RECENZJA #125: Tyler Cole – We’re in Love & the World Is Ending (2017)

Gdy spojrzałam na okładkę We’re in Love & the World Is Ending pomyślałam: o nie, czy zbliża się kolejne bożyszcze nastolatek, które zaproponuje nam nudną, mało odkrywczą muzykę? W końcu tylko spójrzcie: młodziutki, niebrzydki chłopak w koronkowej koszuli, na różowym tle. Coś mnie jednak skusiło, by wcisnąć „odtwórz” – bo mimo wszystko ta fotografia nieco mnie zaintrygowała. A więc bez oczekiwań włączyłam tę płytę i nauczyłam się, by nie oceniać płyty po okładce. Przedstawiam wam Tylera Cole’a i jego drugi krążek.

Nastawiając się, że po włączeniu zetknę się z lepszą czy gorszą jakościowo muzyką komercyjną, przeżyłam niezłe zaskoczenie, bo tak naprawdę twórczość tego artysty z popem ma niewiele wspólnego. Tyler Cole dał mi się poznać jako lubiący eksperymenty muzyk, który ma odwagę by stosować niespodziewane rozwiązania. Pierwsza z kompozycji, zatytułowana Sidney Poitier intryguje minimalistycznym wstępem wyśpiewanym do oszczędnych dźwięków gitary. Dołączająca perkusja i instrumenty klawiszowe nadają całości soulowego wydźwięku. Pierwsza połowa świetnie kontrastuje z drugą, która ma bardziej rockowy i ostrzejszy wyraz – jednocześnie rytm jest wciąż jednostajny, dlatego ta zmiana następuje niezwykle płynnie. Wspaniale przedstawia się także następujące po nim Love at First Fight o subtelnym rytmie inspirowanym bossa novą. Delikatna kompozycja pod koniec delikatnie zdeformowana – niedługo słuchacz się przekonuje, że to najwyraźniej jeden z ulubionych zabiegów Cole’a. Wygląda na to, że nie lubi długo trzymać się schematu.

Zupełnie szokująca po tych wrażliwych utworach jest następna piosenka. The Government Song zaczyna się nieregularnymi, abstrakcyjnymi dźwiękami. Całość ma wydźwięk niezwykle buntowniczy – pomimo, że znów zostajemy zaatakowani nagłą zmianą. W pewnym momencie melodia zwalnia zmieniając się w… balladę zakończoną rapem na tle gitarowych riffów. Fanom gitar spodoba się też zapewne rozpoczęte basową linią, niedbałe Experimental Drugs – to najbardziej rockowe nagranie z krążka. Osobiście jednak najbardziej dałam się porwać nagraniu Blow Up Your TV!, które otwarte wokalami acapella zmienia się wreszcie w nietypową kompozycję, której spokój przerywa głośny refren – kończy się zaś łagodną partią śpiewu na tle pianina.

Bardzo ładnie przedstawia się minimalistyczna kompozycja zatytułowana ❤️x1000, będąca wyciszającym duetem z Jackiem Samsonem. Do polubienia jest też odważne i dojarzałe Cult Classic, w którym na pierwszy plan wysuwają się zakrawające o jazz granie perkusji oraz falset Tylera. Całość brzmi jak połączenie utworu współczesnego z retro. Sporo emocji zawarto w skromnym, syntezatorowym Bones (szczególnie, kiedy artysta wyśpiewuje: „You can feel it in your bones”) – zadziwiające jest tutaj zamknięcie utworu grą gitary akustycznej i skrzypiec. Te drugie pojawią się także w Bones Part Two. By dowieść różnorodnych umiejętności piosenkarz zamyka krążek hip-hopowym Next to Me, w którym towarzyszą mu Dev Hynes Willow.

Chciałabym w muzyce więcej takich miłych zaskoczeń. Tyler Cole udowodnił mi już, że jest artystą, który za wszelką cenę nie daje się zaszufladkować. Kiedy wydaje się, że zaproponuje nam zestaw bardzo dobrych ballad, nagle atakuje z muzyką eksperymentalną, a tu z rockowymi brzmieniami – może i nie brzmi to szczególnie wyjątkowo, bo przecież sporo twórców decyduje się na łączenie i inspiracje w różnych gatunkach. Nie spotkałam się jednak jeszcze, by ktoś robił to w taki sposób, jak ten chłopak, który ani na moment nie chce być banalny, nie chce wchodzić w schematy, nie chce być utożsamiany z muzyką prostą i łatwą. Choć niektórzy może będą potrzebować czasu, by zrozumieć stylistykę tego artysty – warto dać mu tę szansę. Ciekawe co jeszcze kiedyś zaproponuje z taką artystyczną odwagą. [2/5 stars2/5 stars2/5 stars2/5 stars2/5 stars]

Sprawdź: Cult Classic, Love at First Fight, Sidney Poitier

1 Komentarz

  • No nie wiem. Chyba nie kupuję tego. Próbowałem słuchać pojedynczych numerów dwukrotnie, ale nie dałem rady. Generalnie chaos i nie rozumiem tej stylistyki. Odważny jest na pewno 🙂

Dodaj komentarz