RECENZJA #75: Neutral Milk Hotel – In The Aeroplane Over The Sea (1998)

Mają 2 albumy na koncie, tyle samo wielbicieli, co przeciwników i w tym roku obchodzili 20 rocznicę wydania tego najbardziej ikonicznego krążka. Tak, 20 lat – to już tyle czasu mija odkąd nie usłyszeliśmy od Neutral Milk Hotel, kapeli słynącej z charakterystycznego lo-fi brzmienia, żadnej nowej muzyki. Ale czy In The Aeroplane Over The Sea to krążek na tyle dobry, byśmy mogli żałować, że grupa odeszła w zapomnienie, czy jednak przeciętny i wywołujący odczucia, że ci muzycy po prostu ustąpili miejsca innym? No i przede wszystkim – co takiego intrygującego jest w tym zespole, że wywołuje on tak skrajnie różne zdania wśród tylu słuchaczy?

Na In The Aeroplane Over The Sea grupa niejako kontynuuje to, co zaczęli na debiucie, On Avery Island z 1996 roku, jednocześnie czyniąc krok naprzód, stawiając na kilka utworów mniej i kompozycje sprawiające wrażenie bardziej świadomych, niż te sprzed 2 lat wcześniej. Słuchaczy witają skromną, nienarzucającą się balladą, The King Of Carrot Flowers Pt. One, która płynnie przechodzi w The King Of  Carrot Flowers Parts Two And Three – krótką, lecz rozbudowaną propozycję, rozpoczynającą się od łagodnych dźwięków, które z czasem przeistaczają się w gitarowe, niskojakościowe nagranie. Takie zmiany są tutaj naturalne – to mieszanka spokojnych i głośnych momentów.

Z tej pierwszej grupy największe wrażenie robi na mnie nieustannie ballada tytułowa, będąca w moim odczuciu najbardziej poruszającym nagraniem w krótkiej karierze Neutral Milk Hotel – niezwykle naturalna, podsycona znakomicie instrumentami dętymi, z przykuwającym uwagę tekstem:

And one day we will die and our ashes will fly from the aeroplane over the sea but for now we are young, let us lay in the sun and count every beautiful thing we can see.

Warto też wspomnieć, że od tego albumu czuć nieco ducha czasów wojennych, psychodelię i właściwie nastrój, który jest nie do opisania i nie do porównania z jakimkolwiek innym zespołem. Sam zresztą frontman grupy, Jeff Mangum potwierdził swoją inspirację osobą Anne Frank w wielu tekstach obecnych na wydawnictwie („Anna’s ghost” pojawia się zresztą i w samym In The Aeroplane Over The Sea), przyznając jednocześnie, że utwór Holland, 1945 prawi właśnie o tej dziewczynce. To nieco agresywne, gitarowe nagranie właściwie zdradza tę informację już poprzez sam swój tytuł, choć warto zatrzymać się chwilę nad samą jego wartwą liryczną z pozostającym w głowie refrenem:

But now we must pick up every piece of the live we used to love, just to keep ourselves at least enough to carry on.

Co poza tym przykuwa tu uwagę? Tak naprawdę powiedziałabym, że nie warto omijać żadnego utworu z krążka. Z pewnością ciężko obojętnie przejść obok zapadającego w pamięć, nieco sfałszowanego w refrenie Two Headed Boy, którego łagodna końcówka naturalnie przeistacza się w kolejne nagranie, jakim jest krótkie, żołnierskie The Fool oparte na perkusji i dęciakach. Te odgrywają zresztą w twórczości grupy ogromną rolę, pojawiając się ponownie w cichym Communist Daughter, a nawet na końcu jeszcze jednej ballady – Oh Comely. Z sympatią spoglądam również na chaotyczne, ale urokliwe, instrumentalne [untitled], czy pozytywnie brzmiące Ghost, ponownie zdradzające inspirację Anne Frank:

And she was born in a bottle rocket, 1929.

Oficjalnie grupa żegna się ze słuchaczami ostatnim, akustycznym utworem, Two Headed Boy Part Two, będącym bardziej wzruszającym niż jego pierwsza część.

Z Neutral Milk Hotel zetknęłam się pierwszy raz już dobre parę lat temu, kiedy jeszcze nie siedziałam w muzyce tak intensywnie, jak dnia dzisiejszego. Dlatego ich utwory brzmiały dla mnie niezwykle archaicznie, ale również wyjątkowo, szybko mnie od siebie uzależniając. Mogłabym właściwie powiedzieć, że byli oni pierwszą offową formacją, z jaką się zetknęłam. I muszę przyznać, że mimo tego jak bardzo mój gust ewoluował na przestrzeni czasu, sympatia do tej płyty wciąż została – tylko dziś jest ona bardziej świadoma i uzasadniona. A i z chęcią usłyszałabym od tej grupy coś nowego – mimo, że wątpliwości, czy byłoby to tak niezwykłe jak w latach 90. wciąż mi towarzyszą. Może In The Aeroplane Over The Sea to nie krążek perfekcyjny, ale to właśnie w tej niedbałości tkwi cały jego urok.


Ocena: 2/5 stars2/5 stars2/5 stars2/5 stars2/5 stars
Najlepsze: In The Aeroplane Over The Sea, Holland 1945, Ghost
Najgorsze:

Dodaj komentarz