RECENZJA #88: Fismoll – (At Glade) (2013)

Polska scena muzyczna przechodzi w ostatnim czasie gwałtowny rozwój. I choć strona popowa pozostawia wiele do życzenia, ta mniej radiowa potrafi zadowolić w dużym stopniu. Młodzi polscy artyści udowadniają, że nasza rodzima muzyka też może być na poziomie. Rozkwit ten trwa już dobrych parę lat, a debiutanci wciąż się mnożą. Dziś cofniemy się do 2013 roku, kiedy to pierwsze kroki na rynku muzycznym poczyniał ten skromny chłopak, który zdołał zachwycić sobą nawet Katarzynę NosowskąArkadiusz Glensk z muzyką miał do czynienia od dziecka, a swoim pseudonimem – Fismoll, który oznacza tonację, w jakiej najczęściej ten muzyk śpiewa, ma symbolizować naturalność i szczerość jego twórczości. Jest się czym zachwycać?

(At Gladeto album osadzony przede wszystkim w ciepłych, akustycznych, inspirowanych avant popem melodiach. Album wyciszający i jednostajny. Album do przesady spójny. Jako rozpoczęcie otrzymujemy Triffle – Fismoll z łatwością ujmuje nim słuchacza za sprawą uczucia emanującego od tego utworu, przedstawiając się jednocześnie, jako autentyczny i wrażliwy artysta. Kontynuacją tego klimatu jest oparte na akustycznych dźwiękach gitary Let’s Play Birds, zaś kolejna propozycja, History Of The Moon, przykuwa uwagę cichym, delikatnym wokalem piosenkarza. W ciekawy i nienachalny sposób zastosowano tu również instrumenty smyczkowe.

Do moich faworytów z (At Glade) z pewnością zaliczyć mogę Close to The Light, łączące folk z ambientowymi inspiracjami. Kompozycja przypomina nieco o pierwszych dokonaniach Bena Howarda. Uwagę przykuwa także najbardziej surowy utwór z krążka – Look At This – w której usłyszymy ciekawą wstawkę instrumentalną opartą na smyczkach i perkusji. To złote trio zamknie na pozór takie samo jak reszta, choć w rzeczywistości o wiele bardziej poruszające Song Of Songs, sprawiające, w moim odczuciu, wrażenie najbardziej naturalnej piosenki z wydawnictwa.

I, choć niezmiernie przykro to stwierdzać, to by było na tyle. Bo debiut Fismolla to płyta zdecydowanie za długa jak na tyle monotoni. Ciężko tu coś więcej nadmiernie wyróżniać, bo zwyczajnie, wszystko między sobą ginie. Znajdziemy tu instrumentalne, wiosenne, łagodne Flowering, czy podobne do Close To The Light, ale stanowczo za długie Time Of Glimmers. Czas działa też z pewnością na niekorzyść Let Me Breath Your Sigh, zaś To Dryad, choć nie jest złe, po prostu ginie wśród innych.

Słuchając Fismolla ciężko zaprzeczyć zdaniu, że ten artysta to niepodważalny, ogromny talent. Jest tylko jeden problem – największe wrażenie pozostawia za pierwszym razem. To, co przychodzi na myśl z każdym kolejnym utworem to: „Hm, w porządku, ale gdzieś to już tutaj było”. Debiut muzyka z pewnością dowodzi ogromnemu potencjałowi, jaki posiada, ale również pozostawia po sobie niedosyt. Prawie pięćdziesiąt minut monotonnej muzyki sprzyja stwierdzeniu, że Fismollowi brakowało pomysłów. Za tę szczerość i naturalność stawiam trójkę – a zważywszy na to, iż (At Glade) to początek drogi artysty w świecie muzyki, zostawiam plusa na zachętę. Bo myślę, że mimo wszystko, warto go śledzić.


Ocena: 2/5 stars2/5 stars2/5 stars
Najlepsze: Close To The Light, Look At This, Song Of Songs
Najgorsze: To Dryad, Let Me Breath A Sigh

2 Komentarze

Dodaj komentarz