RECENZJA #35: The Vamps – Night & Day (2017)

Chociaż do brytyjskiego zespołu The Vamps specjalnie mnie nie ciągnęło. Nawet ciężko się dziwić, że ich twórczość nie jest specjalnie ambitna – w końcu chłopcy są jeszcze młodzi i ciężko wymagać od nich czegoś ponadprzeciętnego, co poruszyłoby inną grupę wiekową niż nastolatki. Mimo wszystko byłam ciekawa, czy coś się zmieniło od początku ich kariery, czy ich muzyka przynajmniej jakoś ewoluuje. Na swoim debiucie Meet The Vamps promowanym całkiem przyjemnym singlem Can We Dance grupa serwowała mało wyszukane gitarowe, pop-rockowe piosenki. Na wydanym rok później krążku Wake Up The Vamps chętniej sięgali po elektronikę. Night & Day to już pop w najczystszym, radiowym i… niekoniecznie korzystnym wydaniu.

Jeśli istniała jakakolwiek nadzieja na to, że włączając album The Vamps spotkamy się z jakąś zmianą na lepsze, to znika ona już przy ujrzeniu listy gości na Night & Day. Mamy tu DJ-ów: Martina Jensena (autora mało oryginalnych singli All I Wanna Do oraz Solo Dance), Matoma (odpowiedzialnego za remixy Perfect One Direction, czy Adventure Of A Lifetime Coldplay) oraz Mike’a Perry (singiel The Ocean). Znalazły się tu również dwie wokalistki spod skrzydeł Disneya: Sabrina Carpenter oraz TINI. Co tu dużo mówić: jeśli takie zestaw miał jakkolwiek pomóc w brzmieniu nowej płyty zespołu, to nie do końca spełnił swoją funkcję.

Właściwie najsłabszą stroną tego wydawnictwa są jego single. Kolaboracja z Martinem Jensenem – Middle Of The Night – zupełnie mnie do siebie nie przekonuje, będąc irytującą piosenką o nachalnych bitach między poszczególnymi zwrotkami. Podobnie sprawa ma się w przypadku radiowego, zupełnie nieciekawego All Night, w którym udzielił się muzycznie Matoma – nadając mu jeszcze bardziej komercyjnego wydźwięku.
Dołączając do tego jeszcze Hands, będącym efektem współpracy z Mike’iem Perry oraz Sabriną Carpenter, dostajemy na sam początek naprawdę koszmarną trójkę.

Choć nie zostałam fanką żadnego z utworów na Night & Day, zdecydowanie lepiej wypadają te, w które nie ingerowali DJ-e. Przymykam już oko (albo raczej ucho) na podszyte bitem Same To You, które chociaż jest mało oryginalne, to i tak dobrze sprawdza się w roli odetchnięcia po trzech poprzednich numerach. The Vamps przypominają także trochę o swojej dawnej twórczości poprzez balladę Paper Hearts, mającą zapewne na celu wzruszyć nastoletnie fanki.

Jeden utwór na Night & Day zdobył moje uznanie. Mam na myśli zerkające w stronę funku, chwytliwe Shades On, które przypomina mi trochę to, co proponuje grupa DNCE. Całkiem przyzwoicie na tle innych piosenek przedstawia się zamykające krążek Stay, będące prostą, akustyczną kompozycją o pozytywnym brzmieniu. Dość wyróżnia się także It’s A Lie – duet z TINI o egzotycznym, trochę latynoskim klimacie.

Wadą płyty Night & Day nie jest to, że jest to płyta popowa. Pop jest ciekawym gatunkiem, jeśli tylko przedstawia się go w pomysłowy sposób. Niestety na krążku The Vamps tego pomysłu zabrakło. To po prostu płyta kierowana do młodych, niewymagających odbiorców. Trudno się temu dziwić – w końcu członkowie zespołu mają nieco ponad 20 lat i może jeszcze nie odnaleźli drogi, krórą chcieliby podążać. Jednak na chwilę obecną The Vamps nie robią na mnie wrażenia i z pewnością nie będą gościć w moich słuchawkach na co dzień. Może tylko raz na jakiś czas powrócę do Shades On, ale całe Night & Day będę omijać szerokim łukiem.
Ocena: 2/5 stars


NajlepszeShades On, Stay
NajgorszeMiddle Of The Night, All Night, Hands

7 Komentarzy

  • Patrząc na Twoją ocenę chciałem napisać coś takiego, jak powyżej, ale oczywiście nie będę się powtarzać 😉 Zapuściłem sobie jednak fragmenty ich muzyki i zastanawia mnie, co Cię podkusiło, żeby dosłuchać ich do końca, a potem też w ogóle o nich napisać, bo brzmi to naprawdę strasznie i ja bym się chyba poddał 😀

    PS. Nowy wpis, zapraszam.

  • Zespół kojarzę,ale jakoś nigdy nie ciągnęło mnie ,by lepiej poznać ich twórczość i chwilowo chyba tak zostanie 😉 Miłego dnia 🙂

  • Posłuchałam sobie kilka utworów, może nie jest aż tak beznadziejnie jak przypuszczałam, ale dobrze też nie jest. „Stay” i „Same To You” trzymają poziom.
    Pozdrawiam. 🙂

  • Z ich piosenek kojarzę tylko „Can We Dance” i w sumie mi wystarczy. Totalnie nie moje gusta. Ale podziwiam i szanuję, że zdecydowałaś się płycie poświęcić swój czas. 😉

    U mnie nowy wpis – goodsoundsvibes.blogspot.com/
    Pozdrawiam!

  • The Vamps, 5 Second of Summer, One Direction – dla mnie to wszystko jedno i to samo, w dodatku zupełnie asłuhalne. :/

Dodaj komentarz