RECENZJA #30: Katy Perry – Witness (2017)

Nie ukrywam, że z muzyką Katy Perry raczej nigdy nie było mi po drodze. Odpychał mnie jej cukierkowy wizerunek, a co za tym idzie, niekiedy podobnie kiczowata, typowo popowa muzyka, mająca za cel wojować na listach przebojów (album Teenage dream  mówi sam za siebie). Witness to już jednak piąty krążek tej wokalistki i mimo, że sięgnęłam po niego niechętnie, nie oznacza to, że się zawiodłam. Chociaż podczas pierwszego odsłuchu materiał w zupełności mnie nie ruszył, to z każdym kolejnym podejściem zaczęłam doceniać go bardziej.

Na najnowszej płycie Katy Perry wciąż serwuje nam pop, jednak już od pierwszych dźwięków sprawia on wrażenie zupełnie innego, niż to, co otrzymywaliśmy do tej pory. Kompozycję tytułową, która otwiera krążek, zaliczam do tych przyjemniejszych punktów wydawnictwa. Szczególnie podoba mi się jej niebanalny „mostek” łączący zwrotki z zapadającym w pamięć refrenem. Przyzwoicie przedstawia się również jej warstwa tekstowa:

If I lost it all today, would you stay?

Niemal wszystkie utwory na Witness utrzymane są w podobnej stylistyce, co czyni krążek spójnym, ale nie nużącym, bo jednak każda kompozycja czymś się wyróżnia – i ta cecha jest ogromnym plusem płyty. Wyjątkowo lubię charakterystyczne Tsunami, czy pozytywnie brzmiące Pendulum, którego refren na długo nie chce wyjść z głowy. Ciekawie przedstawia się również Power – nie obawiajcie się, pod tym tytułem nie ukrywa się żaden imprezowy banger. To kompozycja charakteryzująca się gładkimi, spokojniejszymi zwrotkami i uderzającym refrenem. Mieszane uczucia zostawia po sobie Hey Hey Hey, które jest irytujące i intrygujące jednocześnie. Podoba mi się jednak tutaj wokal Katy, szczególnie podczas śpiewania refrenu.

Co z singlami? Do Chained To The Rhythm długo nie mogłam się przekonać. Teraz całkiem lubię ten kawałek, którego największym atutem jest tekst maskujący się za dość wesołą melodią:

Are we crazy? Living our lives through a lens trapped in our white-picket fence like ornaments. So comfortable, we’re living in a bubble. So comfortable, we cannot see the trouble.

Rola promocji Witness przypadła również Bon Appetit, które podobałoby mi się bardziej gdyby nie partia hip hopowej grupy Migos. Zdecydowanie chętniej powracam do house’owego Swish Swish, którego kiedyś nie znosiłam, a dziś wręcz uwielbiam. Duża w tym zasługa Nicki Minaj, która swoim rapem urozmaiciła tę piosenkę, nadając jej charakteru. Podobne odczucia towarzyszyły mi co do utworu Deja Vu, w którym uwielbiam refren podszyty delikatnym, nienarzucającym się bitem.

Aż chciałoby się powiedzieć, że na Witness brak słabszych momentów, ale niestety tak nie jest. Roulette sprawia w moim odczuciu wrażenie jedynie zapychacza, podobnie zresztą jak nijakie, bezpomysłowe Bigger than me. Również ballady nie są mocną stroną tej płyty. Utwory takie jak Miss You More, Safe As Draft czy Into Me You See zwyczajnie mnie nudzą. Gdzieś pomiędzy dryfuje również kompozycja Mind Maze, która przelatuje ledwo zauważalna.

Jak więc podsumować Witness? Ciężko byłoby mi powiedzieć, że jestem tą płytą zachwycona. Muszę jednak przyznać, że z pewnością o wiele bardziej chce mi się wracać do tego krążka niż do jakiegokolwiek innego od Katy Perry. Jest to bowiem album bardzo dobrze wyprodukowany, z pewnością bardziej dopracowany i precyzyjniej przygotowany niż poprzednie wydawnictwa wokalistki, która poprawiła się tutaj chociażby pod względem wokalnym. Piosenkarka nie atakuje nas już wprost komercyjnymi, banalnymi melodiami. Chce raczej pokazać się z zupełnie innej strony – może nie do końca mrocznej, ale na pewno już nie tej różowej i słodkiej jak dawniej. I, jak mam być szczera, pomimo tego, że mogę mieć co do najnowszego wydawnictwa artystki kilka zarzutów, to zdecydowanie bardziej wolę tę „nową Katy”, a samo Witness wśród innych popowych płyt przedstawia się naprawdę przyzwoicie.
Ocena: 2/5 stars2/5 stars2/5 stars2/5 stars


NajlepszeSwish Swish, Deja Vu, Chained to the rhythm
Najgorsze:  Roulette, Bigger than me, Mind maze

6 Komentarzy

  • Wszystkie recenzje tej płyty, które czytałam były raczej negatywne… Widzę jednak, że twoim zdaniem nie jest tak źle. 😉 Muszę sama sięgnąć i się przekonać.

    Zapraszam przy okazji na nowy wpis. 🙂

  • Pierwsze podejście było strasznie. Nic mi się poza Chained nie podobało. Jak się wsłuchałam w pojedyncze numery to cieplej na nie spojrzałam. Jednak po ponad miesiącu mam ochotę wracać tylko do Power.
    Liczę jednak, że jednym z singli zostanie Pendulum.

    Nowy wpis na http://the-rockferry.blog.onet.pl/

  • Swego czasu lubiłam Katy, ale obecnie jej utwory nie robią na mnie żadnego wrażenia. Może kiedyś sięgnę po Witness, ale raczej nieprędko to nastąpi. 😉 Tak czy siak, przyjemna recenzja!

    Zapraszam na nowy wpis – goodsoundsvibes.blogspot.com/
    Pozdrawiam!

  • Ja z Katy mam problem od zawsze. Pokochałem jej dwa pierwsze single, potem było różnie, natomiast w czasie, gdy słuchałem popu z radia i sprawdzałem całe albumy, to ani razu nie sprawdziłem jej krążka. Żadnego. Z „Witness” jest podobnie, „Chained To The Rhythm” mi się nie podobało, ale przekonałem się do tego numeru, kiedy już usłyszałem go 19483 raz. „Bon Appetit” mnie rozczarowało, ale ten kicz też jakoś mnie przekonuje, natomiast „Swish Swish” pokochałem od pierwszego przesłuchania. Ten klimat lat 90-tych, Nicki na feacie, kurczę, wszystko się zgadza, a sukcesu na listach nie ma. Nie mogę się doczekać klipu, mam nadzieję, że dorówna kompozycji i odmieni jej los.

    Co do albumu, to może przesłucham pobieżnie i na tej podstawie zadecyduję, czy warto mu dać szansę… hm…

    http://goodsoundsvibes.blogspot.com/

  • Zupełnie nie zgadzam się z Twoją opinią, moim zdaniem album jest niedopracowany, a wokal Perry brzmi słabo. Ale za to mamy podobny wybór najlepszych i najgorszych utworów.
    Pozdrawiam. 😉

Dodaj komentarz