RECENZJA #23: Sia – This is acting (2016)

Gdybym parę lat temu zadała komuś pytanie „Kim jest Sia?”, pewnie niewielu z moich znajomych znałoby odpowiedź. Nic w tym dziwnego – ja sama dowiedziałam się o jej istnieniu dopiero, kiedy niemal każda większa stacja radiowa męczyła do bólu piosenkę Chandelier. Niespecjalnie ciągnęło mnie do poznania jej twórczości. Jednak po przesłuchaniu krążka, którym się dzisiaj zajmę – This is acting, włączyłam sobie z ciekawości jedno z jej poprzednich wydawnictw. Padło na Some people have REAL problems – bo zaintrygował mnie tytuł. I… poczułam się, jakbym słuchała dwóch zupełnie innych wokalistek. Tylko pytanie czy ta z This is acting na pewno była ciekawsza…

Na ukazanym w poprzednim roku This is acting, Sia proponuje nam po prostu garść electropopowych utworów, które świetnie sprawdzą się w roli zdobywców szczytów list przebojów. Dlatego słuchając już pierwszego utworu, jakim jest Bird set free czuję, że czegoś mu brakuje. Może to „coś” to szczere emocje. Słuchając jednak następnych kompozycji, ta i tak wypada nieźle na ich tle.

Przyjrzyjmy się bliżej piosenkom, których zadaniem zostało promowanie This is acting w rozgłośniach. Na pierwszy ogień poszło Alive, którego refren jest wyraźnym pokazem umiejętności wokalnych Sii, ale całość nie przynosi nic ponadprzeciętnego. Gdybym miała wybierać singiel, od słuchania którego najmniej boli mnie głowa, mój wybór padłby na Cheap thrills – mimo, że słysząc go w radiu, niemiłosiernie mnie irytował, wolę go od większości propozycji na całym albumie.
Te dwie piosenki to jednak nic w porównaniu z Move your body. To w moim odczuciu najbardziej irytujący kawałek na wydawnictwie. Jego refren jest wręcz… nachalny, agresywny. Zbyt mocny, przesadzony elektroniczny bit jest jego największą wadą.

This is acting to płyta pełna zapychaczy. Bo właściwie czego spodziewać się po krążku, który jest właściwie stworzony z odrzutów – utworów, których po prostu nikt inny nie chciał?
Skutkuje to tym, że większość sprawia wrażenie, jakby czegoś im brakowało – jak chociażby w przypadku nudnych Unstoppable, Footprints, czy House on fire. Jest tu też kilka kompozycji, które mają niewykorzystany potencjał – lepiej przedstawiające się Broken glass oraz Sweet design, w którym podoba mi się refren, ale ogromnie irytują zwrotki – i z tego powodu ta propozycja wskakuje u mnie na listę utworów, których już nie chcę więcej odtwarzać.

No dobrze – przecież ta płyta nie może być tak tragiczna, musi być coś, czego da się słuchać. Owszem. Przyjemnie słucha mi się uroczej, dość wyróżniającej się kompozycji Reaper. Podoba mi się również One million bullets, które wypada naprawdę przyzwoicie na tle innych. Jest podniosły i miło się go słucha, a mi samej podoba się śpiew Sii w zwrotkach.
Na najlepsze trzeba jednak poczekać do końca albumu. Już traciłam nadzieję, że znajdzie się coś, co mnie na This is acting zaskoczy – a jednak. Mowa o Space between, które wśród pozostałych piosenek jest prawdziwym majstersztykiem. To bardzo dobra propozycja, zupełnie inna i bardziej ambitna niż reszta. Podoba mi się połączenie cichych zwrotek z poruszającym refrenem. Brawo.

Nazwałam go „This is acting”, ponieważ są tam piosenki, które napisałam dla innych artystów. Myślę, że wyraziłam to, co chciałam powiedzieć. Jest to trochę jak wczuwanie się w rolę innej osoby. To jest bardzo zabawne.

Tak Sia tłumaczy pochodzenie nazwy swojego ostatniego krążka. W istocie jednak, nie uważam, żeby wydanie albumu z piosenkami przeznaczonymi dla kogoś innego było dobrym pomysłem. Prędzej miałam wrażenie, że artystka zbyt wcieliła się w rolę autorki międzynarodowych hitów.
Nie wiem, co stało się z dawną, dobrą, szczerą Sią, ale tej nowej z wielką przykrością mówię: nie.
Ocena: 2/5 stars2/5 stars


Najlepsze: Space between, One million bullets, Reaper
Najgorsze: Move your body, Sweet design

5 Komentarzy

  • Ja nie lubiłam ani „Starej”, ani „Nowej” Sii…
    Obrzydziła mi się wystarczająco „Titanium” i „Chandelier” i choćby milion pozytywnych recenzji tego nie zmieni. :/

    • Titanium to akurat z tego co pamiętam piosenka Guetty, a Sia jest tam tylko gościnnie. Co do Chandelier to trochę rozumiem, sama miałam dość tej piosenki kiedy nieustannie puszczali ją we wszystkich radiach, ale na pewno nie była tak irytująca dla mnie jak Może your body . 😉

  • „This is acting” nie należy do moich ulubionych płyt, ale ja i tak wolę tę najstarszą Się, sprzed kilkunastu lat.

    Nowy wpis u mnie. Pozdrawiam i zapraszam 🙂
    Bartek

  • O ile się nie mylę zgłosiłam Tobie do zrecenzowania również „We Are Born”, jeśli przesłuchasz tamten album to zrozumiesz dlaczego tak nie cierpię jej nowej twórczości. 😀
    Zapraszam do mnie na nowy, odświeżony blog. 😛
    http://canyoushowmeyourmusiccd.blog.pl/

    • Zgłaszałaś? Zupełnie nie kojarzę, a mam zapisane wszystko :O W każdym razie i tak pewnie przesłucham bo po Some people have real problems jestem ciekawa jej pozostałych płyt. 😀

Dodaj komentarz