RELACJA: Kortez – Rzeszów, Filharmonia Podkarpacka, 6.05.2018

Fenomen polskiej sceny muzycznej. Jeden z najgłośniejszych debiutów ostatnich lat. Posiadający już sporą grupę wiernych fanów, choć jego utwory radiu nie są przychylne. Artysta, którego koncerty wyprzedają się szybciej, niż mogłoby się wydawać. Kortez nie musi się już martwić o swoją pozycję na rynku muzycznym. Z impetem podbił serca słuchaczy już w 2015 roku wydając debiutancki Bumerang, a uwielbienie to tylko powiększył zeszłorocznym krążkiem Mój dom. Wielbicieli w Rzeszowie okazało się być jednak tak wielu, że muzyk zdecydował się zorganizować w Filharmonii Podkarpackiej dwa koncerty, dzień po dniu – 6 i 7 maja. Ja wybrałam się na ten pierwszy.

To było moje drugie spotkanie z Kortezem. Pierwsze odbyło się niemal pół roku temu, 13 listopada w tym samym miejscu. Wówczas miałam okazję usłyszeć muzyczne trio, które urzekło mnie skromnymi, ale niezwykle ciekawymi i precyzyjnymi aranżacjami utworów. Tym razem jednak wokalista wyszedł na scenę w akompaniamencie całego zespołu. Mogłoby się wydawać, że Kortez to Kortez, nieważne w jakim otoczeniu, byle by był. A jednak ta otoczka robi różnicę – i to znaczącą. Oprawa utworów, którą zajęło się więcej osób brzmi zupełnie odmiennie – o wiele też precyzyjniej odtworzone są tu dźwięki, które znajdziemy na albumach. Trzeba jednak przyznać – czy to trio, czy zespół, będziemy zadowoleni. A najpiękniejsze jest to, że sam wokalista wcale nie próbuje wychylać się ponad resztę. To nie Kortez i „jacyś muzycy”. To po prostu prawdziwy zespół, w którym każdy ma swoje zadanie i każdy jest równie ważny.

Nawiązując do samej setlisty, tym razem zostałam o wiele bardziej zaskoczona. Kiedy zjawiłam się tutaj po raz ostatni, artysta krążył w obrębie swoich krążków długogrających, włączając do tego co nieco z Minialbumu. Tym razem jednak, w międzyczasie zdołał on wydać jeszcze dwie epki. Z pierwszej, Dobry moment, usłyszeliśmy jedynie… nagranie tytułowe. Ale z kolejnej zaprezentował już więcej. Udało mi się usłyszeć ukochane Dobrze, że cię mam, choć ogromne wrażenie pozostawiły po sobie z tego wydawnictwa także Dlaczego z tobą jestem? i zagrane na bis Już nie pamiętam. Zachwyciła mnie aranżacja Uleciało, które choć studyjnie skromne, na koncercie nabrało mocy. Warto było też zwrócić uwagę na rozbudowane Z imbirem. Najbardziej jednak zaskoczyło Hej wy – utwór, którego jeszcze nie zdołaliśmy poznać w wersji studyjnej, ale po cichu liczę, że niedługo zostanie nam to wynagrodzone, bo z pewnością brzmiałby prześwietnie. Urzekł mnie jego niebanalny tekst, poruszający temat inny niż miłości. Mimo wszystko w najwyższym stopniu wzruszyło mnie solowe wykonanie Joe, podczas którego ciężko było trzymać emocje na wodzy.

Właśnie za te emocje najbardziej lubię koncerty Korteza. Ale nie tylko. Lubię w nich szczerość, skromność, naturalność i brak niepotrzebnego show. To wydarzenie dla osób, które mają po prostu ochotę usiąść i posłuchać dobrej muzyki – a potem ewentualnie podejść, porozmawiać i się pośmiać. Bo wbrew pozorom, temu artyście uśmiechu wcale nie brakuje.


Setlista:
Pierwsza
Hej wy
Zostań
Dobry moment
We dwoje
Dobrze, że Cię mam
Ludzie z lodu
Wracaj do domu
Z imbirem
Dlaczego z tobą jestem?
Nic tu po mnie
Dziwny sen
Od dawna już wiem
Uleciało
_
Bis:
Pocztówka z kosmosu
Bumerang
Wiem, że mnie podglądasz
Już nie pamiętam
Joe

2 Komentarze

  • Kurczę, u mnie w mieście dwa koncerty Korteza są wyprzedane, miałem okazję iść jeszcze w innym mieście, ale cena mnie odstraszyła… Za te pieniądze mam 3 inne koncerty, a Korteza nie słucham w sumie za bardzo. Ale doceniam. Byłem na fragmencie jego występu na tegorocznym Spring Breaku i było miło. Może kiedyś się przejdę na większy koncert, zwłaszcza, że Twoja relacja mnie zachęciła. I chociaż spędziłem tylko 20 minut w towarzystwie jego muzyki, to mam takie same spostrzeżenia – nie ma show, jest tylko przekaz i emocje.

    http://tojestlista.blogspot.com/

  • Zazdroszczę! Ja chciałam wybrać się na któryś z koncertów w Warszawie, ale nim się obejrzałam, bilety były wyprzedane. Ale mam przed sobą co najmniej dwie okazje usłyszenia Korteza na żywo i teraz – zwłaszcza po Twojej relacji – nie odpuszczę 😉
    Zapraszam na nowy wpis.
    Pozdrawiam. 🙂

Dodaj komentarz