RECENZJA #77: Selena Gomez & The Scene – When The Sun Goes Down (2011)

Trzeci i ostatni – When The Sun Goes Down to zamknięcie kariery zespołu Selena Gomez & The Scene. A trwała ona właściwie 4 lata, choć faktyczną dyskografię tej grupy otwiera debiutancki, pop-rockowy, wydany w 2009 Kiss & Tell. Rok później formacja postanowiła zakolegować się jeszcze bardziej z elektroniką, czego efektem było nieudane A Year Without Rain. Zdawać by się mogło, że może wreszcie, na tej trzeciej płycie odnajdą drogę, której chcieliby się trzymać. Nic bardziej mylnego – Selena i spółka zdają się przytakiwać na wszystko co się im podsunie, pozostawiając po sobie odczucia… No właśnie, jakie? A przecież single zapowiadające ten krążek wcale takie złe nie były.

Selena Gomez & The Scene z każdego wydawnictwa zdołali wylansować jakiś przebój – czy to niezwykle smaczne Naturally z debiutu, czy nagranie tytułowe lub Round & Round z A Year Without Rain. I na When The Sun Goes Down takich hitów nie zabrakło. Pierwszy z nich to otwierające krążek Love You Like A Love Song, które na tle pozostałych piosenek zostaje przeze mnie docenione. Choć można się spierać, że refren jest kiczowaty, elektroniczne, przyjemne zwrotki to wynagradzają, a całość przywołuje nieco na myśl lata 90. Zupełnie zaś inne jest łagodne, wypadające niezwykle naturalnie Who Says, wśród pozostałych kompozycji sprawiające wrażenie jedynie dotkniętego elektroniką. Do takich nieimprezowych piosenek z pewnością zaliczyć można prosty, popowy duet z Pixie Lott – We Own The Night. Największy balans wśród trzech singli promujących ten album zachowuje Hit The Lights, łączący udane zwrotki z klubowym, ale kiczowatym refrenem.

Niestety to, co Selena Gomez & The Scene serwują nam przede wszystkim na swojej trzeciej płycie to porcja nijakich, plastikowych piosenek, które ciężko nawet nazwać posiadającymi potencjał na podbijanie list przebojów. To po prostu zapychacze, o których szybko się zapomina. O ile nagranie tytułowe przedstawia się jeszcze przyzwoicie, tak resztę ciężko przetrawić. Mamy tu więc chaotyczny banger Whiplash, zgrabnie rozpoczęte, ale mało oryginalne My Dilemma, atakujące elektronicznymi dźwiękami That’s More Like It, podobne do niego Middle Of Nowhere, czy klubowe Outlaw z niewykorzystanym potencjałem. Najciężej jednak mi znieść mi utrzymane w klimacie electro-disco Bang Bang Bang. Końcowo za to, jakby na przeproszenie otrzymujemy Dices – hiszpańskojęzyczną wersję Who Says. Czy udaną? Zwolenniczką tego języka w muzyce nie jestem, zdecydowanie więc stawiam na oryginał, choć pomijając osobiste względy, brzmi ona po prostu nienaturalnie.

Selena Gomez & The Scene odkąd świadomie zaczęłam odbierać muzykę, byli przeze mnie postrzegani jako produkt. Zespół utworzony na siłę, by wcisnąć piosenkarkę na rynek muzyczny – fakt, że zadanie swoje spełnił, a ona sama całkiem nieźle prowadzi solową karierę. Na ich poprzednich krążkach byłam przynajmniej z ręką na sercu wskazać utwory wybijające się ponad resztę, odznaczające się – czymkolwiek. Na When The Sun Goes Down brak piosenki, która byłaby całkowicie dobra, choć z drugiej strony to właśnie tego albumu słucha się przyjemniej od poprzednika. Z wysiłkiem, ale mimo wszystko lepiej. Przyznam jednak szczerze – wcale nie płaczę nad zawieszeniem działalności tej grupy.


Ocena: 2/5 stars2/5 stars
Najlepsze:  
Love You Like A Love Song, Who Says, When The Sun Goes Down
Najgorsze:
Bang Bang Bang, My Dilemma, That’s More I Like It

1 Komentarz

Dodaj komentarz