RECENZJA #82: Carly Rae Jepsen – E•MO•TION (2015)

Pół świato ją pokochało, pół znienawidziło – a wszystko za sprawą wydanego wydanego w 2012 roku przeboju Call Me Maybe. Sprawę tylko pogłębił teen-popowy, plastikowy album Kiss, na którym ten utwór się znalazł. Wypuszczenie takiego właśnie wydawnictwa w świat było dość ryzykownym posunięciem – Carly Rae Jepsen zaczęła być kojarzona właśnie z taką muzyką: radiową, niedojrzałą i czysto komercyjną. W dodatku niemal nikt nie pamięta już o jej pierwszym krążku, Tug Of War, na którym śmiało sięgała po gitarę, zakłębiając się w akustyczne, a nawet niekiedy folkowe brzmienia. Próbując ratować wizerunek i pozycję (Kiss nie został zbyt ciepło przyjęty przez krytyków), Carly wydała więc 3 lata później E•MO•TION. Może i takiego rozgłosu nie było, ale odbiór wypadł znacznie lepiej.

Na swoim trzecim (a i jak dotychczas ostatnim) albumie, piosenkarka wbrew pozorom wcale nie postanawia na siłę wracać do korzeni. Tkwi w muzyce popowej, ukazując jednak poziom niewiarygodnie wyższy od tego, co zaserwowała nam wcześniej. Choć E•MO•TION otwiera niepozorne, mało oryginalne i dość nudne Run Away With Me, w rzeczywistości znajdzie się tu parę porządnych kompozycji. Single są zaś – jak to często bywa – jego mało ciekawą stroną. Dostajemy tu z tej grupy także dobrze wyprodukowane, ale proste Your Type. Najchętniej spośród nich sięgam po I Really Like You z wpadającym w ucho refrenem i wyrazistymi zwrotkami.

Skupiając się jednak na tym, co jest po prostu dobre – Carly bardzo odważnie sięga tutaj po inspiracje poprzednich dekad. Efektem tego jest jedna z najciekawszych kompozycji w karierze tej wokalistki. Ballada All That równie dobrze mogłaby się pojawić na przełomie lat 80. i 90. Oparta na charakterystycznym brzmieniu syntezatorów robi szokujące wrażenie. Mamy tutaj także funkowe, taneczne, ironiczne Boy Problems. W grupę najlepszych propozycji z wydawnictwa wpisuje się odznaczające się głośnym, energnicznym refrenem Making The Most Of The Night. 

Poza tym na E•MO•TION znajdziemy piosenki przyzwoite, choć też w dużej mierze zostawiające po sobie niedosyt. Tak jest w przypadku choćby nienachalnego nagrania tytułowego, czy trochę przesłodzonego Gimmie Love, w którym jednak widać potencjał. Dość bezpomysłowe natomiast wydaje się LA Hallucinations, sprawiające wrażenie zapychacza. Nieco lepiej przedstawia się rozmarzone Let’s Get Lost. Za najsłabsze nagranie uznaję natomiast zamykające wydawnictwo When I Needed You, w którym przeszkadza mi wokal Carly – przywołujący na myśl niekorzystny czas w jej twórczości. Za to wrażenie robi łagodne, czerpiące nieco z R&B, a nawet ambientu Warm Blood – uznaję je za najmniej popowe i komercyjne nagranie, jakie znalazło się na trzeciej płycie młodej artystki.

Może i na E•MO•TION w istocie niewiele da się wyczuć faktycznie przeszywających na wskroś emocji, lecz nie zmienia to faktu że to bardzo przyzwoita płyta – tym razem mówię to w pozytywnym kontekście. Podoba mi się to, że piosenkarka śmiało łączy współczesne brzmienia z tymi charakterystycznymi dla minionych dekad. A przede wszystkim – robi swoje. Mimo, że przeważają tutaj popowe brzmienia, nie bije od nich tak wściekle komercja, jak od poprzednich piosenek Carly Rae Jepsen. Nie wróżyłabym tej płycie wielkiego uznania po latach, nie zostanie też uznana za wpływową, ale jak się okazuje, po 3 latach od wydawnia, wciąż brzmi całkiem przyjemnie.


Ocena: 2/5 stars2/5 stars2/5 stars2/5 stars
Najlepsze: All That, Boy Problems, Warm Blood
Najgorsze: Run Away With Me, Your Type, When I Needed You 

Dodaj komentarz