RECENZJA #73: Halsey – BADLANDS (2015)

Halsey łatwo nie miała. Jeśli wierzyć jej opowieściom, zdołała już w swoim 23-letnim życiu niejedno przejść. Problemy finansowe i choroba dwubiegunowa to tylko wierzchołek tego, co można o tej artystce wspomnieć. Ashley Nicolette Frangipane znalazła jednak swoją odskocznię – a została nią, jak można się spodziewać, muzyka. Młoda wokalistka postanowiła odnaleźć własną formę terapii poprzez chociażby pisanie piosenek. I właściwie przy odrobinie szczęścia i talentu udało jej się. To był strzał w dziesiątkę, a ją samą pokochało tysiące słuchaczy. Nie obyło się bez kontraktu płytowego – w 2015 roku Halsey zaprezentowała debiutanckie BADLANDS.

Wszystko przez Ghost – to ta kompozycja podbiła serca mnóstwa ludzi, kiedy tylko wokalistka zamieściła ją w serwisie SoundCloud. Jakie pozostawia po sobie odczucia? Takie jak, w mojej opinii cała twórczość Halsey. Jest okej, ale ciężko tutaj o zachwyt.

Sick of all those people talking, sick of all this noise, tired of all this cameras flashing, sick of being poised.

– takimi słowami wita nas na swoim debiucie piosenkarka, wyśpiewując wszystkie swoje zażalenia w mistycznym Castle. Ciężko przejść także obojętnie obok surowego Hold Me Down, wykorzystującego sample z Easy grupy Son Lux. W głowach słuchaczy z pewnością zostatnie i idealne do wspólnego odśpiewania podczas koncertu New Americana. 

BADLANDS, choć ciężko nazwać krążkiem słabym, czy bezmyślnym – jest przeciętnym. A właściwie jest wydawnictwem, które może i potencjał ma, ale w pełni go nie wykorzytuje. Na próżno tutaj szukać wielu typowo radiowych melodii (choć Colors właśnie takie myśli przywołuje). Melodie zawarte tu, choć na pierwszy „rzut ucha” robią wrażenie, tak naprawdę są dość jednostajne – dlatego ten album jest tak spójny. Czasami jednak aż na niekorzyść. Znajdzie się tu kilka muzycznych zapychaczy – do takich zaliczam chociażby Coming Down, czy proste, ale sprawiające wrażenie szczerego Roman Holiday. O wiele chętniej jednak sięgam po łagodne Drive, w którym słychać wydźwięk gitary akustycznej. To nagranie charakteryzujące się subtelnym i rozsądnym użyciem elektroniki. Wśród kompozycji, na które warto zwrócić uwagę znajduje się również owiane tajemnicą Young God, w którym uwagę przykuwa wers

I know you wanna go to heaven but you’re human tonight.

Teksty piosenek Halsey to najmocniejsza strona jej twórczości – niebanalne i intrygujące sprawiają, że faktycznie jest to właśnie ten punkt, który może oczarować odbiorcę. Warstwa liryczna utworów tej młodej piosenkarki ma niezmiernie ważną rolę w chociażby nieco psychodelicznym Control, choć wrażenie robi także pod tym względem emocjonalne Haunting: 

So won’t you take a breath and dive in deep ‚cause I came here so you’d come for me.

Debiutancki album Halsey to zdecydowanie pozycja, która choć warta uwagi, pozostawia ogromny niedosyt. Dlaczego? Dlatego, że potencjał tej dziewczyny jest ogromny – nie zdaje się być ona jedną z tych gwiazd, których głównym celem jest przede wszystkim skupienie na sobie uwagi. Pisząc w tym kontekście przypominają mi się nieco odczucia dotyczące krążka Alessi Cary. Halsey brzmi niezwykle szczerze, nie brak w jej kompozycjach emocji, a i lirycznie może się pochwalić większym talentem niż jej koleżanki po fachu. Rzecz w muzyce – tutaj można mieć wątpliwości co do tego, gdzie właściwie zmierza ta artystka. W tym aspekcie jest jeszcze zbyt monotonnie, zbyt mało oryginalnie i pomysłowo. Trzeba jednak przyznać, że wszystko zmierza w dobrym kierunku – dlatego czwórka na zachętę.


Ocena: 2/5 stars2/5 stars2/5 stars2/5 stars
Najlepsze: Drive, Young God, Hold Me Down
Najgorsze: Coming Down

1 Komentarz

  • Zgadzam się bardzo. Ogólnie to bardzo mi się podoba ten album dlatego że Halsey zrobiła swoją historię w Badlands. I czuć klimat albumu. DOSŁOWNIE. Bardzo szanuję jak ktoś tak jakby robi z albumu taką właśnie trylogie np. Cry Baby – Melanie Martinez, The Neighbourhood – Troya Sivana, Revival – Seleny Gomez, Born to die Lany

Dodaj komentarz