RECENZJA #26: Bishop Briggs – Bishop Briggs (EP, 2017)

Pojawiła się nagle, przynosząc słuchaczom singiel Wild horses, który z pewnością można nazwać mocnym debiutem. Sarah Grace McLaughin, znana szerzej jako Bishop Briggs, postanowiła jednak potrzymać swoich wielbicieli jeszcze chwilę w niepewności i zamiast ukazać cały album, postawiła na sześcio-trackową epkę zatytułowaną po prostu Bishop Briggs. Może to i dobre rozwiązanie – poświęcając tej wokalistce nieco ponad 20 minut, będziemy mogli stwierdzić, czy faktycznie warto będzie śledzić jej dalsze poczynania.

Bishop Briggs na swojej epce prezentuje R&B w ciekawej, mrocznej, odważnej odsłonie. Wspomniane wcześniej Wild horses jest zdecydowanie jednym z lepszych punktów wydawnictwa. To właściwie kwintesencja dotychczasowej twórczości Bishop – trochę delikatniejsze zwrotki, w których gdzieniegdzie słychać gitarę i mocniejszy refren z użyciem elektronicznych dźwięków. Podoba mi się moment, kiedy artystka śpiewa słowa tytułowe. Cały utwór charakteryzuje się jednak naprawdę dobrym,odważnym tekstem:

Keep screaming into the pillow ‚cause your touch still gets me stupid hot.

Podobnie jak o Wild horses można napisać o otwierającym krążek River – wpadająca w ucho kompozycja o bardziej akustycznych zwrotkach, a mocniejszym refrenie, któremu elektronika, łącząc się z agresywnym śpiewem Bishop dodaje mroczniejszego klimatu. A skoro przy mroku jesteśmy – nie sposób nie wspomnieć o Dead man’s arms, którego sam tytuł niesamowicie intryguje. Ta kompozycja to mój faworyt z epki. Rozpoczyna się spokojnymi dźwiękami, by nabrać więcej mocy z każdym kolejnym taktem. Jeśli zapoznamy się z warstwą liryczną tego utworu, z pewnością docenimy go jeszcze bardziej:

You got more bones than a graveyard. It’s true, oh lord. There’s more love in a dead man’s arms.

Lubię też zamykające płytę The fire, w którym szczególnie podobają mi się głosy sprawiające wrażenie dochodzących z oddali. Mamy tu też ciekawy bridge, a cały utwór jest naprawdę dobrze zaśpiewany. Poza tym na Bishop Briggs znajdziemy jeszcze The way I do, przykuwające uwagę charakterystycznym pomrukiwaniem w tle, oraz Dark side. W tej drugiej ponownie zastosowano kontrast lżejszych zwrotek i dosadniejszego refrenu.

Nie byłam do końca przekonana do Bishop Briggs. Zapierałam się, że to może i dobre, ale jednak nie w moim stylu. Po spędzeniu dłuższego czasu z tymi sześcioma utworami, mogę jednak stwierdzić, że to naprawdę dobrze zapowiadająca się artystka. Mimo, że uważam, iż niektóre piosenki są jeszcze zbyt do siebie podobne i troszkę za często słyszymy w nich te same dźwięki, kłamstwem byłoby mówić, że Bishop Briggs jest słabą pozycją. A co najważniejsze – to wydawnictwo o wyjątkowym klimacie, jaki wokalistka stworzyła. Trzymam za nią kciuki i czekam na cały album.
Ocena2/5 stars2/5 stars2/5 stars2/5 stars


Najlepsze: Dead man’s arms, The fire, Wild horses
Najgorsze: –

5 Komentarzy

  • Kiedyś oglądając serial Scream w jednej scenie uslyszalem River i mega mi się spodobało. Choć teraz już się znudziło ale nadal jest dobre!
    Myślę że Bishop zrobi perfekcyjny album, który będzie czekał na nagrody i nominacje.
    Na epce wg mnie też nie ma złej piosenki więc jest ok. Czekam na album który myślę że kupię.
    Moje faworytem to: Dead Man’s Arms i The Way I Do 😀
    Dobra recenzja.
    Ps. Żałuję że BB nie dała na epke piosenki Pray (Empty Gun) czy chociażby coveru piosenki Panda.

  • Nie znam tej artystki, ale coś czuję, że to się prędko zmieni. Przesłuchałam na razie „Dead man’s arms” i naprawdę robi wrażenie. Świetna recenzja!

    Nowy wpis na goodsoundsvibes.blogspot.com.

    Pozdrawiam 🙂

  • Kocham „River”! Pamiętam, jak pierwszy raz zobaczyłem klip na muzo.tv i się zafascynowałem tym numerem. Bishop ogólnie ciekawa jest, z tego, co słyszałem, muszę koniecznie przesłuchać więcej. Po Twojej recenzji mam ochotę sprawdzić The Fire…
    http://tojestlista.blogspot.com/

  • Nigdy o niej nie słyszałam, ale myślę, że jej muzyka nie do końca by mi się spodobała.
    Pozdrawiam. 🙂

Dodaj komentarz