RECENZJA #47: Son Lux – Brighter Wounds (2018)

Wrócili. Po trzech latach, pochodząca z Nowego Jorku grupa Son Lux poczęstowała nas nowym krążkiem. Nie tak łagodni jak na debiucie, nie tak mroczni jak na Lanterns, zdecydowanie odważniejsi niż na Bones, ale przede wszystkim – wciąż wyjątkowi, tajemniczy, niebanalni i ani trochę schematyczni. Lubicie wpadające w ucho melodie? Na Brighter Wounds ich nie znajdziecie. Ale czy to źle? Trójka muzyków przedstawia to, w czym są najlepsi – tylko w nowszym, odświeżonym wydaniu.

Tak naprawdę powrót Son Lux nastąpił już w 2017 roku, kiedy to grupa podzieliła się ze słuchaczami epką Remedy, na której umieścili cztery niezmiernie udane kompozycje. Sam album zapowiedzieli jednak singlem Dream State, po którym śmiało można zbierać szczękę z podłogi.

Ambient? Ambitny pop? Alternatywa? Elektronika? A może rock? Muzykę Son Lux ciężko było zaszufladkować odkąd tylko pojawił się on na rynku muzycznym. Na najnowszym wydawnictwie muzycy mają nam do zaoferowania tak mnóstwo różnorodnych dźwięków – od delikatniejszych, poprzez wyraziste i ostre. Wszystkie surowe – jak to mają w zwyczaju – choć ozdobione wyjątkowym, kontrastującym z muzyką głosem Ryana Lotta.

Na Brighter Wounds dzieje się tak wiele, że nie sposób nie zaskoczyć się tym, jak ten krążek jest mimo tego spójny. Choć słuchając go, odbiorcę nie opuszcza wrażenie, że artyści zaskakują (dosłownie) co chwila czymś nowym, innym – zdaje się, że wszystkie elementy tego krążka łączą się w jedną, jak najbardziej sensowną układankę. Dream State jest właściwie najlepszym wyborem na singiel, jaki mógł paść ze strony muzyków. To streszczenie tego, co czeka nas na całym albumie. Poprzez niepozorne zwrotki wyśpiewane w sposób nienachalny do głośniejszego, podniosłego refrenu. Zastosowana tutaj w intrygujący sposób elektronika, ciekawe partie perkusji, przerwy w muzyce, nagłe zmiany tempa, przykuwające uwagę wokale – wszystko to składa się na to, że po wysłuchaniu tej kompozycji raz (a także kolejny, następny i jeszcze jeden), pozostaje doznanie, że i tak nie zdołaliśmy usłyszeć wszystkiego, co się w niej dzieje.

Ogromne wrażenie – powiedziałabym nawet, że w moim wypadku największe – zostawia po sobie ballada Labor, rozpoczynająca się niepozornymi dźwiękami pianina, przeplatanego z czasem ze smyczkami, które zostają pochłonięte przez subtelną elektronikę i gitarę. To jedno z najskromniejszych nagrań, ale najbardziej, w moim odczuciu, poruszające, szczególnie w momencie, w którym wokalista tajemniczo śpiewa:

Come to life, my hungry arms are begging you.

Przy czym jeszcze warto się zatrzymać? Na uwagę zdecydowanie zasługuje The Fool You Need, w którym najciekawsze partie rozpoczynają się dopiero w jego drugiej połowie. To tam słyszymy drżący głos Ryana Lotta, wyskakujące znienacka surowe dźwięki i zakończenie łagodną, kojącą gitarą. Najspokojniejszym punktem całości jest natomiast ciche, oparte na pianinie Aquatic – ballada mogąca stać tuż obok Labor. Najagresywniej zaś Son Lux przedstawia się w Surrounded, po czym bierze oddech, którego rolę spełnia tu krótkie Young, by pożegnać się ze słuchaczami wzmacniającym się coraz tu bardziej ku końcowi Ressurection. Nie sposób nie wspomnieć jednak również o mroku, którym muzycy ten album otwierają – psychodelicznym Forty Screams – a także ich eksperymentach z elektroniką, słyszalnych najlepiej w All Directions i Slowly.

Poznając kolejne poczynania Son Lux, naszła mnie myśl, czy nadejdzie moment, kiedy ta trójka mnie zawiedzie. Po głębszym poznaniu, nie uznam Brighter Wounds za najlepszy album w dyskografii zespołu (to miejsce zajmuje w moim rankingu Lanterns, z którego pochodzi niejednokrotnie samplowany przez innych artystów przebój Easy), ale w żadnym wypadku nie sądzę, by ostatnie wydawnictwo grupy mnie rozczarowało. Zabierając się za nie trzeba jednak mieć z tyłu głowy, że to album trudny – ci panowie mają to do siebie, że nie idą na łatwiznę.


Ocena: 2/5 stars2/5 stars2/5 stars2/5 stars2/5 stars
Najlepsze: Labor, Dream State, The Fool You Need
Najgorsze: 

1 Komentarz

  • Lubię ich oględnie, mimo że od „trudnej” muzyki nie stronię. Z nimi mam różnie, ale muszę powiedzieć, że „Labor” to utwór niesamowity.

    Pozdrawiam + nowy wpis u mnie, więc również zapraszam 🙂
    Bartek

Dodaj komentarz