RECENZJA #97: Marta Bijan – Melancholia (2018)

Niektórym na wydanie debiutu dane jest czekać – i to długo. Marta Bijan, choć w dorobku już od dawna miała komplet kompozycji, musiała zachować cierpliwość przez dobre kilka lat. Wokalistka, która dała siebie poznać szerszej publiczności poprzez występ w programie X Factor o płycie wspominała już od dawna, co rusz zaostrzając apetyt kolejno publikowanymi utworami. I kiedy zaczęły pojawiać się już wątpliwości, czy ten krążek trafi w nasze ręce, czy jednak nie, oto nadeszła – upragniona, wyczekiwana Melancholia.

Ciężko byłoby, gdyby piosenkarka od występu w telewizyjnym talent show siedziała w ciszy przez tyle czasu. Dlatego niczym też dziwnym nie jest, iż sporą część Melancholii poznaliśmy już wcześniej. Na pierwszy ogień promować album poszedł jeden z pierszych utworów wokalistki – wsparta elektronicznym bitem, podrasowana wersja Poza Mną (którą na koniec usłyszymy też w akustycznej aranżacji, wypadającej o wiele naturalniej). Dobrze jest usłyszeć także nieprzekombinowane, nagrane na nowo Ciemno Milcząc, którym wystarczyły oszczędne dźwięki pianina. Płytę zapowiadało również dojrzałe, wsparte smyczkami Mówiłeś oraz propozycja, choć wpadająca w ucho, zaliczana przeze mnie do tych słabszych momentów krążka, popowa Śpiąca Królewna.

Zapoznaj się z nią w samotności przy zgaszonym świetle, a jeśli uda Ci się przebrnąć przez nią od początku do końca, wyjdź do ludzi, obejrzyj komedię i zapomnij o niej. Aż do następnego napadu melancholii.

-mówi autorka, próbując przekonać słuchaczy o klimacie swojego debiutu. Ale sięgając po tę płytę nietrudno było obawiać się braku zaskoczenia. W końcu, owszem, miło jest po tylu latach mieć wreszcie w ręce zbiór utworów, którego tyle się wypatrywało, ale z drugiej strony, odtworzenie dobrze znanych od długiego czasu dźwięków może pozostawiać niedosyt. Tymczasem lęk ten był zupełnie niepotrzebny, bo z pewnością najlepsze zostało owiane tajemnicą. Artystka stanowczo stąpa po wyznaczonej przez siebie ścieżce, chcąc stworzyć wydawnictwo spójne, śmiało osadzone w stylistyce art-popu, wyróżniając się spośród reszty polskich komercyjnych piosenkarek. Ogromny potencjał Marty Bijan ukazuje Szklany Klosz, którego najmocniejszą stroną jest sam wokal, pełny emocji. Aranżem urzeka Chciałam, w którym głos piosenkarki został poddany korzystnej obróbce, wspaniale wkomponowując się w samą warstwę instrumentalną. Największe oklaski należą się jednak za zaskakującą swoim brzmieniem i tekstem, mroczną Acedię, którą bez wątpliwości tytułuję najlepszym punktem wydawnictwa – takich pragnęłoby się więcej. Na jakości wcale nie traci także Lot Na Marsa, którego liryczna strona nie daje o sobie zapomnieć:

Czy lepiej mnie słychać, gdy mniej na sobie mam?

Urzekający klimat oddaje też Pod Gołym Piekłem, będące wokalnym popisem debiutantki. Podobnie zresztą ma się podniosłe Nie Potrafię. Trochę do życzenia zostawia jednak Nasze Miejsce. 

Melancholia to krążek, którego, jako osoba śledząca poczynania artystki od dawna, byłam niezmiernie ciekawa. Co cieszy najbardziej to fakt, iż nowe utwory wyraźnie charakteryzują się większą dojrzałością i pomysłowością, nie pozostawiając jednocześnie w cieniu tych, będących pierwszymi poczynaniami wokalistki. Na przyjemność z słuchania tego krążka wpływa również autentyczność Marty, która postawiła na swoim i na płycie pozostała sobą. I co ważne – jej twórczość zdaje się być niezwykle świadomą. Melancholii nie nazwę płytą wzorową, ani idealną, bo przed piosenkarką jeszcze daleka droga. Ale to solidny debiut. I z pewnością zachęca do tego, by śledzić jej kolejne poczynania. Gratulacje.


Ocena: 2/5 stars2/5 stars2/5 stars2/5 stars
Najlepsze: Acedia, Szklany Klosz, Chciałam
Najgorsze: Śpiąca Królewna

3 Komentarze

  • Pamiętam ją z X Factor, ale nie znam jej twórczości. Pamiętam, że bardzo podobał mi się jej głos.
    Nowy post. Zapraszam
    scarlett95songs.blogspot.com

  • Znam Martę z X Factora, aczkolwiek nie spieszyło mi się do posłuchania jej singli. Stąd też nie wiedziałem nawet, że wydała debiutancką płytą. Strasznie podoba mi się okłada i chociaż wiem, że nie ocenia się książki po okładce, to chyba sięgnę sobie po ten krążek do porannej kawy.

Dodaj komentarz