RECENZJA #65: Alessia Cara – Know-It-All (2016)

Na koncie ma już parę nagród. Supportowała zespół Coldplay podczas ostatniej trasy koncertowej. Okrzyknięta jedną z najlepszych debiutantek ostatnich lat. Porównana do takich osobowości jak LordeAmy WinehouseRihanna czy Norah Jones. Mimo wszystko, ja średnio potrafię dostrzec w niej podobieństwa do wymienionych wokalistek, a w niej samej widzę przede wszystkim… ją samą. Alessia Cara pojawiła się na rynku muzycznym już jakiś czas temu, w 2015 roku wydając debiutancki singiel. Największą popularność przyniósł jej jednak Scars To Your Beautiful, chociaż i jej udział w 1-800-273-8255 Logica nie obszedł się bez echa. Ale nie samymi hitami artysta żyje – przyjrzyjmy się więc bliżej temu, co ta młodziutka piosenkarka postanowiła umieścić na swoim debiutanckim longplayu.

Know-It-All otwiera całkiem charakterystyczna kompozycja, jaką jest popowe Seventeen, które zapada w pamięć za sprawą charakterystycznej frazy powtarzanej w refrenie. A jak mają się single? Moim faworytem wśród nich stawiam osadzone w R&B Here. Drugie miejsce przyznaję przebojowemu Scars To Your Beautiful, które zyskuje nie tyle warstwą muzyczną, ale tekstową:

She prays to be sculpted by the sculptor. Oh, she don’t see the light that’s shining deeper than the eyes can find it. Maybe we have made her blind. So she tries to cover up her pain and cut her woes away ‚cause covergirls don’t cry after their face is made.

Najniżej w tym rankingu singli ustawiłabym za to mało wyróżniające się Wild Things. To nagranie jednak jeszcze przeboleję, za to nie zupełnie nie trafiło do mnie radiowe Overdose. Ciężko mi się również przekonać do nijakiego I’m Yours. Na docenienie zasługuje jednak Four Pink Walls, które czerpie z R&B, wykorzystując instrumenty dęte, które dodają tej kompozycji wyrazu. Warto też zatrzymać się przy klimatycznym, romantycznym Outlaws. Wśród ballad znalazło się również miejsce na łagodny duet z Sebastianem Cole – Stone, oparte na nienachalnych bitach. O wiele jednak chętniej sięgam po skromniejsze, zagrane na pianinie Stars, w którym najwyraźniej wyłania się naturalność artystki.

No właśnie – naturalność. To największa zaleta Alessii i jej twórczości. W jej utworach czegoś brakuje – charyzmy, wyjątkowości, czegoś, co sprawiłoby, że chce się zabić jej brawo. Piosenkarka swoje kompozycje trzyma na smyczy w popowych rejonach i chociaż wyraźnie brzmi w nich potencjał, by jeszcze bardziej sięgnąć po R&B czy soul, Alessia robi to niepewnie, bojąc się wychylać poza swoje schematy. Trochę szkoda, bo niektóre nagrania aż proszą się o trochę zadziorności. Liczę jednak, że debiutantka nad tym popracuje. W jej piosenkach usłyszeć możemy wyjątkową szczerość, jakiej u innych współczesnych gwiazd popu brakuje. To dobry materiał na idolkę dla młodych osób. Trochę więcej wyraźnych pomysłów i będzie dobrze.


Ocena: 2/5 stars2/5 stars2/5 stars
Najlepsze: Four Pink Walls, Outlaws, Here
Najgorsze: Overdose, I’m Yours

Dodaj komentarz