RECENZJA #66: Hey – Miłość! Uwaga! Ratunku! Pomocy! (2009)

Każdy, kto twierdzi, że interesuje się polską muzyką, zespół Hey z pewnością kojarzy i choć kilka kompozycji zna. Założona w 1992 roku grupa zapisała się w historii polskiego rocka znacząco, wydając utwory znane i lubiane przez duże grono odbiorców – bo kto dziś nie odśpiewa Teksańskiego czy Moja i twoja nadzieja? Trzeba jednak przyznać, że obecny Hey jest zupełnie odmienny od tego z początków swojej działalności. Miłość! Uwaga! Ratunku! Pomocy! to pierwszy tak inny od poprzednich album formacji, a w dodatku wydany po czteroletniej przerwie. I choć ciężko w to uwierzyć, to za rok stuknie mu 10 lat. Jak więc przedstawia się to wydawnictwo z perspektywy czasu?

Album z 2009 roku to prawdopodobnie najbardziej różnorodny krążek wśród wszystkich poprzedników Hey. Znajdą się tu zarówno skromne ballady, elektroniczne dźwięki, jak i miejsce dla gitar. Nie jest jednak to tak typowo rockowe granie, z jakiego znać mogliśmy tą grupę wcześniej. Tyle, że w tym wypadku ta zmiana wypadła zdecydowanie na plus.

Miłość! Uwaga! Ratunku! Pomocy! otwiera kompozycja, która już świadczy o wielkiej zmianie w brzmieniu muzyki tego zespołu. Vanitas, choć mroczny i poruszający, sporo czerpie z elektronicznych, smacznie użytych dźwięków, zapraszając słuchaczy do zapoznania się z nowym kierunkiem obranym przez Hey. Zaraz potem dostajemy więc wyraziste Umieraj Stąd, którego wyjątkowym przejściem pomiędzy refrenem a mostkiem łatwo się zachwycić. Do tych lżejszych kompozycji z pewnością można też zaliczyć delikatne i urzekające prostotą Stygnę. Całość zaś zamyka jedyna taka ballada w dorobku grupy – oparte na pianinie i zdominowane przez wokale Nie Więcej… – jeszcze bardziej minimalistyczne niż ta wspomniana wcześniej.

Ballady jednak wcale nie kolidują tutaj z utworami energicznymi. Jednym z moich faworytów jest gitarowa Faza Delta, której tekst już dawno uplasował się jako jeden z moich ulubionych:

W prześcieradłach moszczę się jak ptak. Księżyc hak, gwoździe gwiazd przytrzymują niebo, co na głowę chce mi spaść.

Nie sposób jednak nie docenić też skłaniającego do myślenia Piersi Ćwierć, czy przypominającego o poprzednich dokonaniach grupy Chińskiego Urzędnika Państwowego. Zachwycać można się także chwytliwym, ale umyślnym Kto Tam? Kto Jest W Środku?, idealnie łączącego gitary z elektroniką. Bardzo porusza podsycone wyjątkową grą perkusji,  Boję Się O Nas, którego apogeum następuje w emocjonalnym refrenie. Jednak za punkt kulminacyjny całego krążka uznaję genialne nagranie tytułowe, które dominuje nad wszystkimi kompozycjami, jakie tylko możemy na nim znaleźć: przykuwające uwagę dźwięki, zwrotki oparte na świetnej linii gitarowej i basowej, wykrzyczany, oryginalny refren, klawiszowe zakończenie i (jak zawsze) pomysłowy tekst:

Miną, miną kaszel i dreszcze, poty, pożar płuc, gęsiej skórki drobne wypustki, jesień, strugi dżdżu […]. Minie, minie pogo komórek, durnych mrzonek czas.

Kiedy słucham Miłość! Uwaga! Ratunku! Pomocy! mam ochotę bić brawo – z kilku powodów. Po pierwsze: za odwagę – w końcu nie każdy wykonawca ma na tyle pewności, by zmienić bieg swojej twórczości o 180 stopni. Po drugie: za genialne teksty – jedne z najlepszych, jakie tylko można napisać, pozostawiające pole do swojej własnej interpretacji i poruszające, wbrew pozorom nie tylko kwestie tytułowej miłości. Po trzecie: za spójność. Ballady, gitary, elektronika, energia – zdawać by się mogło, że co za dużo to nie zdrowo, a mimo to wszystkie kompozycje mają pewien wspólny pierwiastek. No i w końcu: za świeżość. Stworzyć album, który po tylu latach będzie brzmiał aktualnie jest sztuką.


Ocena: 2/5 stars2/5 stars2/5 stars2/5 stars2/5 stars
Najlepsze: Miłość! Uwaga! Ratunku! Pomocy!, Kto Tam? Kto Jest W Środku?, Boję Się O Nas
Najgorsze:

Dodaj komentarz