RECENZJA #67: M.I.A. – AIM (2016)

Z dźwiękami zawsze lubiła eksperymentować. Choć trzymała się ścieżki muzycznej, którą ogólnikowo można by było wrzucić do szuflady z podpisem „alternatywne R&B”, błędem byłoby mówić, że nie czerpie z innych gatunków. Nie raz zwracała się w stronę elektroniki, dancehallu, czy nawet reggae. Same albumy zaś zostały ciepło przyjęte i chwalone przez krytyków. I nagle M.I.A., która kilkoma sukcesami mogła się pochwalić, z przebojem Paper Planes w dorobku, zapowiada ostatni album w swojej karierze – jednocześnie brzmiący najbardziej pozytywnie. Ciężko mi pojąć to, jak wielbiciele tej artystki odebrali tę wiadomość – bo jak ostatni krążek może być w jakikolwiek sposób pozytywny? Warto jednak sprawdzić co też Mathangi Arulpragasam (bo to ona ukrywa się pod pseudonimem) zdołała nawymyślać na swoim piątym wydawnictwie, zatytułowanym AIM.

Słuchając AIM odnoszę nieco wrażenie, że M.I.A. zachciała połączyć dźwięki orientalne z takimi, które brzmią uniwersalnie, nowocześnie i międzynarodowo. Pod tym względem wychodzi jej to całkiem nieźle i brzmi ona oryginalnie na tle wszelkich współczesnych popularnych raperek. Wita słuchaczy dość uniwersalnym Borders, które jednak łatwo pokazuje spadek jej głosowej kondycji. Trzeba jednak przyznać, że to jedno z najbardziej wyrazistych kompozycji tutaj.

Na swoim, rzekomo ostatnim, albumie M.I.A. nie zapomniała o gościach. Znajdziemy tu kolaborację Foreign Friends z dosadnym wokalem Dexta Daps, nadającemu temu – stosunkowo skromnemu – nagraniu wyrazu. Palce maczał także Blaqstarr interpretując po swojemu Bird Song, będące jednym z najbardziej oryginalnych utworów na krążku. To on odpowiada także za produkcję koślawego, choć ciekawego Jump In oraz Fly Pirate, w którym dzieje się dużo – nakładające się na siebie różnorodne bity czy wokale dają interesujący efekt. Producent połączył także swoje siły z samą wokalistką oraz Richardem X, tworząc orientalne Ali r u ok?. Zaskakuje jednak para utworów, do których dorzucił się sam Skrillex. Choć nigdy nie przypuszczałabym, że jego muzyka mi podejdzie, świetnie słucha się dotkniętego przez niego klubowego, ale nie banalnego Go Off, a i A.M.P. (All My Peoplezdaje się być jednym z najgłośniejszych nagrań na AIM. Największym jednak szokiem było zobaczenie wśród zaproszonych osób ZAYNa. To właśnie z byłym członkiem boysbandu One Direction artystka zdecydowała się nagrać utwór Freedun – i wyszło im to całkiem zgrabnie! Wokalista nienachalnie wtrącił trochę swojego wokalu do piosenki, nadając jej jednocześnie lekkości.

Jak radzi sobie sama M.I.A.? Wśród pozostałych kompozycji najchętniej sięgam po wyraziste Visa z ciekawymi wokalami i klawiszami, będącymi źródłem jego charakterystycznego wydźwięku. W porządku przedstawia się i Finally oparte na dość płynnym bicie. Najsłabiej zaś odbieram zamykające album, nijakie Survivor ze zmarnowanym potencjałem na porządną balladę, w której artystka próbuje zakryć wokalne niedoskonałości auto-tune’em.

Byłam ciekawa tego krążka, bo wśród wszystkich albumów M.I.A. to ten spotkał się z najbardziej zróżnicowanymi opiniami. Słuchacze albo nie mogli się powstrzymać od zachwytów, albo przyznawali temu wydawnictwu naprawdę niskie stopnie. A ja? Znajdę się gdzieś pomiędzy nimi. Choć naprawdę ciężko było mi wskazać konkretne kompozycje, które byłyby tutaj na znacząco niższym poziomie od innych, ma ta płyta parę minusów. Przede wszystkim, nie słyszę w artystce pasji, a więcej znużenia. Poza tym niektóre głosowe niedoskonałości tu przeszkadzają. Ale mimo to udało mi się AIM polubić. Muszę jednak zaznaczyć, że ta znajomość potrzebowała wielu prób, a czy będzie długotrwała – nie powiedziałabym.


Ocena: 2/5 stars2/5 stars2/5 stars2/5 stars
Najlepsze: Freedun, Go Off, Visa
Najgorsze: Survivor

1 Komentarz

  • Słucham tak tego „Freedun” i zaczynam się męczyć. Nie znajduje bardziej odpowiedniego określenia poza „ciężki” do odsłuchu. Mimo mojej sympatii do Zyan, nawet on nie uratował utworu. Na „Go Off” skupiam się trochę dłużej, choć to dla mnie mocny średniak.

Dodaj komentarz