RECENZJA #119: Puma Blue – Blood Loss (EP, 2018)

Dość tajemniczy ten wykonawca – przy pierwszym zetknięciu ciężko określić czy to zespół, czy może solista. Poprawna odpowiedź to ta druga opcja. Pochodzący z Londynu muzyk o pseudonimie Puma Blue to żywy przykład człowieka, który swoją muzykę robi od A do Z sam: od napisania utworów zaczynając, poprzez śpiew i grę na instrumentach aż na produkcji kończąc. W dodatku robiąc wszystko w pojedynkę ani trochę nie traci na jakości. Po roku od debiutanckiej epki Swum Baby wrócił w listopadzie 2018, by zachwycić kolejną, trwającą niecałe pół godziny porcją muzyki.

Ciche, melorecytowane intro jakim jest liczące niecałe dwie minuty as-is zapowiada, z czym będziemy mieć do czynienia na Blood Loss. To zestaw melodii niezwykle klimatycznych, tajemniczych, przede wszystkim chłodnych, ale za to jakże urzekających. Ta pierwsza melodia niezwykle płynnie przeradza się w kolejne nagranie. Lust to jedna z najpiękniejszych kompozycji nie tylko spośród reszty z tego minialbumu, ale i w ogóle wydanych w 2018 roku. Niesamowity, subtelny utwór, który łączy w sobie charakterystyczny dla artysty slowcore z jazzowymi inspiracjami (niezwykłe solo saksofonu!). Ciężko przebić coś tak dobrego, ale nie sposób powiedzieć, by Puma Blue umieścił na swojej epce jakąkolwiek złą piosenkę.

BC/Rift to melodia czerpiąca z R&B i charakteryzująca się przerobionym na retro-sposób głosem wokalisty, którą usłyszymy również w późniejszej kompozycji, najbardziej energicznej i wyrazistej z całego wydawnictwa, Bruise Cruise, w jakiej zachwyca bardziej jej druga, awangardowa połowa. Poruszającą balladą również utrzymaną w rhythmandbluesowym klimacie jest delikatne ale przyozdobione rozbudowaną końcówką Midnight Blue, do którego prowadzi mroczny interlude zatytułowany limbo lake. By przetrzymać słuchacza dłużej w takim nastroju, Puma Blue utrwala go za pomocą pulsującego Ether, natomiast żegna się psychodelicznym, intrygującym close, które kończy się tajemniczym szumem.

Choć może się wydawać, że u kogoś takiego jak Puma Blue – artysty, który kurczowo trzyma się typowej dla siebie, monotonnej stylistyki, wręcz niemożliwym byłoby słychać progres, muzykowi się udaje – Blood Loss to pozycja równie dobra, co Swum Baby, ale jednocześnie bardziej ułożona, sprawiająca wrażenie takiej, która posiada bardziej wyrazistą od poprzedniczki koncepcję. A przy okazji to wciąż to, za co można pokochać tego wykonawcę – każdy wielbiciel Cigarettes After Sex powinien znać i Pumę Blue. Może i brzmi to podobnie – ale taką wrażliwość słyszy się coraz rzadziej. [2/5 stars2/5 stars2/5 stars2/5 stars]

Sprawdź: Lust, Midnight Blue

6 Komentarzy

Dodaj komentarz