RELACJA: Bovska – Stalowa Wola, 1.05.2018

Rok temu – podczas Europejskiego Stadionu Kultury w Rzeszowie – nieszczęśliwie ominęła mnie okazja do usłyszenia Bovskiej na żywo. Czas nie był mi przychylny i na festiwal dotarłam w momencie, kiedy wokalistka podziękowała słuchaczom za przybycie i zeszła ze sceny. Kiedy więc dowiedziałam się, że mam ponowną szansę, po chwili zawahania stwierdziłam: czemu nie? I tak znalazłam się na dniach Stalowej Woli, stojąc w pierwszym rzędzie usatysfakcjonowana, że tym razem mi się udało.

Do samego rozpoczęcia koncertu jakoś nie potrafiłam sobie wyobrazić wokalistki plenerowo. Kompozycje z albumów Kaktus czy PYSK zdecydowanie lepiej widziałam w kameralnym klubie, niż podczas miejskiej, otwartej imprezy. Do teraz zresztą sądzę, że w takich miejscach lepiej by się sprawdziły, ale nie oznacza to, że występ na zewnątrz mi nie podszedł. Bovska, razem z towarzyszącymi muzykami (Jan SmoczyńskiPaweł Dobrowolski), podeszła do sprawy profesjonalnie, przygotowując koncert nie gorzej niż jakby miałoby się go zagrać w zamkniętym obiekcie, jednak z energią, która sprawdziła się i na dniach miasta. Trójka artystów wyszła na scenę w maskach na twarzy, które zostały zdjęte dopiero po Kosmodromie. 

PYSK. To energia i haj. Ciemność i światło, w połączeniu z lekkością i rytmicznością beatu. Łagodność wokali, które jednak często nieoczekiwanie tną na ostro.

– takie zdania przeczytać możemy na jednej z dodanych do wspomnianego albumu karteczek. Łatwo jednak opisują one w skrócie koncert Bovskiej. Wśród wykonów moją uwagę przykuł Autoreset, który nie zdołał mnie do siebie przekonać w wersji studyjnej. Setlista zdominowana została przez kompozycje z PYSK, ale wokalistka nie zapomniała o innych utworach. Nie zabrakło przebojowego Kaktusa, czy Póki Czas. Wrażenie zrobił też inspirowany Josephem Conradem Jim, a i nie dało o sobie zapomnieć romantyczne Nie Dzielę Na Dwa. Z pewnością też udało się artystce przykuć uwagę za pomocą Na Niby, podczas którego zagrała na iPadowej gitarze.

Wspominając o koncercie Bovskiej warto zaznaczyć jej niezwykłe nastawienie do słuchaczy – nie tylko na koncercie, ale i po nim. Wokalistka tuż po chwili podeszła do wielbicieli,  z uśmiechem robiąc kolejne selfie, czy podpisując zdjęcia. I to zrobiło na mnie ogromne wrażenie, bo łatwo ujrzeć, że bez względu na to, czy twórczość tej artystki wpasowuje się w nasze gusta czy też nie, swoją muzykę tworzy z pasją i szczerością. Choćby dla poczucia tej pozytywnej atmosfery warto się na jej występ wybrać. Ach! No i dziękuję za setlistę, to ogromnie miłe, że mogłam ją dostać, zachować w mojej małej kolekcji i przy okazji podzielić się nią tutaj.


Setlista:
Intro
Kosmodrom
Smog, Lastriko
Pysk
Kaktus
Póki Czas
Ciemno
Wek
Cyrk
Nie Dzielę Na Dwa
Haj
Autoreset
Jim
Lubię
Na Niby

Dodaj komentarz