FILM: Coldplay: A Head Full Of Dreams (2018)

Wiecie jak to jest czasami „obrazić się” na zespół? Bo jak wasza ukochana grupa może złamać wam serce słabą płytą? Ja tak miałam w przypadku A Head Full Of Dreams, które Coldplay ukazali światu w 2016 roku. Potem nieco udobruchali mnie epką Kaleidoscope, napełniając nadzieją, że era tamtego albumu już przemija. A tu bang – film o tytule takim, jak ten mój mały koszmarek. Jednak z sentymentu i niepohamowanej sympatii uznałam, że ominąć jedyną projekcję tej produkcji w kinach byłoby niemal grzechem. 14 listopada bez wahania udałam się do Multikina, by zobaczyć tę grupę na dużym ekranie, a wyszłam… z całych sił próbując zatrzymać łzy wzruszenia.

Coldplay: A Head Full Of Dreams to wbrew pozorom nie dokument na temat konkretnie tej płyty, ale przedstawiający całą, 20-letnią historię grupy, odnosząc się do jej aktualnej twórczości i wykorzystując nagrania z ostatniej trasy koncertowej. Cofamy się więc do czasów studiów wszystkich członków zespołu, do momentu założenia tej formacji – funkcjonującej jeszcze wtedy pod nazwą Starfish. Obserwujemy sceny nagrań poszczególnych płyt – poznając, jaki muzycy mieli zamysł każdej z nich, jak wyglądały relacje między artystami na przestrzeni lat. Wreszcie zwrócimy uwagę komu  i z jakiego powodu dedykowany jest Parachutes, dlaczego w A Rush Of Blood To The Head tyle pięknych dźwięków, co było nie tak z X & Y, dzięki komu Coldplay nabrali sił przy tworzeniu Viva La Vida Or Death And All His Friendsczym w rzeczywistości była dla muzyków płyta Ghost Stories i wreszcie dlaczego A Head Full Of Dreams brzmi tak jak brzmi. Nie mówiąc już o tym, że największy przebój grupy – The Scientist – stanie się dla nas jeszcze bardziej magiczny.

To, co urzekło mnie w oglądaniu filmu o Coldplay to przede wszystkim fakt, że jest on niezwykle autentyczny, bo ujęcia, które oglądamy od samego początku są autorstwa tej samej osoby, przedstawiają chwile wzruszające, wesołe, różowe, przekonując, że członkowie grupy są dla siebie jak bracia, jak i chwile zwątpień, sprzeczek, stresu, smutku. Artyści nie ukrywają tych wspaniałych aspektów bycia w zespole, ale nie zatajają kłótni – mówią otwarcie o tym jak było, co sprawia, że wierzymy im w każde słowo. Mimo wszystko nie kładą ogromnego nacisku na swoje życie prywatne – wszystko, o czym się wypowiadają znajduje swoje odbicie w głębszym poznawaniu ich muzyki, a to kolejny plus – nie chodzi tu o sensacje.

Ciężko nie zarazić się jednak pozytywną energią bijącą z ekranu, kontrolować wybuchy śmiechu spowodowane zabawnymi scenami, czy uniknąć stwierdzenia, że Chris Martin jest jedną z najbardziej sympatycznych postaci show-biznesu. Od śpiewania podczas scen koncertowych wstrzymuje jedynie fakt, że znajdujemy się w sali kinowej. Jeśli chodzi o samo postrzeganie grupy po obejrzeniu tego dokumentu – wciąż nie mogę wyjść z wrażenia, jak bardzo wokalista wierzył w potencjał swój i chłopaków, jak wiele determinacji mieli w sobie, by osiągnąć to, czym dziś mogą się szczycić.

Coldplay: A Head Full Of Dreams to niezmiernie sympatyczny film, który z pewnością jest czymś niezwykłym dla wielbicieli zespołu. Pomaga zrozumieć twórczość i skutkuje ogromną chęcią znalezienia się na koncercie grupy. A przede wszystkim odkłada w zapomnienie jakiekolwiek zarzuty co do muzyków. Ciężko być na nich złym, gdy odkrywamy jak wiele ciepła, szczerości i serca wkładają w to, co tworzą. Jeśli będziecie mieć okazję – zobaczcie.

4 Komentarze

  • Ogromnym fanem Codplay jestem, a nawet nie wiedziałem, że jest film. Coś tam mi mignął tytuł, ale byłem pewien, że to jakieś nawiązania do albumu. Muszę to jak najszybciej nadrobić!

  • Wstęp to tak bardzo ja i moje myśli po premierze AHFOD. Ale chciałabym ten film obejrzeć, bo mimo wszystko ten zespół odegrał sporą rolę w moim życiu. Poczekam na jakieś dvd 😉

    Nowy wpis na https://the-rockferry.pl/

    • Z tego co się orientuję to nie wydaje mi się, by planowali wydać dvd (choć sama ogromnie bym chciała takie posiadać), ale jest już dostępny na Amazon Prime Video 😀

Dodaj komentarz