RECENZJA #100: Nick Cave & The Bad Seeds – Distant Sky (Live in Copenhagen) (EP, 2018)

Od genialnego Skeleton Tree przed chwilą minęły 2 lata, a Nick Cave & The Bad Seeds zapowiedzieli powrót z nową muzyką już wkrótce. Tymczasem grupa, słynąca z pełnych mroku kompozycji, w ramach oczekiwania postanowiła udobruchać swoich wielbicieli prawie półgodzinną epką. Gdy zespół ogłosił wydanie nowego minialbumu, nie przywiązałam wagi do faktu, że ma być to wydawnictwo koncertowe. Gdy więc dowiedziałam się o tym, w jakiej formie dostaniemy podarunek od Australijczyków, podeszłam do tej pozycji z dystansem – nigdy nie ukrywałam, że wolę sięgać po płyty studyjne, aniżeli zapisy występów. Zdecydowanie chętniej wybieram się na koncert artysty, niż odtwarzam go z nośnika. Ale też, rzadko bo rzadko, zdarza mi się zaskoczyć i zupełnie przepaść w zachwycie nad takimi wydawnictwami.

Distant Sky (Live in Copenhagen) to nie typowy longplay z całościowo zarejestrowanym koncertem, ale wybrane 4 utwory z występu formacji w Kopenhadze. Nick Cave i spółka zdecydowali się umieścić na krążku kompozycje z zupełnie różnych albumów. Rozpoczynają wspaniałym Jubilee Street, które w oryginale znajdziemy na pochodzącym z 2013 roku Push The Sky Away. Nowa aranżacja tej ballady zupełnie zachwyca, przede wszystkim tym, jak pięknie i naturalnie rozwija się z czasem – subtelne dźwięki gitary pod koniec przeradzają się w energiczną pozycję, pozwalającą odczuć prawdziwą, koncertową atmosferę. Z swojego ostatniego długogrającego krążka postawili  za to właśnie na skromne, ale urzekające Distant Sky, które wokalem wsparła Else Torp.

Mimo wszystko muzycy nie zapomnieli o kompozycjach z wcześniejszych lat swojej kariery. Znajdziemy więc The Mercy Seat, które w 1988 roku ukazało się na krążku Tender Prey – nowa wersja zdaje się być cięższa niż oryginał i ukazuje wyraźną zmianę wokalu Cave’a. Najbardziej zaś porusza nieśmiertelne From Her To Eternity, które jest jednocześnie najdłuższą, bo trwającą 9 minut, pozycją na minialbumie. To ona jednak wzbudza największe emocje, a co cieszy najbardziej, udowadnia, że równie istotni jak sam Nick Cave są również towarzyszący mu muzycy, którzy spisali się perfekcyjnie, tworząc muzycznie perfekcyjny, przeszywający na wskroś chaos, w którym ogromne znaczenie odgrywa dynamika kompozycji. Ciężko nie wspomnieć o samym wokaliście, który spisał spisał się wspaniale, przekazując słuchaczom całą gamę wrażeń.

Nick Cave & The Bad Seeds zdołali mi udowodnić podczas tegorocznego Open’er Festivalu, że ich koncert jest niesamowitym przeżyciem. Najnowsza epka skutecznie umila oczekiwanie na nową muzykę zespołu, przywołując jednocześnie wspaniałe wspomnienia tym, którzy mieli już okazję widzieć grupę na żywo i daje namiastkę tych emocji fanom, którzy jeszcze swojego ulubionego zespołu nie usłyszeli na żywo. Z pewnością jednak obie grupy po odsłuchaniu Distant Sky (Live in Copenhagen) stwierdzą, że to pozycja godna uwagi, której warto poświęcić czas – choć grozi to zupełnym odcięciem się od rzeczywistości, bo słuchając tych artystów ciężko być myślami gdzie indziej, niż tylko przy nich.


Ocena: 2/5 stars2/5 stars2/5 stars2/5 stars2/5 stars2/5 stars
Najlepsze:
 From Her To Eternity, Jubilee Street
Najgorsze:

4 Komentarze

  • Szczerze przyznam, że Nick Cave and the Bad Seeds poznałem za sprawą filmu “Harry Potter”, gdzie w 6 części cyklu zamieszczono jeden z utworów formacji. Kiedyś tam pojawiły się plany przesłuchania ich dyskografii, ale zawsze znajdowałem coś bardziej interesującego na dany moment. Żałuję, że tegoroczny koncert na Openerze opuściłem i zazdroszczę jednocześnie Tobie 🙂

    Pozdrawiam!
    https://songarticles.wordpress.com

  • Trochę bez sensu ta epka. W ich przypadku lepszy byłby normalny koncertowy album z DVD. A tak to tylko 4 piosenki. Fajnie wybrane, bo będące przekrojem bogatej dyskografii, ale szkoda, że jedynie 4. A koncert NC&TBS to niezapomniane przeżycie. Jak wspominam Open’erowy to mam ciarki.

    Nowa recenzja na the-rockferry.pl

Dodaj komentarz