RECENZJA #118: Gabrielle Aplin – English Rain (2013)

Jej historia nie była wbrew pozorom aż tak ciekawa – dziewczyna z marzeniami, która zaczęła publikować swoje akustyczne covery na YouTube, by pokazać się szerszej publiczności. Wprawdzie trzy pierwsze epki udało jej się wydać na własną rękę, ale któż by nie pogardził kontraktem ze znaczącą wytwórnią? Gabrielle Aplin więc się poszczęściło i  w 2013 roku pod szyldem Parlophone ukazał się jej debiutancki longplay, klimatycznie zatytułowany English Rain.

Pierwsze, co przyszło mi na myśl podczas zapoznawania się z muzyką pani Aplin to: czyżbym słuchała nowej wersji Birdy? Maniera w głosie tych wokalistek jest, w moim odczuciu zbliżona, a w dodatku obie piosenkarki odnajdują się najlepiej w akustycznych, przede wszystkim folkowo-indiepopowych klimatach. Obstawiam więc, że wielbicielom tej młodszej koleżanki po fachu, spodoba się również twórczość Gabrielle. English Rain wita nas dźwiękami folkowego Panic Cord, które jest jednym z najładniejszych momentów tego albumu. W podobnym nastroju utrzymana jest również nieco bardziej monotonna kompozycja How Do You Feel Today?, wzbogacona smyczkami w refrenie. Wielbiciele akustycznych melodii będą zadowoleni ze skromnego Home, czy Take Me Away. I trzeba przyznać – takie oszczędne nagrania wypadają tutaj najlepiej.

Generalnie sporo tutaj piosenek bardzo dziewczęcych, z balladami na czele. Mówiąc o takich ciężko nie wspomnieć o romantycznym Please Don’t Say You Love Me, czy indie-popowym, powolnym Start Of Time. Wokalistka nie raz postawiła jednak na kompozycje bardziej wyraziste. Do takich należy rozpoczynające się dźwiękami perkusji, energiczne Keep On Walking, które byłoby jeszcze lepsze, gdyby Gabrielle pozwoliła sobie na większą swobodę w głosie. Natomiast otwierane pianinem Salvation przywodzi mi na myśl pierwsze dokonania Christiny Perri – podobnie jak Alive. Są tu też propozycje charakteryzujące się bardziej surową warstwą muzyczną: Human, które urozmaicono dźwiękami trąbki; popowe November; gitatowe Ready To Question, cechujące się wzmocnioną końcówką. Natomiast najwięcej patosu słyszy się w bardzo wzniosłej balladzie The Power of Love.

Nigdy nie byłam wielką fanką Gabrielle Aplin, ale śmiem twierdzić, że i nie sprzeciwiałam się nadmiernie jej muzyce. English Rain słucha się całkiem przyjemnie, szczególnie, kiedy uwielbia się stosunkowo proste w odbiorze ballady osadzone w indie-otoczce. Rzecz w tym, że choć za pierwszym razem tę przyjemność byłam w stanie z piosenek czerpać, tak z każdym kolejnym odczuwałam nutę znużenia. Może wynika to z tego, że muzyka tego typu nie robi już na mnie tak dużego wrażenia, co zapewne znajduje swoją przyczynę w fakcie, iż Gabrielle momentami aż nadto przypomina mi coś, co zdawało mi się już wcześniej usłyszeć. Choć nie jestem w stanie odmówić tej piosenkarce talentu i po prostu ładnych melodii, myślę, że jeszcze długa droga do tego, by stała się w muzycznym świecie kimś zupełnie wyjątkowym. [2/5 stars2/5 stars2/5 stars2/5 stars]

Sprawdź: Panic Cord, Take Me Away, Home

3 Komentarze

  • Myślałem, że w ogóle nie znam tej wokalistki, ale okazuje się, że jakiś czas temu trafiłem na jej „Light Up The Dark” z późniejszej płyty, które, właśnie słucham, podoba mi się bardzo. „English Rain” jest dla mnie trochę zbyt folkowo-niewyraźny. Ale mając na uwadze to, że „Light Up…” jest chronologicznie późniejszy, wygląda na to, że dziewczyna rozwija się w fajnym kierunku 🙂

    Pozdrowienia i zapraszam do siebie na nowy wpis 🙂

  • Swego czasu bardzo lubiłam tę płytę, zwłaszcza „Panic Cord”. Obecnie nie szaleję za tą płytą tak jak wcześniej, ale fajnie było ją sobie odświeżyć 🙂
    Pozdrawiam i zapraszam na nowy wpis!
    po-sluchaj.blogspot.com

Dodaj komentarz