RECENZJA #106, 107, 108, 109: Bea Miller – chapter one: blue (EP, 2017), chapter two: red (EP, 2017), chapter three: yellow (EP, 2017) & aurora (2018)

chapter one: blue (EP, 2017)

To pierwsza z epek zapowiadających longplay Bei Miller. Epek ukazało się trzy, a na każdej z nich – po trzy kompozycje. chapter one: blue jest mieszanką subtelnych ballad o popowych naleciałościach. Zaczynami najbardziej energiczną z trójki, ale nieprzesadzoną kompozycją. Wpadające w ucho song like you przyjemnie zaskakuje porządną produkcją. Co z kolejnymi? Z sympatią spoglądam na burning bridges – całość jednak nie zyskałaby mojego uznania tak bardzo, gdyby nie kreatywny moment po refrenie, w którym piosenkarka wyśpiewuje tytułowe słowa. Kończymy zaś dojrzałą, elegancką, podniosłą balladą i can’t breathe, która pozostawia po sobie bardzo poztywne wrażenie.


Ocena: 2/5 stars2/5 stars2/5 stars2/5 stars2/5 stars
Najlepsze: i can’t breathe 
Najgorsze:


chapter two: red (EP, 2017)

Po tak dobrym rozpoczęciu z chęcią sięgam po kolejną pozycję artystki. Z przykrością jednak odnoszę wrażenie, iż na chapter two: red słychać spadek formy. O ile nienachalnego, choć mało oryginalnego like that słucha się jeszcze w miarę przyjemnie, tak włączając radiowe buy me diamonds, w którym elektronika została użyta w irytujący sposób, tworząc typowo radiowy numer. Najciekawiej z drugiego zestawu przedstawia się eksperymentalne warmer, łączące delikatne zwrotki z nieszablonowym refrenem oraz wpływami hip-hopu.


Ocena: 2/5 stars2/5 stars2/5 stars
Najlepsze: warmer
Najgorsze: buy me diamonds


chapter three: yellow (EP, 2017)

Witają nas czysto popowe dźwięki przeciętnej kompozycji repercussions, które zginęłoby w tłumie podobnych radiowych kompozycji. S.L.U.T. to piosenka, którą traktuję pół na pół: ciekawie zaaranżowane zwrotki, których słucha się dobrze przerywa mocno elektroniczny, nieprzekonujący refren. Ponownie najmocniejszym punktem minialbumu jest zamykający go utwór: surowe to the grave, którego dużą zaletą poza samym aranżem jest sposób, w jaki Bea Miller prowadzi swój wokal. Mimo wszystko uznaję chapter three: yellow za najsłabszą z trójki.


Ocena: 2/5 stars2/5 stars2/5 stars
Najlepsze: to the grave
Najgorsze: repercussions


aurora (2018)

Czy wydanie trzech epek było dobrym pomysłem? W moim odczuciu nie do końca, bo mało miejsca artystka zostawiła na element zaskoczenia podczas słuchania longplaya. Tak – wszystkie 9 kompozycji z minialbumów są częścią długogrającej aurory, która w całości składa się z… 14 piosenek. A oznacza to, że jedynie 5 utworów słyszymy po raz pierwszy. W garści nowości mamy energiczne motherlove, czerpiące z R&B girlfriendbored z bardzo przyjemnym refrenem, czy rytmiczne outside, z którego pochodzi cytat:

I hate my phone ‚cause it reminds me I’m alone.

Najlepiej spośród świeżo wydanych nagrań przedstawia się subtelny duet z O’neillem Hudsonemcrash&burn. Mimo to żadna z nowych kompozycji nie zdołała wzbić się o poziom wyżej, niż nagrania, które znamy z chapter one: blue. Choć słuchając niektórych utworów z aurory pojedynczo, jeszcze jesteśmy w stanie odnieść wrażenie porządnych produkcji, tak cały krążek nie pozostawia po sobie aż tak dobrych odczuć. Trochę szkoda, gdyż Bea Miller zdołała udowodnić, że jest w stanie stworzyć coś naprawdę fajnego, niebezmyślnego; popowego, ale po prostu dobrego. Natomiast spotykając się z longplayem ciężko nie odnieść wrażenia, że sporo tu zapychaczy.


Ocena: 2/5 stars2/5 stars2/5 stars
Najlepsze: i can’t breathe, burning bridges, song like you 
Najgorsze: buy me diamonds, repercussions

1 Komentarz

Dodaj komentarz