RECENZJA #42: Kylie Minogue – Impossible Princess (1997)

Znalezione obrazy dla zapytania kylie minogue impossible princess

W życiu niektórych wykonawców przychodzi niekiedy moment, kiedy stwierdzają: Hej, czas na coś innego. Słuchając Impossible Princesszdaje się, że i Kylie Minogue naszła taka myśl. Znana dotąd z prostych, popowych, przebojowych piosenek wokalistka postanowiła ukazać krążek o wiele dojrzalszy niż poprzednie wydawnictwa. I chociaż na poprzednikach, jakimi są Let’s Get to It oraz Kylie Minogue,  słychać zmianę, to właśnie na Impossible Princess jest ona największa i najbardziej uderzająca.

Impossible Princess  to przede wszystkim krążek nieszablonowy, który ciężko zaszufladkować i umieścić pod szyldem konkretnego gatunku. Może i Kylie Minogue nie uderza nas od razu muzyką alternatywną, ale eksperymentuje. Są tu elementy pop-rocku, elektroniki, indie-popu. A rozpoczyna się dobrze. Wokalistka wita nas niebanalnym i zaskakującym Too Far, będące dość mrocznym wstępem, łączącym elektronikę z klasycznymi instrumentami. Klimat ten utrzymuje lżejsze Cowboy Style (wyrazista perkusja i gitara na początku!), czy wykorzystujące ciekawe dźwięki Did It Again. 

Esencją lat 90. jest w moim odczuciu na tym krążku nagranie Breathe, śmiało czerpiące z  dobrej, nienachalnej elektroniki. Podobnie zresztą jest przypadku, o wiele jednak ciekawszego, Say Hey  – mroczna muzyka przyjemnie komponuje się z delikatnym, słodkim wręcz głosem Kylie. Wokalistka nie rezygnuje z mrocznej stylistyki, serwując nam bardzo udaną kompozycję Drunk.  Najlepsze jednak utwory tego typu dostajemy pod koniec krążka. Zachwycam się uzależniającym, nieco psychodelicznym Limbo, którego powtarzające się słowa tytułowe na długo zostają w głowie.

Co zaskakuje na płycie Kylie Minogue to również wpływy muzyki indie, które najwyraźniej słychać w Through a Years  opierającym się na wyraźnym graniu perkusji, ale też czerpiącym dużo z muzyki eksperymentalnej, co czyni go jednym z najciekawszych nagrań na Impossible Princess.  Biję brawa także za zamykającą wydawnictwo, podniosłą, orientalną balladę Dreams, w której użyto wielu instrumentów nadających jej wyjątkowego klimatu.

Są też jednak piosenki, do których ciężko mi się przekonać – właściwie oba to te najbardziej pozytywne akcenty albumu. Some Kind of Bliss budzi we mnie mieszane uczucia – z jednej strony coś podpowiada mi, że to nie taka zła propozycja, z drugiej nie mogę jej znieść i wydaje się banalna na tle innych, które Kylie nam proponuje. Podobne odczucia towarzyszą mi słuchając I Don’t Need Anyone. 

Kylie Minogue na Impossible Princess zaskakuje – to nie ta sama piosenkarka, którą znamy z poprzednich wydawnictw. Na tym krążku pokazuje dojrzałość i swoją inną stronę. Osoby, które nie są przekonane jej przebojową odsłoną, mogą sięgnąć po wydawnictwo bez obaw – bardzo możliwe, że miło się zaskoczą. A więc nie pozostaje nic innego jak powiedzieć – polecam.
Ocena: 2/5 stars2/5 stars2/5 stars2/5 stars2/5 stars


NajlepszeLimbo, Through the Years,  Dreams
NajgorszeI Don’t Need Anyone, Some Kind of Bliss

4 Komentarze

Dodaj komentarz