RECENZJA #92: Lady Gaga – Joanne (2016)

Gdybym miała wskazać jedną artystkę młodego pokolenia z predyspozycją na przyszłą ikonę muzyki popowej, wybrałabym właśnie ją. Nieważne ile w swojej karierze miała niekorzystnych momentów, ale jak wielką markę sobie wyrobiła. Lady Gaga od samego początku wzbudzała kontrowersje i zainteresowanie, nie zapominając przy tym o tworzeniu hitów, na miarę dzisiejszych czasów, ogromnych. Nie dała o sobie zapomnieć na dłużej. Na szczęście szokowała nie tylko zachowaniami, ale i po prostu muzyką. Z pewnością na początku muzycznej drogi Stefani Germanotty nikt nie zgadłby, że w 2015 roku wyda chociażby jazzowy krążek razem z Tony’m Bennettem. W skromnej stylistyce pozostała. A Joanne ma być jej najszczerszym albumem.

Swoją pochodzącą z 2016 roku płytę Gaga otwiera z przytupem za sprawą Diamond Heart czerpiącego z elektronicznego rocka, chwaląc się w nim swoim głosem przy akompaniamencie wyrazistej perkusji Matta Heldersa Arctic Monkeys. Takie energiczne brzmienie dostaniejmy też w John Wayne, udowadniającym, że artystka zdecydowanie lepiej wypada w tego typu utworach obok żywych instrumentów, które przeważają nad syntezatorami. Najsłabszym zaś momentem Joanne jest singlowe Perfect Illusion – wokalistka zdaje się nie być w dobrej kondycji, częstując nas przeciętnym wokalem w refrenie i prostymi liniami melodyjnymi z zwrotkach. Sama produkcja utworu też pozostawia wiele do życzenia.

Ale bez obaw, bo przecież każdemu gorsza chwila może się trafić. Gaga proponuje nam też dla rozluźnienia zadziorne i uzależniające, inspirowane country A-YO. Wpływy tego gatunku usłyszymy również w niezwykle udanym Sinner’s Prayer, gdzie szczególnie interesujące są mroczne zwrotki oparte na niskich dźwiękach gitary. Jest też kilka osobistych ballad. Pierwsza, tytułowa Joanne to jedno z najbardziej zaskakujących i najlepszych nagrań artystki. Cieszy jej nienarzucające się i szczere, naturalne brzmienie. Na zamknięcie płyty dostajemy eleganckie, skromne Angel Down, którego największą zaletą jest mocny wokal Gagi. Pomiędzy nimi spotyka nas oparte na pianinie Million Reasons, które, choć ma w sobie pewien urok, nie chwyta za serce jak dwie poprzednie.

Joanne jest płytą bardzo różnorodną. Obok energicznych radiowych utworów i ballad usłyszymy także inne, ciekawe propozycje. Najbardziej orientalnym nagraniem jest porywające i przykuwające uwagę oryginalnym bitem Dancin’ In Circles, gdzie piosenkarka hipnotyzuje delikatnym, zmysłowym wokalem w refrenie. Lady Gaga wypada też niezwykle dobrze u boku Florence Welch w niezłym, czerpiącym nieco z R&B numerze Hey Girl. Za to najbardziej klimatycznym utworem jest w moim mniemaniu Come To Mama – to wesoła, nieco musicalowa wręcz piosenka, której uroku dodaje wyraźna gra saksofonów.

Lady Gaga w współczesnym popowym światku ma już tak wysoką pozycję, że mało kto na dźwięk jej pseudonimu nie skojarzyłby choć jednej kompozycji. Aż chciałoby się napisać: „Nikomu nie musi już nic udowadniać”. Ale tak nie jest, bo to jeszcze nie ten czas. Lady Gaga musiała przekonać słuchaczy, że nie jest wyłącznie „tą od dziwnych strojów i kontrowersji”. Więc tym razem założyła kapelusz, pozwalając nam cieszyć uszy muzyką. Bardzo zadowala, że nie zatrzymała się w miejscu, próbując wcisnąć kolejną, przeciętną produkcję w rodzaju ARTPOP 2.0. Po jazzującym Cheek To Cheek nie zawodzi. Joanne to najbardziej dojrzały solowy krążek Gagi, udowadniający, że lepiej wypada na tle żywych instrumentów aniżeli syntezatorów, że nie boi się eksperymentować, a przede wszystkim – jest świadomą artystką. Dlatego tak bardzo lubię tę płytę.


Ocena: 2/5 stars2/5 stars2/5 stars2/5 stars
Najlepsze: Sinner’s Prayer, Come To Mama, Angel Down
Najgorsze: Perfect Illusion

6 Komentarzy

  • Dotychczas przesłuchałam „Joanne” zaledwie raz i niewiele z niej pamiętam, jedynie „Million Reasons”. Może kiedyś jeszcze raz sięgnę po tę płytę.
    Zapraszam do siebie na nowy wpis, po-sluchaj.blogspot.com.
    Pozdrawiam 🙂

  • Kiedy tak patrzę na to, co obecnie nagrywa Lady Gaga, to tęsknie za dawnymi czasami, kiedy to podbijała lity przebojów. Nie dlatego jednak, że jej obecne granie jest niskich lotów lub po prostu jej obecna muzyka mi nie podchodzi, ale dlatego, że w czasach jej świetności tworzyła po prostu komercyjnie świetne numery. To był POP z prawdziwego zdarzenia. POP jakiego w brakuje w rozgłośniach radiowych. Świetnie napisany, solidnie wyprodukowany. Szanuję jednak za to, że obecnie gra z serca.

    Pozdrawiam!
    https://songarticles.wordpress.com/

Dodaj komentarz