RECENZJA #130: The National – Trouble Will Find Me (2013)

Słuchając ich początków miałam wrażenie, że The National jeszcze nie do końca wiedzieli jaką drogę obrać. Na swoim imiennym krążku oraz Sad Songs for Dirty Lovers pozostawili wrażenie niepewnych tego, co robią. Na Alligator nabierali tej pewności powoli, by od Boxer utrzymać swój niepowtarzalny, przesiąknięty melancholią styl. A mało co porusza w muzyce tak bardzo jak brzmiący najszczerzej smutek. Im takie melodie wychodzą perfekcyjnie i choć dziś bez wahania powiedziałabym, że ufam tym muzykom i biorę od nich utwory w ciemno, to muszę przyznać, że zanim poznałam tę płytę tak łatwo nie było. A więc co takiego wyjątkowego zaserwowało mi Trouble Will Find Me?

Po pierwsze, spośród wszystkich wydanych przed tym krążkiem płyt od The National, ta sprawia wrażenie najbardziej poukładanej, przemyślanej, skończonej. Już otwierające to wydawnictwo I Should Live in Salt zachwyca swoją głębią, uzyskaną za sprawą nienachalnej gry gitary akustycznej, perkusji oraz samego wokalu (szczególnie w refrenie). Spośród pięknych ballad niezwykle podoba mi się także akustyczne Fireproof, przede wszystkim w chwilach, kiedy Matt Berninger wyśpiewuje tytułowe słowa – jednak i pojedyncze dźwięki basu są tu czystą przyjemnością dla ucha.

Ballady umieszczone na szóstym albumie The National urzekają w dużej mierze bijącym od siebie spokojem, który pozwala słuchaczowi wyciszyć się i w pełni skupić na utworze. Taką moc ma choćby rozpoczęte dźwiękami klawiszy Heavenfaced, czy chłodne, gitarowe This Is The Last Time. Na łopatki rozkłada mnie powolne, przepiękne Slipped, w którym wyśpiewane zostają słowa:

I don’t want you to grieve but I want you to sympathize. I can’t blame you for losing your mind for a little while.

Podoba mi się także pełne klasy, eleganckie, oparte na pianinie Pink Rabbits. Wspaniałym zamknięciem tej płyty jest też minimalistyczne Hard To Find o ambientowym, nieco dream-popowym wydźwięku. Nieco mniej przekonuje mnie natomiast gitarowy riff melancholijnego I Need My Girl. 

Znajdzie się tu także para wkręcających, płynnych kompozycji: nieco bardziej dynamiczne od pozostałych, ale niepozbawione wyjątkowego dla tej płyty klimatu Don’t Swallow the Cap, czy Humiliation. Osobom łaknącym indie-rocka przypadnie do gustu gitarowe, ale subtelne Graceless albo zdecydowanie ostrzejsze Sea of Love, w którym to padają słowa będące tytułem tej płyty. Natomiast za najbardziej ponure nagranie uznaję zupełnie niesamowite, na swój sposób mroczne Demons. 

Choć stawiam muzyce coraz większe wymagania a i też coraz trudniej jest mnie dogłębnie poruszyć, muszę przyznać że panom z The National udało się stworzyć płytą nie tylko niemal bezbłędną, ale i do bólu emocjonalną. Trouble Will Find Me ujmuje tym, że choć te dźwięki są momentami niezwykle proste i brak tu przesadnie skomplikowanych rozwiązań, to właśnie ten minimalizm jest w tych kompozycjach kluczowy i odpowiedzialny za stworzenie wspaniałego, chwilami wręcz depresyjnego klimatu, do którego opisania właściwie brak odpowiednich słów. Przenikająca przez utwory szczerość uczuć, z których na pierwszy plan wysuwają się smutek i ból to na tym wydawnictwie przepiękne zjawisko, które ciężko byłoby podrobić przez kogokolwiek innego. []

Sprawdź: Slipped, Demons, Don’t Swallow the Cap

1 Komentarz

Dodaj komentarz