RECENZJA #60: Ewa Farna – Sam na sam (2007)

Polska publiczność poznała ją w 2006 roku, kiedy to młodziutka Ewa Farna wystąpiła w programie Szansa na sukces. Odcinek udało jej się wygrać, choć można by było pomyśleć, że wykon ten był przede wszystkim sprawdzeniem samej siebie – bowiem już wtedy wokalistka miała zapewniony kontrakt płytowy na krążek Měls mě vůbec rád. I choć wiele osób myśli, że Sam na sam to debiut artystki, mają rację tylko w połowie – to rzeczywiście pierwszy album na polskim rynku muzycznym, ale w rzeczywistości trzeci. Kiedy w Czechach Ewa była wschodzącą gwiazdą z przebojem Ticho na koncie, u nas dopiero zaczynała. Przyjrzyjmy się więc temu, jak udało jej się przedstawić w Polsce.

Sam na sam to tak naprawdę nic innego, niż Měls mě vůbec rád nagrane na nowo,  z tekstami w naszym rodzimym języku. Brzmi to całkiem naturalnie i adekwatnie do wieku 13-letniej wówczas Ewy. Na próżno więc szukać tu czegoś przesadnie ambitnego, czy sprawiającego, że chce się ściągać czapki z głów. Sporo tutaj utworów z tzw. publishingu, czyli banku piosenek, które wykupiono, zmieniono nieco aranżację i dopisano nowy tekst. Do tej grupy należy ich ponad połowa z tego krążka – w tym jedyny singiel promujący wydawnictwo – gitarowe, lekkie Tam gdzie nie ma dróg, ale i pop-rockowe, proste Razem sam na sam i utrzymane w podobnym klimacie Chwytaj dzień. Najlepiej z nich wypada mroczne i w stosunku do innych piosenek cięższe Nie chcę się bać, zaś najsłabiej  mająca rockowy potencjał, odśpiewana bez emocji Kotka na gorącym dachu, której wszystko psuje tekst:

Czy chcesz przed każdym krokiem zaznać strachu? Miau, miau, po ciebie przyszłam, tak, to ja.

Największym atutem Ewy od samego początku był mocny, dosadny głos, którym potrafiła w młodym wieku niezwykle dobrze operować. Najlepiej słychać to w podniosłej balladzie, Zamek ze szkła. Nie dziwi także obecność polskiej interpretacji I’m With You Avril Lavigne, która tutaj nazywa się Tam gdzie ty i nagrano ją w znaczniej skromniejszej, ale nie gorszej aranżacji, opartej przede wszystkim na pianinie. Przyznam, że ciepło spoglądam również na przyjemne L.A.L.K.A., a i moim „guilty pleasure” jest wakacyjne, proste Zamknij oczy. Nie mogę za to znieść infantylnego, nawet jak na 13-letnią piosenkarkę Ja chcę spać. 

Pierwszy polski krążek Ewy Farnej bardziej niż umyślną płytą zdaje się być eksperymentem, czy ta wokalistka sprawdzi się na polskim rynku muzycznym. Fakt faktem, udało jej się, choć nie da się ukryć, że nie słychać tu szczerych emocji (co zapewne wynika z prawdopodobnie małego faktycznego zaangażowania piosenkarki w tę płytę – nie miała żadnego wkładu ani w warstwę muzyczną, ani tekstową). Jest w tym krążku pewien urok, choć infantylności tutaj jest mnóstwo. Ale z drugiej strony, czego innego spodziewać się po płycie tak młodej dziewczyny?


Ocena: 2/5 stars2/5 stars2/5 stars
Najlepsze:
 Tam gdzie ty, Nie chcę się bać, Zamknij oczy
Najgorsze: Kotka na gorącym dachu, Ja chcę spać

1 Komentarz

Dodaj komentarz