RECENZJA #62: TACONAFIDE – Soma 0,5 mg (2018)

Kiedy do czynienia ma się z dwoma, ostanimi czasy, najgłośniejszymi nazwiskami polskiego rapu, dowiadując się przy tym, że wydają wspólny singiel, można się zaintrygować. Kiedy okazuje się, że na jednym singlu się nie skończy, ale łączą oni swoje siły i wydają razem album – czy nie powinniśmy się zacząć niepokoić? Kolaboracja Taco Hemingwaya Quebonafide mogła mieć różny efekt – sztos na całej linii, coś mocno przeciętnego albo nagranego zupełnie na odczepnego, byle wywołać trochę szumu. Sukces komercyjny tego projektu był niemalże gwarantowany, z sensacją w gratisie, ale jak przedstawia się Soma 0,5 mg od strony artystycznej?

Do grona wielbicieli Quebonafide nie należę, po twórczość Taco lubię raz na jakiś czas sięgnąć. Wielka była jednak ciekawość, jak wypadają we wspólnych utworach. Choć pierwszy singiel, Art-B nie do końca wpasował się w moje gusta na początku, dziś patrzę na niego przychylniej, nucąc frazę

Szok, w milionera z kundla w rok.

Podobnie sytuacja wyglądała z pomysłowym Metallica 808, w której skrywa się mnóstwo odwołań do muzyki (chociażby poprzez sample z Fade To Black), czy popkultury, choć najbardziej pomysłowym ze wszystkich singli jest przebój Tamagotchi oparty na płynnym, przyjemnym bicie, w którym sami raperzy dobrze ze sobą współpracują, a i sukces tego utworu jest jak najbardziej zasłużony, bo zarówno pod względem lirycznym, jak i muzycznym zasługuje na piątkę. Przed premierą Soma 0,5 mg raperzy dali nam poznać także udane Kryptowaluty. Za to na samym albumie artyści witają się ze słuchaczami Intro, złożone w dużej mierze z urywek wypowiedzi, w których pojawia się słowo „soma”. Czy reszta zawodzi?

Quebo i Taco w swoich utworach rapują przede wszystkim o sobie – o swojej pracy, osiągnięciach, twórczości, przemyślaniach, uczuciach, lubiąc przy tym używać różnych odgłosów nawiązujących do tekstów (np. karetka w Ekodiesel). Jest spójnie, choć spójność ta może z czasem nużyć. Ale nie patrzmy na wszystko tak pesymistycznie. Znajdzie się tu kilka niezłych kawałków. Do moich faworytów należy Sectumsempra, które, nie dość, że prawi o nieprzyjemnych uczuciach, to nawiązuje tekstowo również do serii Harry Potter, za sprawą frazy Vulnera Sanentur (zaklęcie uzdrawiające).  Lubię też delikatne Mleko & miód, choć jeszcze bardziej podoba mi się 8 kobiet. Wyróżniają się także przypominające mi klimat Szprycera Taco Wiem (też słyszycie tu podobieństwo do Chodź?) oraz mające predyspozycje na kolejny przebój Visa. Gdzie za to TACONAFIDE nudzą? PIN, Nóż czy Giro d’Italia nie zdołały mnie zaskoczyć. Pomimo prób, ich słuchanie zwyczajnie nudzi, a to dlatego, że niewiele ciekawego się w nich dzieje. Lubię za to nienachalne, łagodne Soma, zamykające wydawnictwo.

TACONAFIDE dają radę. Chociaż nie udało im się przebić swoich poprzednich, solowych krążków, Soma 0,5 mg nie sprawia wrażenia projektu, który byłby stworzony tylko dla chwili uwagi – przecież tak naprawdę żadnemu z artystów jej nie brakuje. Trzeba jednak przyznać, że utwory zyskują słuchane pojedynczo – na całej płycie mogą zlać się w jedno (przesadna spójność nie zawsze popłaca), ale na szczęście jest tu parę kompozycji, które wybijają się stanowczo nad resztą. Arcydziełem polskiej muzyki ciężko to nazwać, ale źle nie jest. Po dłuższym zastanowieniu, dlaczego ciężko się jest tą płytą zachwycić, nasuwa się stwierdzenie, że jest po prostu za mało charakterystycznie. Ale trzeba przyznać – oboje postawili sobie wysoką poprzeczkę za sprawą solowej twórczości.


Ocena: 2/5 stars2/5 stars2/5 stars2/5 stars
Najlepsze: Tamagotchi, Sectumsempra, Soma
Najgorsze: PIN, Nóż, Giro d’Italia

2 Komentarze

  • Niby trochę się zawiodłam, ale i tak męczę od tygodnia na zmianę z Somą 0,25 mg. Mi najbardziej podobają się Tamagotchi, Kryptowaluty, PIN, Giro i Visa. Miód i mleko bardziej by mi się podobało gdyby nie ta dziwaczna obróbka głosu Filipa.

    Nowy wpis na https://the-rockferry.pl/

Dodaj komentarz