RECENZJA #22: Demi Lovato – Confident (2015)

Nie ukrywam – nigdy specjalnie nie przepadałam za Demi Lovato. Może nawet nie tyle nie przepadałam, co nie potrafiłam zrozumieć jej fenomenu. Owszem, ma bardzo dobry głos, ale sama muzyka pozostawiała wiele do życzenia. Nic więc dziwnego, że nie paliłam się specjalnie aby sięgnąć po jej ostatni krążek – Confident,  który pojawił się dwa lata po małym koszmarku, jakim było Demi.

Na pierwszy ogień na promocję Confident wybrano może i dość komercyjną, ale bardzo przyjemną piosenkę Cool for the summer. Bardzo lubię w niej wokal Demi oraz łagodne zwrotki kontrastujące z ostrzejszym refrenem. Zupełnie inna jest kompozycja tytułowa, którą cechuje waleczny charakter i odważny tekst. Rola singla przypadła również emocjonalnej balladzie, jaką jest Stone cold. Demi pokazuje w niej wyraźnie swoje możliwości wokalne, a szczególnie podoba mi się moment, w którym śpiewa:

If happy is her, I’m happy for you.

Ballady to mocna część tej płyty. Demi świetnie się w nich sprawdza. Druga, jaką znajdziemy na Confident to również pełne emocji Father, w której ważną rolę odgrywa przede wszystkim poruszający tekst dedykowany tacie piosenkarki:

I know you never got a chance to be yourself, to be your best. I hope that Heaven’s got you a second chance.

Z żywszych kompozycji, które proponuje nam wokalistka najbardziej przypadło mi do gustu zahaczające o R&B Yes, w którym szczególnie podobają mi się zwrotki.
Dobrze przedstawia się też całkiem przyjemne Waiting for you. Lubię również wracać do Wildfire. Kingdom come podobałoby mi się natomiast bardziej, gdyby głos Demi nie był tak przerobiony w refrenie.

Do słabszych punktów Confident zaliczyłabym Old ways – nie mogę odepchnąć od siebie myśli, że słyszałam już całe mnóstwo podobnych piosenek w radiu. Takie melodie atakują nas z każdej strony i nie jest to nic odkrywczego. Nie przekonuje mnie również For you – chociaż rozpoczyna się dobrze. Z kolei Lionheart  nie słucha się źle, ale pozostawia pewien niedosyt.

Mimo, że Confident nie jest jeszcze szczytem tego, czego oczekuję od wykonawców, nie sposób nie docenić tej płyty. To z pewnością najdokładniej przygotowany, najbardziej dopracowany i najdojrzalszy krążek w dyskografii Demi Lovato. I chociaż nie bardzo mam ochotę włączać go ponownie w całości, to lubię raz na jakiś czas słuchać pojedynczo utworów z niego.


Najlepsze: Stone cold,  Yes, Wildfire
Najgorsze: Old ways, For you

4 Komentarze

  • Demi Lovato dla mnie jest w jednym worku z Seleną Gomez i Taylor Swift – w worku z muzyką asłuchalną. Nigdy chyba się do niej nie przekonam. Taka z niej piosenkarka, jak i aktorka – w sumie żadna…. :/

    • Glos ma boski (4 oktawy są ) i to widac w niektórych boskich pioenkach Ale tylko w niektórych niestety

    • To samo. Niestety.
      Zabawne, że kiedyś wolałam Demi od Seleny. Dziś Selena z tej disney’owej dwójki robi na mnie najlepsze wrażenie.

      Nowy wpis na the-rockferry.blog.onet.pl

Dodaj komentarz