RECENZJA #83: Twenty One Pilots – Twenty One Pilots (2009)

Już dawno usadowili się na liście współczesnych idoli nastolatków. Choć, szczerze mówiąc, do dziś dziwi mnie ta popularność. Oczywiście nie ubniżając – traktuję ten duet z sympatią, więc i cieszy mnie, że wśród młodych osób to właśnie oni zyskują coraz większe uznanie. Muzycy, o których głośno zrobiło się po wydaniu Heathens w ramach soundtracku Suicide Squad oraz singla Stressed Out z przebojowego krążka Blurryface są jednak na rynku muzycznym już od dawna – w przyszłym roku będą mogli obchodzić dziesięciolecie swojej działalności. Ich droga na początku nie była usłana różami – za to już od samego założenia byli po prostu wyjątkowi. Debiutancki album, zatytułowany po prostu Twenty One Pilots wydali samodzielnie, radząc sobie bez żadnej wytwórni i nagrywając w piwnicy. Co z tego wyszło?

Przyznam bez bicia, że debiut od „pilotów” skradł moje serce. To, co potrafią robić Twenty One Pilots wybitnie to idealna synchronizacja emocji z muzyką oraz wokalem (wykonawcy często ograniczają się do tego drugiego, podczas gdy tutaj wszystko współgra perfekcyjnie). W dodatku zawierają na swoim krążku wiele inspiracji z różnych gatunków, każdy interpretując po swojemu.

Pięknym rozpoczęciem tego albumu jest Implicit Demand For Proof, otwierające krążek dźwiękami pianina, zapowiadającymi monotonną, klasyczną balladę. Schemat łamie jednak atakująca znienacka elektronika, która podscyca utwór przez całą długość jego trwania, nadając mu nieraz więcej mocy. To pianino pojawia się na debiucie muzyków dość często. Jego dźwiękami rozpoczyna się również hip-hopowe Fall Away. Z podobną konstrukcją spotkamy się również w emocjonalnym Addict With A Pen. 

Ale do rzeczy, bo emocji tutaj wiele. Najbardziej odczuwam je w przeraźliwie smutnym, oszczędnym na początku w dźwiękach ukulele March To The Sea, będącym w moich uszach najbardziej wzruszającym nagraniem od Twenty One Pilots. Uwagę przykuwa również The Pantaloon, w którym pod przykrywką wesołej, dziecięcej wręcz warstwy instrumentalnej, kryje się gorzki tekst. Warto zatrzymać się obok motywującego Johnny Boy, gdzie istotą jest połączenie elektroniki z wyrazistą perkusją. Zupełnym zaś przeciwieństwem powyższych utworów jest najskromniejsze nagranie z płyty – Oh Ms Believer, kojarzące się niezmiennie z zimowym klimatem. Wyjątkowo przedstawia się tu również A Car, A Torch, A Death stosujące ciekawą obróbkę wokalu Tylera Josepha. Jeszcze lepiej słucha się Taxi Cab, a szczególnie partii rapu na tle pianina. Klasę zaś pokazują za sprawą eleganckiej , cichej ballady Before You Start Your Day. Klimat grozy pojawia się w surowym Trapdoor. Najbardziej za to elektronicznym nagraniem z Twenty One Pilots jest hiponotyzujące Friend, Please. 

Zapoznając się ze startem tych artystów na rynku muzycznym, ciężko przejść obojętnie obok tekstów, które są podstawą twórczości Twenty One Pilots. To niejednoznaczne zlepki słów, pozwalające odbiorcy na głowienie się i całe mnóstwo interpretacji, które nie raz zmierzają w stronę tematów problemów psychicznych. Za perełkę tego albumu pod względem lirycznym uznaję wspomniane już wcześniej March To The Sea:

Take me up, seal the door. I don’t want to march here anymore. I realize that this line is dead so I’ll follow You instead. So then You put me back in my place so I might start another day and once again I will be in a march to the sea.

Twenty One Pilots to wyjątkowe osobowości na współczesnej komercyjnej scenie muzycznej, nie tylko ze względu na wzrastającą wciąż popularność, ale i tematyki, której podejmują się za pośrednictwem swojej twórczości. To artyści, którzy na tle innych tej kategorii wypadają niezwykle autentycznie. Artyści, którzy wypracowali swój niepowtarzalny styl już na początku swojej drogi. Choć od wydania Twenty One Pilots minie wkrótce 9 lat, to płyta bardzo aktualna. Śmiem twierdzić, że jest debiutem idealnym i zupełnie niedocenionym. Zwrócćie na nią uwagę. To multum emocji przekazanych w niebanalny sposób.


Ocena: 2/5 stars2/5 stars2/5 stars2/5 stars2/5 stars2/5 stars
Najlepsze: March To The Sea, The Pantaloon, Oh Ms Believer
Najgorsze:

4 Komentarze

Dodaj komentarz