RECENZJA #103: Mela Koteluk – Migracje (2014)

Premiera jej trzeciego krążka zbliża się wielkimi krokami, a nowy singiel zdobywa coraz to kolejnych wielbicieli. Ciężko uwierzyć, że na powrót tej wokalistki musieliśmy czekać aż cztery lata. Tyle bowiem czasu dzieli nas od premiery ostatniego albumu Meli Koteluk, którą niejednokrotnie ogromnie komplementowano, pokładając w nią nadzieje na zostanie jedną z najważniejszych polskich wokalistek. Zaintersowanie zdołała wzbudzić za sprawą pochodzącego z 2012 roku Spadochronu, który uczynił ją artystką obiecującą. Dwa lata potem miała zdać egzamin, czy rzeczywiście jest warta zachodu. A zależeć to mialo od Migracji. Więc migruję dziś w czasie do 2014 roku, żeby to sprawdzić.

Ta płyta rozpoczyna się wspaniale. Tragikomedia odkąd tylko została odtworzona przeze mnie pierwszy raz, wpisała się na listę moich osobistych faworytów tej wokalistki. To wpadająca w ucho kokmpozycja o niezwykle ciekawym, surowym początku, przeradzającym się w ciepłą melodię, której towarzyszy interesujący śpiew samej piosenkarki. Wokal to zresztą jeden z jej największych atutów – charakterystyczny, głęboki, bezbłędny. To on napędza właściwie większość utworów z tego wydawnictwa, które określić można mianem spójnego, a jednocześnie różnorodnego.

Zwolennikom energicznych kompozycji w stylu tej otwierającej album powinno z łatwością przypadobać się jeszcze kilka pozycji z Migracji. Takim energicznym nagraniem będzie więc porywające Żurawie Origami, czy klimatycznie podobne do niego nagranie tytułowe. Zaintrygują tutaj Fastrygi, w których całą moją uwagę skupia na sobie gra perkusji, przywodząca na myśl niektóre piosenki debiutującej w zeszłym roku Darii Zawiałow. A w Jak W Obyczajowym Filmie za to na pierwszym planie chcą być gitary elektryczne. Pozytywnym wydźwiękiem charakteryzują się także Pobite Gary.

Ale i dla miłośników ballad się tu coś znajdzie. Apetyt na więcej zaostrzy pierwszy utwór z tej grupy, Stan Duszy, będący balladą łagodną, choć jednocześnie wyrazistą – to zresztą wyrażenie świetnie określa cały album Koteluk. Klimatem jej bliskim jest Na Wróble. Zaintrygowani jesteśmy za sprawą instrumentalnego przerywnika Zmienne Tętno, który jest tajemniczą i ciekawą wstawką między kompozycjami. Jak się okazuje, wcale nie bezmyślną, bo przygotowuje on nas do wyraźnej zmiany stylistyki, którą natomiast serwuje nam piosenkarka poprzez balladę zupelnie odmienną i subtelniejszą od poprzednich – Tango Katana. Mimo podobieństw z jej następczynią, ja wyżej stawiam jednak tę kolejną, To Nic, urzekającą przede wszystkim skromnością i wokalem. Takich zresztą przerywników jest na płycie dwa – kolejny został zatytułowany Duszno i jest równie tajemniczy, co poprzedni. Po nim otrzymujemy zaś surowszy i mroczniejszy od pozostałych utwór Przeprowadzka, w którym słychać wyraźnie wpływy interlude’u go poprzedzającego.

Z jednoznaczną oceną Migracji mam problem. Bo z jednej strony to ładna płyta – poprawna, elegancka i ułożona. Właśnie. Może ułożona za bardzo. To płyta pełna ładnych melodii, które w pierwszym odczuciu pozostawiają pozytywne wrażenie, natomiast na dłuższą metę to zaskoczenie z nich wyparowuje. Dlatego nie wiem, czy nazwałabym ją lepszą od debiutu, na którym sama znalazłam o wiele więcej świeżości. Ale chociaż większe nadzieje pokładam w tym nadchodzącym albumie, stawiam Migracjom solidną czwórkę.


Ocena: 2/5 stars2/5 stars2/5 stars2/5 stars
Najlepsze: Tragikomedia, To Nic, Przeprowadzka
Najgorsze:

2 Komentarze

  • Mela Koteluk to artystka, która stopniowo i w swoim tempie buduje sobie pozycję. Początkowo nikomu nie znana, teraz już nieco śmielej gości na festiwalach, muzycznych imprezach i w radiach. Mam takie przeczucie, że za kilka lat – bo z następną płytą to raczej nie nastąpi – Meli Koteluk zostanie ‚przypięta etykieta’ wielkiej artystki. Dla mnie już taka jest. Ogromna muzyczna wrażliwość, niewątpliwy talent oraz mądre numery, dobre melodie i jeszcze lepsze teksty. Choć Pani Nosowska wykonuje nieco inny repertuar i ma znacznie większą historię, to ja jednak stawiałbym ich w jednym rzędzie.

    Pozdrawiam!
    https://songarticles.wordpress.com/

  • Dla mnie z pewnością płyta nie lepsza niż debiut, ale kocham Migracje również. To naprawdę bardzo ładna płyta i tak jak powiedziałaś – elegancka. Do płyty numer dwa trochę się przekonywałem i odkrywałem ją na nowo kilka razy. Na nową płytę czekam jak szalony, a jeszcze tym bardziej, że przed premierą wybieram się na koncert!

Dodaj komentarz