RECENZJA #81: Shawn Mendes – Illuminate (2016)

Co jakiś czas w świecie muzyki pojawiają się istne materiały na bożyszcza nastolatek. Czy to takie grupy jak One DirectionThe Vamps albo 5 Seconds Of Summer, czy chociażby piosenkarki pokroju chociażby Demi LovatoMiley Cyrus albo Seleny Gomez. Do tego zacnego grona idoli młodych dołączył też całkiem niedawno Shawn Mendes, który zadebiutował 3 lata temu albumem Handwritten, gdzie niekiedy aż zbyt wyraźnie słychać inspiracje muzyką, także ostatnio uwielbianego Eda Sheerana. W tym roku zaś, niespodziewanie szybko podzielił się ze słuchaczami imiennym, całkiem przyjemnym dla ucha krążkiem. W 2016 pojawił się natomiast ten, któremu poświęciłam chwilę uwagi – a czy było warto, to już inna sprawa. Oto Illuminate.

Kto choć trochę wie, co dzieje się na listach przebojów, zna też z pewnością hity, które Shawnowi udało się wynieść ze swojego drugiego wydawnictwa. Nietrudno było przewidzieć, że z pewnością takie kompozycje zostaną ciepło przyjęte przez największe rozgłośnie. Spośród trzech, promujących płytę piosenek, najlepiej wypada zadziorne, gitarowe There’s Nothing Holding Me Back. Przeciętne Treat You Better ratuje mocny, wyrazisty refren. Po zapoznaniu się zaś z Mercy, może za to dotknąć nas wrażenie, iż podobny numer już słyszeliśmy. I, niestety takie odczucie będzie towarzyszyło nam na Illuminate nie raz.

Shawn Mendes próbuje zauroczyć odbiorców przedstawiając się od tej akustycznej strony, zerkającej raz bardziej, raz mniej śmiało na bluesa. Za efekt takich muzycznych inspiracji można uznać chociażby całkiem udane, choć mało oryginalne Ruin, czy podobne do niego, łagodne Don’t Be A Fool. Dużo tu zresztą prostych, gitarowych brzmień, co sprawia, że aż ciężko jest w jego wypadku unikać porównań do Sheerana. Kompozycje tego artysty przychodzą na myśl podczas słuchania chociażby cichego i skromnego, ale nawet ładnego Three Empty Words, czy charakteryzującego się swego rodzaju urokiem, ale i banałem Lights On. Ciężko uciec od skojarzeń z rudzielcem również przy Honest. Patience za to wypadałoby całkiem nieźle, gdyby nie prościutki, przywołujący na myśl muzykę boysbandów refren. Niewypałem jest natomiast komercyjne No Promises – ten kawałek brzmi tak radiowo, że parę upewniałam się, czy nie był singlem promującym to wydawnictwo.

Bywają tu jednak momenty, w których muzyk odkłada na chwilę gitarę, by w zamian tego wykorzystać pianino. Takie ballady wypadają na tle tych gitatowych o wiele bardziej elegancko. Z klasą wykonane jest chociażby Like This, które wiele zawdzięcza chórowi. Jeszcze chętnie sięgam po dosadne Bad Reputation. Zaś zamykające płytę Understand zdaje się, że zostało stworzone do wspólnego odśpiewywania podczas koncertów – utwór ten brzmi całkiem naturalnie, co jest jego największą zaletą, czyniącą go jednym z przyjemniejszych na Illuminate. Ponadto zaskakuje w nim melorecytacja, zastosowana pod koniec.

Słuchając Shawna Mendesa więcej można wymieniać, czego mu brakuje: brakuje mu charyzmy. Wyjątkowości. Choć jednego momentu, który zaskoczy, w którym powiem: „Wow, mimo wszystko, tego się nie spodziewałam”. Gdyby ukazała się tutaj choćby jedna kompozycja, która zasługiwałaby całkowicie na pewne stwierdzenie: „Tak, kupuję to”, na tego piosenkarza dałoby się patrzeć inaczej. Tymczasem jego utwory są… Okej. Okej dla stacji radiowych, okej dla przeciętnego słuchacza, okej dla nastolatki, która będzie zachwycać się jego bardziej wrażliwą stroną. I choć talentu, jakiekolwiek, mu nie odmawiam, po cichu (albo i nie) przyznaję, że cieszy mnie, iż na jego ostatnim albumie znalazło się miejsce dla kompozycji bardziej wyrazistych. Bo, chociaż Illuminate raz przejdzie przyjemnie, na dłuższą metę to nic, co sprawiłoby, że Shawn Mendes zasługuje na taką pozycję na rynku.


Ocena: 2/5 stars2/5 stars2/5 stars
Najlepsze: There’s Nothing Holdin’ Me Back, Bad Reputation, Understand
Najgorsze: Lights On, No Promises, Patience

3 Komentarze

  • Znalazłbym w jego karierze kilka udanych kawałków, ale jakoś całościowo nigdy Shawn nie zdążył mnie przekonać do siebie. Mam dokładnie tak jak z Bieberem. Ostatnią płytą obydwoje sięgają nieco ambitniej i dojrzalej, ale to wciąż takie teenage’owskie pogrywanie. Za dużo ciekawszych rzeczy dzieje się wokół, choć nie ukrywam – spoglądam na niego z nieco większym (MAŁYM) zainteresowaniem.

    Pozdrawiam
    https://songarticles.wordpress.com/

  • Ja od niego lubię pojedyncze kawałki. Całości albumów nie kupuję. Z tego moimi faworytami zdecydowanie jest There’s Nothing Holding Me Back i Mercy.

Dodaj komentarz