RECENZJA #96: Passenger – All The Little Lights (2012)

Passengerem raz mi było po drodze, raz nie. Swego czasu zupełnie oczarowana byłam jego największym przebojem, Let Her Go. Zawiodłam się więc, gdy mniej więcej rok temu stawiłam czoła jego nie do końca udanej pozycji, Young as the Morning Old as the Sea z 2016, która podważyła moje dotychczasowe zdanie o jego naturalności i autentyczności. Dlatego też na długo zrobiłam sobie przerwę od jego twórczości, zniechęcona do dalszego zagłębiania się w dyskografię. Tymczasem przypomniałam sobie, że przecież wcześniej nie mogło być tak bardzo źle. Więc, cofając się w czasie, podczas gdy inni przeżywają ciepły jeszcze najnowszy album artysty, Runaway, ja daję szansę All The Little Lights z 2012 roku.

Artysta wita nas odważnie, pewnymi folkowymi brzmieniami Things That Stop You Dreaming, które wspiera gra instrumentów smyczkowych. Na swoim czwartym albumie wiele zresztą pozytywnych, ale szczerych wibracji. Miło spoglądam na inspirowane country Staring at the Stars. Wpływ tego gatunku usłyszymy również w Keep on Walking, z wyraźnymi dźwiękami pianina w tle. Mniej za to urzekło mnie najwięcej czerpiące z indie popu The Wrong Direction, charakteryzujące się prostą linią melodyczną, które zaliczam do tych mniej ciekawych momentów płyty. Mimo wszystko muszę pochwalić solo trąbki w tym utworze. O wiele bardziej jednak wolę subtelne nagranie tytułowe.

Choć zwykle daleko mi do stwierdzeń, że największe hity artystów są ich najlepszymi utworami, będę zawzięcie bronić Let Her Go, które w pełni zasłużyło na swój sukces i zostało przeze mnie zapamiętane jako jeden z najsolidniejszych momentów twórczości Passengera. To wspaniała, łagodna ballada, urzekająca nienachalną warstwą muzyczną i poruszającym tekstem. Miłośnikom tej kompozycji z pewnością do gustu przypadnie utrzymane w podobnym klimacie Circles. Ballady wychodzą zresztą muzykowi świetnie. Zdołał mnie oczarować za sprawą Patient Love, cichej, ale o pozytywnym wydźwięku piosence. Podobnie zresztą jak w przypadku Life’s for the Living, której uroku i ciepła dodają instrumenty dęte. Za najlepszy utwór z tej grupy uznaję jednak mimo wszystko Feather on the Clyde, która brzmieniowo przypomina mi nieco o twórczości Neutral Milk Hotel. Nie sposób nie wspomnieć także o, na swój sposób uroczym, zapisie koncertowego występu artysty z Londynu, gdzie publiczności zaprezentował zabawne I Hate. Nie przepadam za to za prostym, singlowym Holes. 

Passengera da się lubić. Wprawdzie nie lubić też można, ale ciężko się na niego długo gniewać. Choć nie potrafię do końca przekonać się do ostatnich dokonań wokalisty o wspaniałej, oryginalnej barwie głosu, sięgnięcie po jego pierwsze krążki przynosi oddech ulgi. Bo każdy wykonawca może mieć przecież słabszy moment, ale jeśli tylko ma w sobie potencjał, to nadzieja na kolejne dobre albumy nie umiera. A Passenger taki potencjał ma. W All The Little Lights najbardziej lubię tą naturalność, która sprawia wrażenie, jakby piosenki artysty płynęły prosto z jego serca. Pozostaje mi wierzyć, że rzeczywiście tak jest.


Ocena: 2/5 stars2/5 stars2/5 stars2/5 stars
Najlepsze: Feather on the Clyde, Life’s for the Living, Let Her Go
Najgorsze: The Wrong Direction, Holes

1 Komentarz

Dodaj komentarz