RECENZJA #121: Hozier – Hozier (2014)

Wprost uwielbiam, kiedy sławę zdobywa ten, który na nią w pełni zasłużył – zresztą kto z nas nie cieszy się takowym uczuciem? Nie inne mi towarzyszyło podczas fali popularności najbardziej znanego przeboju Hoziera. Irlandczyk zdobył uznanie, jakie udaje się nielicznym: zarówno wśród zwolenników radiowej, jak i mniej komercyjnej muzyki. Muzyk właśnie przygotowuje się do jednego z największych artystycznych sprawdzianów – wydania drugiego krążka. Tymczasem zerknijmy jaką poprzeczkę postawił sobie za sprawą imiennego debiutu, któremu w tym roku stuknie pięć lat.

Niczym innym nie mógłby zostać otwarty Hozier niż wizytówką wokalisty. Take Me To Church to kompozycja niezwykle odważna – nie tylko pod kątem poruszającej, surowej warstwy muzycznej, ale przede wszystkim kontrowersyjnego tekstu, z nutą ironii prawiącego o religii. Nie warto jednak postrzegać Hoziera jako one-hit-wonder, bo jego longplay jest przepełniony po brzegi dobrymi brzmieniami. Oczywiście inspirowanych przede wszystkim bluesem i indie rockiem.

Do najlepszych momentów tej płyty z pewnością należy mistycznie rozpoczęte Angel Of Small Death & The Codeine Scene, wraz z czasem trwania kompozycji nabierające tempa, by z zapowiedzi gitarowej, mrocznej ballady przekształcić się w indie-rockowy numer. Dla zwolenników brzmień bardziej energicznych Hozier przygotował również gitarowy utwór o pozytywnym wydźwięku – Jackie And Wilson o wpadającym w ucho refrenie, ozdobionym dodatkowymi wokalami w tle. Podobnym klimatem cechuje się ciepłe nagranie zatytułowane Someone New. Jeśli komuś te kompozycje podeszły do gustu, spodobać powinna się im także wyrazista ballada Sedated, czy zapadająca w pamięć Foreigner’s God.

A jak już o balladach – nie da się ukryć, że to one przeważają na tym albumie. Do tych najlepszych zaliczam To Be Alone, które urzeka undergroundowym klimatem, jakiego zasługą jest charakterystyczny gitarowy riff. Podobnie zresztą sytuacja przedstawia się w przypadku It Will Come Back. Charakterystyczny styl Hoziera wysłyszeć da się również w  Work Song, którego surową warstwę muzyczną muzyk co jakiś czas próbuje złamać słodkim wokalem. Intryguje również From Eden, w którym słyszalne są inspiracje… latino.  Jednak album Hoziera nie jest pełen wyłącznie surowych dźwięków – są tu też ballady wyciszające, delikatne. Najlepszym na to przykładem jest skromny duet z Karen Cowley – In A Week, czy folkowe Like Real People Do. Dodatkowo dostajemy także możliwość oceny, jak Hozier radzi sobie na żywo poprzez koncertowy zapis akustycznego Cherry Wine.

Hozier nie musi mnie przekonywać dwa razy. Kupuję go w całości już po pierwszym przesłuchaniu, oczywiście sięgając ponownie by odkrywać coraz to nowe „smaczki”. Co podoba mi się najbardziej? To z jaką łatwością przychodzi mu wykon każdej kompozycji: może być mroczny, może być surowy, może być energiczny, ciepły, wrażliwy, ale w każdym wcieleniu wypada autentycznie i naturalnie. W każdym się odnajduje. Co więcej, w każdym udaje mu się zachować to, co dla niego charakterystyczne. Hozier to dla mnie bezapelacyjnie jeden z najbardziej utalentowanych artystów młodego pokolenia. A więc nic, tylko czekać na Wasteland, Baby!. [2/5 stars2/5 stars2/5 stars2/5 stars2/5 stars]

Sprawdź: Angel Of Small Death & The Codeine Scene, To Be alone, Take Me To Church

3 Komentarze

  • W trakcie poszukiwania w sieci pożądanych informacji trafiłam na ten artykuł. Wielu autorom wydaje się, że posiadają odpowiednią wiedzę na ten temat, ale niestety tak nie jest. Stąd też moje wielkie zaskoczenie. Wielkie gratulacje! Niewątpliwie będę polecał to miejsce i często tu zaglądał by poczytać nowe artykuły.

  • Szybko zapominam o różnych wykonawcach, ale choć jedyny album Hozier wydał z 5 lat temu, od czasu do czasu chętnie wracałam do tych dźwięków. Najbardziej lubię z tej płyty Take me to church, Work song i To be alone.

    Nowy wpis na https://the-rockferry.pl/

  • Z kawałków Hoziera znam tylko „Take Me to Church”, ale mam gdzieś ciągle w głowie, żeby sięgnąć po ten album. Przebłyski pojedynczych singli kojarzę z EMPIKu, gdzie jego krążek swego czasu leciał za każdym razem, kiedy odwiedzałem sklep. Skoro jest jest to jeden z najbardziej utalentowanych artystów młodego pokolenia to nie mogę tego ominąć 🙂

Dodaj komentarz