GWIAZDY DISNEYA | RECENZJA #49,50,51: Bella Thorne – Jersey (EP, 2014), Hayley Kiyoko – Citrine (EP, 2016), Bridgit Mendler – Nemesis (EP, 2016)

Lista aktorek seriali młodzieżowych, które zdecydowały się spróbować swoich sił w muzyce jest okropnie długa. Poczynając od tych większych nazwisk, do których zaliczyć możemy Miley Cyrus (Hannah Montana), Selenę Gomez (Czarodzieje z Waverly Place), kończąc na chociażby Arianie Grande (Victoria znaczy zwycięstwo) – im sukcesu odmówić nie można. Są jednak wokalistki, którym tak wielkiego rozgłosu nie udało się zyskać. Czy słusznie – przekonamy się za chwilę. Dziś na warsztat bierzemy trzy gwiazdy Disneya: Bellę ThorneTaniec rządzi, Hayley Kiyoko z filmu Lemoniada gada i jej koleżankę z planu, która zagrała też jedną z głównych ról w sitcomie Powodzenia, Charlie!Bridgit Mendler. Cała trójka podzieliła się ze światem swoimi epkami i… na tym na razie się skończyło.

Bella Thorne – Jersey (EP, 2014)

Główny „problem” z Bellą Thorne polega na tym, że o ile słuchając innych disneyowskich gwiazd, trzyma mnie wrażenie, że to co robią, ma w sobie choć trochę sensu. W przypadku tej wokalistki tego nie widać – a raczej nie słychać. Bella na epce Jersey proponuje nam pop – i nic w tym złego by nie było, gdyby nie to, że jest to pop do bólu prosty. Tutaj nawet nie słychać namiastki tego, by piosenkarka chciała zrobić coś pozaramowego, ambitniejszego, albo po prostu przygotować ten minialbum porządnie. Gdybym miała już wybierać, co mnie z tego wydawnictwa najmniej boli, postawiłabym na tytułowe Jersey, które próbuje ocierać się o R&B, oraz Paperweight – to nagranie ratuje przede wszystkim refren. Poza tym za dużo tu słodyczy i nudy. Nie mogę przetrawić komputerowego, chaotycznego Boyfriend Material, czy kojarzącego mi się z Keshą One More Night. Natomiast zupełnie już nie zniosę remixu Call It Whatever w wykonaniu Razor N Guido. Słowem – chaos, niedopracowanie, plastik. Słuchając tego krążka ma się wrażenie, że jest on zrobiony na siłę. Nieważne jaki – ważne, żeby był. Śmiem twierdzić, że taki był zamiar.


Ocena2/5 stars
Najlepsze: Jersey, Paperweight
Najgorsze: Boyfriend Material, Call It Whatever (Razor N Guido Remix), One More Night


Hayley Kiyoko – Citrine (EP, 2016)

Muzyka Hayley Kiyoko pozostawia mi jeszcze wiele do życzenia, choć produkcji nie można dużo zarzucić. Moim faworytem stąd zdecydowanie jest One Bad Night, które umiejętnie łączy electropop z rockowymi akcentami – solówki gitary elektrycznej dodają tej kompozycji wyrazu, którego niekiedy brakuje pozostałym. Nieźle słucha się również otwierającego epkę Gravel To Tempo, w którym producenci użyli podobnego zabiegu, co w One Bad Night, tutaj jednak jeszcze lepiej uwydatniając linię basu. Za to w Pretty Girl podoba mi się cukierkowa barwa głosu artystki. Trzeba też przyznać Hayley smykałkę do pisania tekstów, którą najlepiej pokazuje w Palace, gdzie tekst nadrabia warstwę muzyczną:

So this is where I leave you, sitting in the palace, covered in gold inside my head. This is where I see you on a bed of roses.

Najsłabiej z tego zestawu wypada Ease My Mind,  na które nie zwróciłabym uwagi, gdybym trafiła na taki utwór w radiu. Ciężko mi się zachwycać dotychczasową twórczością Heyley Kiyoko, również tą z Citrine, ale jedno mi się podoba – choć muzyka ta nie wiadomo jak oryginalnia nie jest, słychać z niej, że wykonywanie tych utworów przychodzi Hayley naturalnie. Liczę, że z czasem będzie coraz lepiej.


Ocena: 2/5 stars2/5 stars2/5 stars
Najlepsze: 
One Bad Night, Gravel to Tempo
Najgorsze: Ease My Mind


Bridgit Mendler – Nemesis (EP, 2016)

Właściwie jedyne zdanie jakie mogłabym tutaj napisać o Nemesis mogłoby brzmieć: Nie spodziewałam się. Bo nie przypuszczałabym, że po niedojrzałym i niczego ambitniejszego niezapowiadającym Hello My Name Is… z 2012 roku, Bridgit Mendler powróci z tak dobrym materiałem. Uwielbiam, kiedy wydawnictwa zachowują różnorodność i spójność zarazem – Nemesis takie właśnie jest. Ciężko tu coś specjalnie wyróżnić, bo wszystkie kompozycje trzymają poziom. Uwielbiam balladę w stylu R&B, Do You Miss Me at All, której ogromnym atutem jest śpiew Bridgit – w zwrotkach sprawiający wrażenie ignoranckiego, zaś w refrenie głęboki i pełny emocji. Niesamowicie podoba mi się też czerpiące z indie popu, próbujące trochę utrzymywać klimat retro Library z pozytywnym refrenem. Ciężko nie uzależnić się też od zadziornego Snap My Fingers, choć w głowie zostaje także duet Atlantis z Kaiydo.
Ta pani zdecydowanie wygrywa to zestawienie. Bridgit Mendler okazała się być artystką z ogromnym potencjałem, a słuchając Nemesis aż chce się krzyczeć i buntować, dlaczego to tylko epka – bo apetyt na cały album jest ogromny.


Ocena: 2/5 stars2/5 stars2/5 stars2/5 stars2/5 stars
Najlepsze: 
Library, Snap My Fingers, Do You Miss Me At All
Najgorsze: 


4 Komentarze

Dodaj komentarz