RECENZJA #44: Artur Rojek – Koncert w NOSPR (2017)

Traciłam już nadzieję, że kiedykolwiek się go doczekamy – Artur Rojek swoje koncertowe wydawnictwo zapowiadał już od dłuższego czasu. Zachwycona debiutem, Składam się z ciągłych powtórzeń, wypatrywałam czegokolwiek nowego od artysty. Cieszyłam się każdym koncertem, byłam zachwycona biografią, wydaną w 2015 roku. No, ale ile można – aż chciałoby się by na półce obok pierwszej płyty pojawiła się kolejna. Wprawdzie nie jest to album studyjny, ale i tak zadowala – właściwie już dawno tak bardzo nie zachwycałam się żadnym koncertowym wydawnictwem.

Na Koncert w NOSPR zarejestrowano wydarzenie, które miało miejsce w listopadzie 2015 roku w Katowicach. Artur Rojek wielokrotnie podkreślał wagę tego albumu – trudno się dziwić, bo słuchając go, ciężko zaprzeczyć wyjątkowości tego koncertu, będącego częścią trasy promującej debiut. Nie dość, że wokaliście towarzyszy Orkiestra Polskiego Radia, to usłyszeć możemy tu utwory z repertuaru zepsołu Myslovitz, czy niesamowite covery niezwykłych kompozycji.

Utwór, który zamykał album Składam się z ciągłych powtórzeń, tym razem otwiera krążek. To świetny wybór, zważając na ciche, instrumentalne rozpoczęcie tej kompozycji, po którym artysta zaczyna czarować cichym, nienarzucającym się wokalem. Ten melancholijny nastrój utrzymuje magią wykonania Lato 76 . Fanom tych wykonań z pewnością przypadnie do gustu również Kot i Pelikan, zadziwiający podniosłym zakończeniem.

Koncert w NOSPR to jednak przede wszystkim zaskakujące, oryginalne, nowe aranżacje utworów z pierwszej płyty. Zadziwia zaczynające się od dźwięków pianina To Co Będzie, w którym niesamowicie podoba mi się sposób śpiewania wokalisty. Od pianina rozpoczynają się także Krótkie Momenty Skupienia.  Sama orkiestra odgrywa natomiast znaczącą rolę we wstępie Syren  – nadaje mu powagi. Również w Czas Który Pozostał to właśnie ona sprawia, że wykon ten jest tak przykuwający uwagę i to jej zasługą jest dramatyzm tej kompozycji.

Kokon, w wersji studyjnej tak nieobliczalny, tutaj jest o wiele łagodniejszy i melodyjny – choć równie mroczny. W Lekkości  gitary zastąpione zostały instrumentami smyczkowymi, nadając jej większej podniosłości.

Podczas występu Artur Rojek zaprezentował dwa covery – pierwszy z nich, Cucurrucucu Paloma to niezwykły wykon, który jako pierwszy zapowiadał wydawnictwo. Ten cichy, łagodny, niezwykle melancholijny utwór zachwyca od pierwszych dźwięków, pozostawiając po sobie ciarki – nie boję się użyć w jego kontekście słowa „perfekcja”. Drugi, Easy, wykonywany w oryginale przez grupę Son Lux, zdaje się chcieć odzwierciedlać jak najlepiej nastrój pierwotnej wersji  – i całkiem nieźle mu sie to udaje.

Artur Rojek stara się wynagrodzić miłośnikom Myslovitz swoje odejście z tego zespołu i podczas koncertu usłyszeć też możemy jedne z najbardziej znanych kompozycji grupy: intymne Chciałbym umrzeć z miłości, znajdujące się na krążku Korova Milky Bar oraz  Długość dźwięku samotności z płyty Miłość w czasach popkultury.  Muszę przyznać, że ten przebój, zaprezentowany przed wokalistę solowo jest o wiele bardziej poruszający i ciekawszy, niż jego oryginał. Poza niezwykłą aranżacją, duża w tym zasługa samego wokalu Rojka, który pod upływem lat bardzo się poprawił. Nie będą też zawiedzeni fani projektu Lenny Valentino – na nich czeka tu nagranie Dla taty. 


Istną perełką wśród utworów samego Rojka jest natomiast Beksa. Ten utwór już w wersji studyjnej jest sam w sobie niesamowity, ale to właśnie koncertowe wykonanie zupełnie skradło moje serce: śpiew publiczności, emocje przekazywane przez Rojka (druga zwrotka – magia!). Ta płyta nie mogła zakończyć się w lepszy sposób.

O tym, że koncerty Artura Rojka są fantastyczne, miałam już okazję się przekonać – i bez wahania zachęcam każdego do wybrania się na jego występ. Najpiękniejsze jednak jest to, że chociaż spodziewamy się pozytywnych wrażeń, to i tak jesteśmy zaskoczeni. Wszystkie emocje, które ten człowiek przekazuje, za każdym razem oddziałują z taką samą siłą i za każdym razem utwierdzają w przekonaniu, że Artur Rojek to najprawdziwszy artysta. Teraz możemy te emocje przeżywać bez ograniczeń i kiedy tylko chcemy – wystarczy odtworzyć Koncert w NOSPR.
Ocena: 
2/5 stars2/5 stars2/5 stars2/5 stars2/5 stars2/5 stars


Najlepsze: Cucurrucucu Paloma, Beksa, Czas Który Pozostał, Długość dźwięku samotności
Najgorsze: – 

1 Komentarz

Dodaj komentarz