RECENZJA #63: Ariana Grande – My Everything (2014)

Przepis na sukces? Ariana Grande go zna. Jako jedna z nielicznych aktorek znanych z młodzieżowych sitcomów, zdołała wydać udany, dojrzały debiut, na którym nie słychać pierwiastka kiczowatego plastikowego popu. Yours Truly zachwycało solidną porcją przyjemnego R&B, które łatwo przenosi w czasie do innej muzycznej epoki. Drugi album jest za to sprawdzianem dla wykonawców. Rzecz w tym, że My Everything nie ma zupełnie nic wspólnego z poprzednim krążkiem wokalistki, choć nie oznacza to, że trzeba się na Arianę obrażać. Tutaj wciąż znajdziemy sporo dobrych produkcji, a niektóre z nich warto zaliczyć nawet do czołówki najlepszych w jej karierze.

Chociaż łagodne Intro sugeruje, że My Everything do Yours Truly blisko, niewiele klimatu z pierwszej płyty znajdziemy na kolejnej. Zdecydowanie więcej tu popu. Świadczy o tym chociażby wyskakujący znienacka przebojowy Problem z Iggy Azaleą, którego, choć fragmenty mi się podobają, ciężko przełknąć w całości. Podobnie zresztą sytuacja ma się z kiczowatym Break Free, o prostej linii melodycznej, którego produkcją zajął się Zedd. Na szczęście inne single tu nie zawodzą. Przyjemnie słucha się oszczędnego w swojej aranżacji One Last Time, a jeszcze lepiej przedstawia się zachwycające swoją nienachalnością i energią zarazem Love Me Harder, które wspomógł The Weeknd. 

Na drugim wydawnictwie znalazło się zdecydowanie więcej duetów (tak naprawdę ponad połowa płyty to kolaboracje). Poza wyżej wspomnianymi, spotkamy się tu również z produkcją Cashmere Cata w posiadającej spory potencjał Be My Baby, czerpiącego z R&B (choć wstęp sprawia, że słuchacz spodziewa się więcej funku). Ten gatunek dominuje również w Break Your Heart Right Back, do którego trzy grosze dorzucił Childish Gambino. Miejsce dla siebie znalazł również A$AP Ferg w orientalnym, choć mało porywającym Hands On Me. Najlepiej ze wszystkich gości sprawdził się Big Sean, z którym Ariana zdołała stworzyć balladę Best Mistake, w jakiej przeplatają się ze sobą pianino i elektroniczne bity – o dziwo taka mieszanka wypada naprawdę smacznie, stając się jedną z najlepszych kompozycji tego albumu.

Ariana solowo jednak radzi sobie równie dobrze, jeśli nie lepiej. Chętnie pokazuje swój głos w łagodnym Why Try, ale najlepiej wychodzi jej to w balladach. Takich znajdziemy na My Everything dwie. Pierwsza to napisane m.in. przez Harry’ego Stylesa podniosłe i eleganckie Just A Little Bit Of Your Heart, druga zaś, zamykająca krążek kompozycja tytułowa – oparta na pianinie i skromniejsza niż poprzedniczka, ale w moim odczuciu bardziej poruszająca i chwytająca za serce. To zdecydowanie najszczerzej brzmiące nagranie z całego krążka.

My Everything to płyta, którą oceniłam przedwcześnie zbyt surowo. Fakt jest faktem, że największą jej wadą jest niespójność. Dostajemy tutaj spokojne intro, którego klimat zostaje przerwany przez przeboje, które znowu zostają zatrzymane przez łagodniejsze kompozycje, by ponownie wrócić do tych bardziej energicznych. Trzeba jednak przyznać, że mimo, iż mniej tu zmysłowości obecnej na Yours Truly, ciężko stwierdzić, że utwory z drugiego wydawnictwa Ariany Grande są kiczowate. To porcja dobrze wyprodukowanego popu i chociaż słychać wyraźnie, że ten krążek ma za zadanie podbijać szczyty list sprzedaży, a single szturmem pokonywać inne radiowe przeboje, trzeba przyznać, że nie brzmią one plastikowo, a i o szczerości czy wrażliwości wokalistka na szczęście w całości nie zapomniała. Mimo, że jest bardziej komercyjnie, wciąż udaje jej się utrzymać stanowisko jednej z najbardziej utalentowanych wokalistek popowych naszego pokolenia.


Ocena: 2/5 stars2/5 stars2/5 stars2/5 stars
Najlepsze: Best Mistake, My Everything, Love Me Harder
Najgorsze: Problem, Break Free

2 Komentarze

  • Największym atutem Ariany jest oczywiście jest wokal, który niesie większość utworów. Dodając do tego niewątpliwy urok osobisty i umiejętność dobrania singli sprawia, że wokalistka jest jedną z bardziej interesujących na rynku muzycznym. Niewątpliwe udział tutaj mają też producenci, którzy wybierają odpowiedni repertuar. Cokolwiek by o niej nie powiedzieć – kawałki ma naprawdę niezłe. Do tej pory chętnie wracam do „Problem”, czy „Break Free”, które sprawiły mi niesamowitą frajdę, szczególnie ten pierwszy.
    Sam album „My Everything” udany. Zaskoczony jestem, że jako najgorsze single wybrałaś właśnie te dwa.

    Pozdrawiam i zapraszam na swojego bloga: https://songarticles.wordpress.com/

Dodaj komentarz