RECENZJA #24: Ed Sheeran – ÷ (2017)

Przerosło mnie to, ile szumu wywołał wokół siebie Ed Sheeran wydając najpierw dwa single, a potem cały album. Artysta na długi okres czasu zniknął zupełnie z mediów społecznościowych, a kiedy już powrócił, to konkretnie z nową muzyką. Shape of you szybko stało się hitem, a radia nie żałowały i atakowały nas tym utworem z każdej strony. Postanowiłam w końcu sprawdzić, czy całe to zamieszanie i zachwyt były słuszne.

Niestety single promujące album to jego najsłabsza część. Najlepiej z trójki przedstawia się gitarowe Galway girl, jednak te dwa które poznaliśmy przed wydaniem krążka, pozostawiają wiele do życzenia. Shape of you to moim zdaniem najsłabszy utwór w karierze Eda Sheerana, a jego początek kojarzy mi się z Cheap thrills  Sii. Nie wiem czy to efekt spotykania tej piosenki na każdym kroku, czy naprawdę jest przeciętna, ale żadna z innych od tego wykonawcy mnie tak nie irytuje. Trochę lepiej przedstawia się Castle on the hill, chociaż nie jest to szczyt tego, czego oczekiwałabym od Eda. Bardziej podobają mi się jej zwrotki niż nachalny refren.

Poza tym jednak zawartość płyty nie przedstawia się tak źle. Znajdziemy tu trochę rapu przy akompaniamencie gitary i trochę (a właściwie znacznie więcej) uroczych ballad o miłości. „Rapujący Ed” proponuje nam poza Galway girl  jeszcze dwa utwory. Pierwszy z nich to Eraser. Nie jestem jednak fanką tej kompozycji, w której powtarzana jest ta sama linia melodyjna gitary. Wolę New man , które kojarzy mi się trochę z niektórymi piosenkami Eda z jego poprzedniego krążka – X  (takimi jak Nina,  czy Don’t).

Poczynania z drugiej płyty Eda przypominają mi się również, kiedy słucham rytmicznego, wyróżniającego się, akustycznego Dive. Podoba mi się to, że słychać w głosie artysty emocje. Wśród ballad jednak moimi faworytami zostały dwie: Perfect oraz Happier. Ta pierwsza, podobnie jak Dive, jest urocza i poruszająca. Uwielbiam moment, w którym Ed śpiewa:

When you said you looked a mess, I whispered underneath my breath but you heard it, darling, you look perfect tonight.

Happier urzekło mnie przede wszystkim swoim tekstem. Muszę przyznać, że artysta skradł moje serce tym utworem. Przekazuje w nim, że chociaż tęskni za swoją dawną ukochaną, ma świadomość iż jest jej lepiej z kimś innym:

Ain’t nobody hurt you like I hurt you but ain’t nobody need you like I do. I know that there’s others that deserve you but my darling, I am still in love with you.

Znajdziemy na wydawnictwie jeszcze trzy ballady. Hearts don’t break around here jest całkiem ładna i typowa dla Eda. Najmniej natomiast przepadam za How could you feel (Pean), które w moim odczuciu sprawia wrażenie bardziej ckliwej, a mniej szczerej.
Ostatnia natomiast – Supermarket flowers – różni się od pozostałych. Pod tym dziwnym tytułem skrywa się bowiem delikatna i szczera piosenka poświęcona zmarłej babci.

Do moich faworytów na krążku należy jeszcze utwór What do I know? – to bardzo przyjemna, gitarowa piosenka o pozytywnym brzmieniu. Zdecydowanie wolałabym, żeby to ona promowała ten album. Ta i Dive mogłyby się zamienić rolami z rzeczywistymi singlami.

Przyznaję, że dość niechętnie podchodziłam do najnowszego krążka artysty. Obawiałam się, że całość będzie tak bardzo komercyjna jak Shape of you. Wokalista na szczęście nie zawiódł mnie w całości. Nie jest to płyta idealna i może niespecjalnie zaskakuje czymś nowym ale to wciąż ten sam wrażliwy i szczery Ed, jakiego znamy i lubimy z poprzednich albumów.
Ocena:4/5 stars4/5 stars4/5 stars4/5 stars


Najlepsze: Perfect, Happier, What do I know?
Najgorsze: Shape of you, Castle on the hill

5 Komentarzy

Dodaj komentarz