RECENZJA #25: Lucy Hale – Road between (2014)

Kiedy dowiedziałam się, że Lucy Hale ma na koncie krążek, byłam zaskoczona. Kojarzyłam ją przede wszystkim jako aktorkę – szczególnie z popularnego serialu Słodkie kłamstewka. Tymczasem okazało się, że ta 28-latka twierdzi, iż to właśnie muzyka była jej pierwszą miłością, a zobaczyć ją można było w programie telewizyjnym American Juniors już w 2003 roku. Trochę obawiałam się jednak tego, jaką twórczość będzie reprezentować Lucy. Czy moje obawy były słuszne?

Przede wszystkim – spodziewałam się, że jak większość aktorek, które są jednocześnie piosenkarkami, Lucy pójdzie w ślady banalnego popu. Tymczasem już pierwsza kompozycja na Road between nawet nie zerka na ten gatunek. To stuprocentowe country, co mnie zupełnie zaskoczyło – tylko nie do końca wiem, czy to dobrze czy źle.
Singiel You sound good to me to dość banalna, ale chwytliwa kompozycja, w której całkiem podoba mi się refren. Typowym utworem country jest też Red dress – najbardziej chwytliwa ale też najbardziej irytująca piosenka na krążku, w której udziela się Joe Nichols. Wciśnięcie go tam nie było moim zdaniem dobrym pomysłem – barwa jego głosu jest dla mnie po prostu denerwująca i nieciekawa.
Miejmy już to, co najgorsze za sobą. Nie szaleję za właściwie żadną propozycją z Road between, ale najmniej przepadam za That’s what I call crazy, które ma tak przeraźliwie banalny refren, że nie jestem w stanie jej słuchać. Największą porażką jest jednak dla mnie schematyczne, niczym się niewyróżniające Kiss me.

Jest jednak na wydawnictwie kilka przyzwoitych utworów. Najlepszym jego momentem jest zdecydowanie zadziorne Goodbye gone, charakteryzujące się trochę rockowym zacięciem. Bardziej podobają mi się jej zwrotki niż refren, ale i tak stawiam Lucy plusa za tę kompozycję.
Nie przeszkadza mi też słuchanie energicznego Lie a little better. Wśród moich faworytów znalazła się również ballada Just another song. To moim zdaniem najlepsza z tego typu kompozycji na albumie. Podoba mi się podniosłość tego utworu i użycie w nim pianina oraz smyczków.  Dość przyjemne jest poza tym rytmiczne Love tonight. 

Reszta to po prostu utwory poprawne. Ciężko powiedzieć, czy są dobre, czy złe – bo nic w nich szczególnego. Wśród ballad całkiem ładnie przedstawia się tytułowe łagodne Road between. Najsłabiej muzycznie wypada natomiast Nervous girls, które trochę mnie nuży, mimo że ma ciekawą warstwę tekstową. Szczególnie podoba mi się wers, w którym Lucy śpiewa:

The cruelest words about me come from my own mouth.

W porządku jest też From the backseat, chociaż można było odpuścić tę solówkę gitary elektrycznej po połowie utworu. Nie wprowadza ona ani trochę rockowego klimatu i właściwie na niczym by ta piosenka nie straciła, gdyby jej tam nie było.

Podchodziłam do tej płyty kilka razy. Za pierwszym podejściem prawie przy niej zasnęłam. Za drugim było trochę lepiej, ale wciąż oczekiwałam tylko jej końca. Za trzecim uznałam, że chyba jednak nic nie przekona mnie do pierwszych poczynań Lucy Hale. Chociaż nie jestem ani wielką przeciwniczką, ani wielbicielką muzyki country, po prostu ciężko było mi przebrnąć przez ten krążek. Lucy przedstawia ten gatunek w bardzo banalnym stylu.  Rozumiem, że Road between  to debiut, ale nie znalazłam na nim właściwie nic do czego miałabym ochotę częściej wracać. Może następnym razem.
Ocena: 3.5/5 stars3.5/5 stars


Najlepsze: Goodbye gone, Lie a little better, Just another song
Najgorsze: Kiss me, Red dress, That’s what I call crazy

8 Komentarzy

  • Uwielbiam Lucy całym sercem. Jako aktorkę. Jako osobę. Jako piosenkarke.
    Kiedy w 2014 postanowiła wydac album, wydaje mi się ze świat trochę się u mnie zmienił. Otóż;:
    1. Nigdy nie posłuchałbym country, a jednak Lucy mnie to tego pociągnęła.
    2. Wydaje mi się że zacząłem brnąć w piosenki które nawet nie były zbyt ambitne na tej płycie tylko dlatego ze kochałem Lucy. To może głupie ale jednak.
    Lucy nie brakuje glosu i ma talent i wg mnie może gdyby poszła w pop to byłoby lepiej (w filmie Kopciuszek. W rytmie miłości zaśpiewała sporo przyzwoitych kawałków pop), ale ze względu na jej ‚Tennessee Style’ zdecydowała się na country. Myślę ze dobrze że spróbowała nagrac debiut i nie wyszło najgorzej. Gdzieś w wywiadach wspominała o drugim albumie Ale widzę że w 2017 i 2018 będzie chyba z 5 filmów kinowych z nią więc nie wiem ale zobaczymy .
    Moje favy : Goodbye Gone, Just Another Song, You sound good to me 😀
    Super recenzja 🙂 Dziękuję *;*

    • Uhuhuhu, to najdłuższy komentarz w dotychczasowej historii tego bloga! Co do podziękowań, to nie ma sprawy, od tego tu przecież jestem 😀

  • Też się nie spodziewałam niczego wielkiego i widzę że taki tandetny popik w stylu Gomez, albo Lovato. 🙁

  • Nie wiedziałam,że wydała swój album.Znam ją jako aktorkę i lubię,więc muszę przesłuchać krążek 😉

  • Słyszałam o tej płycie, jednak z obawy komercyjnej zawartości nie sięgnęłam po nią. Ale może przyjdzie czas, kiedy się przełamię 😉
    Zapraszam na nowo powstałego bloga muzycznego – goodsoundsvibes.blogspot.com – gdzie właśnie pojawiła się recenzja nowej płyty Lorde.
    Pozdrawiam!

Dodaj komentarz