, ale nie ma w nim nic szczególnie zaskakującego. Do grupy niezauważalnych piosenek dołączyłaby również Even so, jednak ratuje go dobra końcówka. Bardziej podoba mi się jednak Under my skin z wyrazistym refrenem i ciekawym brzmieniem perkusji.

Happenstance nie jest złym debiutem. Kilku rzeczy jednak na nim brakuje: przede wszystkim zaskoczenia i różnorodności. Nie można powiedzieć jednak, że są to słabe utwory. Mogłyby być po prostu mniej do siebie podobne. Jednak z pewnością ten krążek jest miłą propozycją na ciche wieczory.


Najlepsze: I want you, Letter read, Reason why
Najgorsze: Worn me down

4 Komentarze

  • Spontanicznie przesłuchałam kilka piosenek i nawet mi się podobają. Dziewczyna ma świetny głos.
    Pozdrawiam. 🙂

  • Pisałam już że słuchałam jej minialbumu i nie podobał mi się właśnie dlatego że wszystko tam było niemal jednakowe. Widzę że na tej płycie było podobnie…

    Przy okazji zapraszam na nowy wpis.

  • „Letter Read” brzmi świetnie, ale jest to tak nachalne połączenie Tori Amos z Fioną Apple, że trochę się krzywię. Mimo wszystko podoba mi się bardzo, bo brakuje mi ostatnio takiej muzyki 🙂

    Na marginesie, jej ostatnia płyta z 2016 roku też jest bardzo dobra.

    Pozdrowienia,
    Bartek

Dodaj komentarz