RECENZJA #86: Ängie – Suicidal Since 1995 (EP, 2018)

Wydawać by się mogło, że Ängie udało się zaskakująco łatwo. Wytwórni płytowej spodobała się najwyraźniej szybko, przekonując do siebie wydawców poprzez filmiki umieszczane na Snapchacie, w których ukazywała swoje raperskie umiejętności. Jej przeszłość nie wygląda jednak tak kolorowo. Odrzucana przez otoczenie z powodu orientacji popadła w psychiczny dół, a ukojenie próbowała znaleźć w narkotykach. Przyznaje jednak, że uzależnienie minęło, a sama najwyraźniej przestawiła się na zdrowszą metodę radzenia sobie z emocjami – muzykę, oczywiście. Zatytułowany intrygująco minialbum, Suicidal Since 1995 to jej debiut na muzycznym rynku. Udany?

Okay, let’s go – wita nas piosenkarka w otwierającej wydawnictwo, trip-hopowej kompozycji. W Dope Ängie próbuje przekonać nas, że jej twórczość będzie uzależniająca i rzeczywiście, wypada całkiem nieźle. Surowy podkład będący tłem dla łagodnego i nienarzucającego się głosu artystki przedstawia się nadzwyczaj przyjemnie. Dobrze jest słyszeć naturalność w jej wokalu. Sprawia ona nieustannie wrażenie jakby wydobywanie z siebie kolejnych dźwięków przychodziło jej z łatwością i przyjemnością, a samym śpiewem często chętnie się bawi. Słychać to dobrze w ignoranckim We Run.

Suicidal Since 1995 to także krążek spójny i zdecydowany. Niekiedy aż za bardzo, co sprawia wrażenie, iż w głowie Ängie ma nieco za mało pomysłów. Przymykam jednak trochę na to oko i daję jej pozwolenie na takie błędy, zważając na to, że to dopiero początek jej drogi w muzycznym świecie. Tymczasem wolę zwracać uwagę na pozytywy, słuchając miłego i klimatycznego Boss, czy relaksującego 2013, w którym jednak wokalistka zdaje się wspominać swoją przeszłość:

I skipped school, I’m too cool, stay drunk with the locos.

Nieźle słucha się i zamykającego epkę, melancholijnego Venus In Furs, czy fajnie rozpoczynającego się Coke Ain’t Brain. Za to zapoznając się z Here For My Habits mam wrażenie, że artystka przesadziła niekiedy z „efektami specjalnymi”.

Choć debiutanckie dzieło Ängie odbieram całkiem przychylnie i zauważam w niej niezmiernie duży potencjał, obawiam się. Mimo, że cała otoczka, którą wokół siebie tworzy, a nawet same teksty utworów sprawiają, że warto się przy jej twórczości na chwilę zatrzymać. Co więcej, dysponuje niezwykle przyjemnym głosem, którym umiejętnie i zgrabnie operuje. Sprawia wrażenie autentycznej. A więc o co się obawiać? O to, że przepadnie w gąszczu innych wykonawców. Trochę jeszcze za mało tu wyjątkowości i różnorodności, ale myślę, że warto śledzić jej poczynania. Zważając chociażby na to, że kompozycje z Suicidal Since 1995 biją na głowę jej poprzednie single.


Ocena: 2/5 stars2/5 stars2/5 stars2/5 stars
Najlepsze: Dope, We Run
Najgorsze: Here For My Habits


ogłoszenie parafialne: jutro wyjeżdżam z kraju na wakacje; może się to wiązać z ograniczonym dostępem do internetu, dlatego nie jestem w stanie powiedzieć, kiedy pojawi się kolejna recenzja, choć mam jeszcze kilka niedokończonych w szufladzie; sama jednak też chcę trochę odpocząć, nabrać weny i energii; see ya

6 Komentarzy

Dodaj komentarz