RECENZJA #34: Cigarettes After Sex – Cigarettes After Sex (2017)

Na rynku są już od 2008 roku, na koncie mają epkę I., kilka singli i rzeszę miłośników, którzy chłoną jak gąbka każdą nowość, jaką tylko im zaserwują. Czwórka mężczyzn z zespołu o intrygującej nazwie – Cigarettes After Sex – nie spieszyła się jednak z wydaniem debiutanckiego albumu. I to ile – fani czekali na pierwszy krążek formacji 9 lat. Ale nareszcie – 9 czerwca 2017 roku światło dzienne ujrzała płyta zatytułowana po prostu Cigarettes After Sex, zdobywając całkiem pozytywne opinie krytyków. Czas więc sprawdzić, czy grupa z Gregiem Gonzalezem na czele stanęła na wysokości zadania i oddała nam w ręce porządny album.

Zespół Cigarettes After Sex od dawna mi się gdzieś przewijał. Wiedziałam o jego istnieniu, ale nie ciągnęło mnie do niego na tyle, żeby sprawdzić jakiś singiel, czy posłuchać minialbumu. Dopiero niedawno, kiedy szukałam czegoś do posłuchania wieczorem, przypomniałam sobie o tym krążku i postanowiłam włączyć go z ciekawości. I muszę przyznać – było to bardzo miłe spotkanie.

To, co proponuje nam grupa na swoim debiucie to kompozycje w stylistyce slowcore z dodatkiem ambientu i nutą dream popu. Już pierwsze dźwięki utworu, który otwiera krążek sprawiły, że wiedziałam, iż grupa zatrzyma mnie przy sobie na dłużej. K. jest bowiem bardzo klimatyczne i romantyczne – wokalista przedstawia nam uczucia do osoby o imieniu Kristen, opowiadając jednocześnie ich historię i prosząc by ukochana nie odchodziła. Wątek miłości pojawia się wiele razy na Cigarettes After Sex. Chociażby w bujającym Sweet, będącym, jak sugeruje tytuł, najsłodszą propozycją z wydawnictwa. Wokalista czaruje swoim uroczym głosem śpiewając słowa:

It’s so sweet, knowing that you love me though we don’t need to say it to each other.

Ciekawie przedstawia się też warstwa tekstowa Opera House, które jest dobrym, ale nieco za długim utworem (trwa ponad 6 minut):

Built an opera house for you in the deepest jungle and I walked across its stage, singing with my eyes closed: I’ve got a love for you I just can’t escape. All of my love for you cuts me like barbed wire.

Lubię wracać do klimatycznej piosenki, jaką jest Sunsetz o uroczym i pozytywnie brzmiącym refrenie oraz zwrotkach, w których całą uwagę skupia cicha gra gitary basowej. Podobne w brzmieniu do tej kompozycji jest Apocalypse, gdzie szczególnie podoba mi się moment, kiedy piosenkarz śpiewa:

Your lips, my lips, apocalypse

Nie sposób nie docenić wyciszającego utworu Flash, w którym ponownie na pierwszy plan wychodzi gitara basowa, a akompaniuje jej charakterystyczne postukiwanie. Wyciszyć można się również przy przyjemnym, ale niczym się nie wyróżniającym Truly.

Co dziwne – Cigarettes After Sex, mimo, że serwują nam tak melancholijne melodie, refreny ich piosenek często szybko wpadają w ucho i nie chcą z niego wyjść. Tak jest chociażby w przypadku uwielbianego przeze mnie John Wayne, chłodnego, rytmicznego Each Time You Fall In Love, któremu charakteru dodają miarowe uderzenia perkusji, czy wspomnianego wcześniej Sweet, a nawet zamykającego krążek Young & Dumb.

Ciężko powiedzieć, że na tej płycie znajduje się jakaś zła, odbiegająca od poziomu innych kompozycja. Czy więc ten album ma jakiekolwiek wady? Owszem. A właściwie jedną o wielkiej wadze – wszystkie piosenki są okropnie do siebie podobne i słuchając ich, ciężko niekiedy zauważyć, że nastąpiła zmiana z jednej na kolejną. Brakuje tu jakiejkolwiek różnorodności – przez to możemy mieć czasami wrażenie, że utwory zlewają się w jedno. Dopiero sięgając po nie pojedynczo potrafimy stwierdzić, czym może się wyróżniać każdy z nich.

Słuchając Cigarettes After Sex po raz pierwszy byłam zupełnie zachwycona tym krążkiem. Jego klimatem, chłodem a jednocześnie romantyzmem i wrażliwością kompozycji. Głos Grega Gonzaleza zupełnie mnie oczarował, a sposób, w jaki artyści grają na swoich instrumentach sprawił, że zakochałam się w tym, co stworzył zespół. A stworzył on zbiór dziesięciu bardzo skromnych, intymnych piosenek, które chociaż opowiadają o miłości, nie są ckliwe i płaczliwe, ale poruszające i sprawiające, że słuchając ich muzyki, chcemy się skupić tylko i wyłącznie na nich. I chociaż teraz dostrzegam również słabsze strony tej płyty, wciąż potrafię ją docenić – bo widać, że ta grupa ma ogromny potencjał i może wywołać jeszcze sporo zamieszania w muzycznym świecie. Mam nadzieję, że ich kolejny album będzie trochę bardziej zaskakujący i mniej monotonny – z pewnością będę go wyczekiwać.
Ocena2/5 stars2/5 stars2/5 stars2/5 stars


NajlepszeK, Flash, Sweet
NajgorszeTruly

7 Komentarzy

  • Przypomniałaś mi, że miałem posłuchać tej płyty. Do tej pory miałem zaznaczone tylko „Each Time You Fall In Love”, które całkiem przypadło mi do gustu ze względu na klimat, ale zaraz zabieram się za resztę 🙂

      • Hmm, no więc tak 😉 Niektóre piosenki są strasznie do siebie podobne i jak się nie czuje ogólnego klimatu, to brakuje na tej płycie różnorodności. Na mnie osobiście największe wrażenie zrobił „Flash”. Aż do niego wróciłem i puściłem sobie jeszcze raz 🙂

        U mnie nowy wpis, więc przy okazji zapraszam. Miłego weekendu! 🙂

  • Piosenki na tej płycie są strasznie do siebie podobne, ale ich słuchanie „w kupie” to niesamowite przeżycie. Bardzo mi się podoba ten zespół. Jeśli miałabym wybierać swojego faworyta z tej cd, to chyba postawiłabym na Each Time lub John Wayne.

    Nowa recenzja na the-rockferry.blog.onet.pl

  • Muszę w końcu przesłuchać tę płytę, bo wszędzie ją widzę, ale nie wiem, o co tyle szumu. A Twoja recenzja mocno zachęca, żeby się zapoznać z zespołem. 😀

    U mnie nowy wpis – goodsoundsvibes.blogspot.com/
    Pozdrawiam :>

  • Słyszałam o tym zespole już jakiś czas temu. Muszę się chyba zabrać za album.
    Przy okazji zapraszam na nowy wpis. 🙂

  • Chciałam napisać o tym, że utwory są do siebie bardzo podobne, ale wszyscy mnie ubiegli. 😀 Przesłuchałam te dziesięć piosenek niezliczoną ilość razy, a i tak nie mogę ich odróżnić od siebie, więc jako faworyta podam tylko „Sunsetz”.
    U mnie nowy wpis, zapraszam i pozdrawiam. 🙂

Dodaj komentarz