RECENZJA #74: LP – Lost On You (2016)

Niegłupi singiel. Czarna, minimalistyczna okładka z przykuwającą wzrok gitarą. Wokalistka, która typowej gwiazdy pop wcale z siebie nie robi. Możnaby się pokusić o przypuszczenia, że LP na swoim krążku zaserwuje nam jakieś mocniejsze brzmienie. Tymczasem Laura Pergolizzi – bo to ona skrywa się pod inicjałami – zdaje się na swoim, czwartym już krążku, jedynie inspirować muzyką niekomercyjną, raz będąc bardziej, raz mniej odważną. Jak wiadomo, kto niebezmyślne single wydaje, ten fenomenem na rynku się staje – tylko nie zawsze słusznie. A czy LP zasługuje na miano kogoś, kto poruszyłby scenę muzyczną tak bardzo, by zachwycać się nią bez opamiętania?

Może i całego świata na kolana nie powaliła, ale takie kraje jak Francja, Włochy, czy właśnie Polska – zdecydowanie ciepło przyjęły tytułowy, gitarowy singiel. Właściwie każdy, kto choćby raz na jakiś czas włączy radio, dobrze zna tę kompozycję. Wśród całego plastiku serwowanego nam nieustannie przez komercyjne rozgłośnie, LP brzmi niezwykle naturalnie – może nie są to utwory godne nie wiadomo jak wielkiego zachwytu, ale dobre. Całkiem nieźle wypada też drugi utwór promujący Lost On You – Other People, w którym wokalistka bawi się swoim głosem, niekiedy pogwizdując. Emocjonalnie wygrywa w tej kategorii jednak Strange, gdzie piosenkarka dosadnie odśpiewuje refren:

We are all strange and it ain’t never ever never gonna change.

A jak się ma cały album? W LP drzemie potencjał, który chyba niekiedy boi się nazbyt okazywać. Z pewnością dobrze się ten krążek otwiera – Muddy Waters jest porządną, mroczną propozycją, która wpisuje się do grona tych najlepszych z wydawnictwa. Które punkty zaliczyć można jeszcze do plusów na Lost On You? Zdecydowanie postawiłabym na inspirowane folkiem, całkiem pozytywne Death Valley, czy udaną, choć mało oryginalną na tle innych kompozycji balladę Into The Wild. Zdecydowaniej chętniej niż po nią sięgam jednak po zamykające płytę You Want It All.

Co z pozostałymi nagraniami? Choć doceniam chęć LP do zagłębiania się w innych gatunkach, trochę ciężko przekonać mi się do, zdającego się czerpać z R&B, No Witness – muszę jednak przyznać, że coraz częściej patrzę na nią bardziej przychylnym okiem. Nie jestem jednak zwolenniczką dość nijakiego Tightrope. Kompletnie za to nie potrafię zrozumieć obecności lekkiego, energicznego Up Against Me – które po prostu tutaj nie pasuje.

LP to wokalistka, która broni się swoją największą mocą – głosem. To nim niezwykle ciekawie operuje i to on nadaje jej kompozycjom wyrazu – nawet z prostej warstwy instrumentalnej potrafi uczynić utwór ciekawy, właśnie dzięki swojemu śpiewowi. A co w nim takiego? Brzmi naturalnie, szczerze i nie sprawia wrażenia nie wiadomo jak ulepszonego z pomocą komputerów. Ta naturalność to też mocna strona artystki – jeśli taka zostanie, a samą muzykę trochę doszlifuje, może stać się jedną z ciekawszych postaci na współczesnym muzycznym rynku – ale do tego jeszcze długa droga. A do mojego osobistego zachwytu także mimo wszystko daleko.


Ocena: 2/5 stars2/5 stars2/5 stars2/5 stars
Najlepsze:
 Muddy Waters, Death Valley, You Want It All
Najgorsze: Tightrope, Up Against Me

1 Komentarz

  • Faktycznie największym atutem tej wokalistki jest jej głos i wiążąca się z tym naturalność.
    Jest szczera i prawdziwa. Jakkolwiek to cynicznie nie brzmi, to tak właśnie jest. Mnie osobiście hipnotyzuje wokalem, choć albumu całego nie słuchałem. Chyba muszę to nadrobić.

    Pozdrawiam!
    https://songarticles.wordpress.com/

Dodaj komentarz