RECENZJA #45: Kortez – Mój dom (2017)

Znalezione obrazy dla zapytania kortez mój dom

Kortez szybko stał się jednym z największych odkryć polskiej sceny muzycznej. Debiutanckim albumem Bumerang z łatwością zgromadził wokół siebie grupę wiernych wielbicieli – i z pewnością każdy, kto ujrzał potencjał w tym specyficznym wokaliście, z niecierpliwością wyczekiwał od niego nowego materiału. Kortez nie siedział bezczynnie – w międzyczasie dostaliśmy od niego epkę, zatytułowaną po prostu Minialbum, będącą dodatkiem do longplaya. Rok temu ukazał się także zapis jego koncertu w Krakowie. Niedosyt jednak wciąż  był i dziś artysta wraca, by poczęstować nas nową muzyką. A ta zaskakuje – choć można było się obawiać, że będzie zbyt przewidywalnie.

Zacznijmy od tego, że Mój dom to album w formie zupełnie innej niż debiut. Bumerang wraz z Minialbumem był zlepkiem kompletnie różnych uczuć i emocji. Na swojej drugiej płycie występuje określona koncepcja – to przede wszystkim odróżnia ją od poprzedniczki. Kortez za pomocą dziewięciu piosenek opowiada nam historię miłości i jej zakończenia. Dlatego słuchając tego krążka, nie odbiega od nas wrażenie, że słuchamy czegoś niezwykle osobistego. Spójnego. Sensownego. Nie byle czego.

Szybciej niż samą płytę, artysta zapowiedział trasę koncertową ją promującą. W tejże zapowiedzi usłyszeć mogliśmy fragment utworu To mój dom – jego jednak ostatecznie na wydawnictwie nie znajdziemy (ku mojemu zaskoczeniu, w końcu tytuł albumu właśnie na niego wskazywał). Singiel Dobry moment jednak się znalazł – to kompozycja, po której usłyszeniu zaczęłam mieć obawy co do drugiego krążka Korteza. Wydawała się mi zbyt prosta – zarówno muzycznie i tekstowo – w porównaniu z poprzednimi utworami wokalisty. Ale na szczęście cały Mój dom nadrabia jakością. A gdy odtworzymy płytę i powitają nas otwierające ją dźwięki pianina w kompozycji Pierwsza, odetchniemy z ulgą, że jednak niebanalny Kortez wciąż żyje.

Spodziewać można było się przede wszystkim smutnych dźwięków – tymczasem są tu utwory, przy których można i się uśmiechnąć. Miło jest słuchać delikatnego i lekkiego nagrania Dobrze, że cię mam czy opartego na pianinie, utrzymanego nieco w retro-klimacie We dwoje.  Melancholijnie staje się jednak już po chwili za sprawą Filmu przed snem, będącym emocjonalną pozycją o odczuwaniu braku drugiej osoby. Słuchając więc kompozycji po kolei, okazuje się, że Dobry moment , choć mało ciekawy muzycznie, jest w pewnym sensie punktem kulminacyjnym tej historii. Idealnie dopełnia się on z Nic tu po mnie, w którym poznajemy pierwsze odczucia podmiotu po rozstaniu.

Ciężko przejść też obojętnie obok utworu Dziwny sen,  w którym ciche, rytmiczne zwrotki przeplatają się z łagodnym, melodyjnym refrenem, a całość przedstawia poruszającą wizję śmierci. Tę łagodność przerywa surowy Trudny wiek, natomiast całość zamyka, udekorowana syntezatorami piosenka Wyjdź ze mną na deszcz.  

Nie trzeba nowej płycie Korteza dawać wiele szans – bo jej klimat i każda kompozycja szybko od siebie uzależnia. A kiedy już uzależni – odtwarza się ją jeszcze raz, i jeszcze raz, i kolejny. A z każdym kolejnym razem dostrzega się więcej i uważniej słucha historii, którą Kortez ma nam do opowiedzenia.
Czy Mój dom jest lepszy od Bumerangu? Ciężko na to pytanie odpowiedzieć. Bumerang – bogaty w mnóstwo dźwięków, choć w pewnym sensie cichy, na swój sposób wyjątkowy. Mój dom jest z jednej strony muzycznie skromniejszy, prostszy także tekstowo – a jednak jest w nim coś niezwykłego, co trzyma przy sobie na dłużej. Co? Odpowiedzcie sami – jestem pewna, że nie tylko ja dałam się nim oczarować.
Ocena: 2/5 stars2/5 stars2/5 stars2/5 stars2/5 stars


NajlepszeDobrze, że Cię mam, We dwoje, Film przed snem
NajgorszeDobry moment

1 Komentarz

Dodaj komentarz